|
Polskie lotnictwo w latach 1920-1926
Chwilą, którą możemy uznać za przyjęcie "ostatecznego" kształtu przez II Rzeczpospolitą, jest podpisanie Pokoju Ryskiego 12 października 1920 roku. Polskie lotnictwo wojskowe dysponowało wtedy 20 eskadrami, z których 15 pełniło służbę na froncie a pięć podlegało właśnie procesowi reorganizacji i przezbrojeniu. Eskadry te liczyły sobie w sumie 122 samoloty, w tym trochę ponad połowę stanowiły samoloty czynne. Przy największych chęciach nie można uznać tych formacji za jednolite. Była to bowiem zbieranina samolotów austriackich, angielskich, niemieckich, francuskich i włoskich. 18 stycznia 1921 roku jednostki te zostały przegrupowane w 13 eskadr bojowych, 3 myśliwskie i 9 wywiadowczych. Miało to na celu uzupełnienie załóg i obsługi oraz ujednolicenie eskadr pod względem sprzętowym. Średnio się udało. Zamiast 130 gotowych do akcji samolotów, polska armia dysponowała zaledwie 60 płatowcami. Było tak, ponieważ zamiast przewidywanych 10 samolotów na eskadrę, przypadało na nią zaledwie 4-5 samolotów. W ciągu roku 1921 sformowano te eskadry w trzy pułki lotnicze, które stacjonowały w Warszawie, Krakowie i Poznaniu. Jednak nie tylko braki sprzętowe dokuczały rodzącemu się w bólach lotnictwu. W znacznym stopniu przeszkodą w rozwoju były ogromne braki w personelu. Dość rzec że ludzi nie wystarczało do ówczesnego, nielicznego przecież, lotnictwa. Dowodzący siłami lotniczymi gen. Gustaw Macewicz skoncentrował się więc na szkoleniu personelu. W pełnieniu obowiązków przeszkodziła mu poważna choroba, na którą niespodziewanie zapadł pod koniec grudnia 1922 roku. Minister Spraw Wojskowych gen. Kazimierz Sosnkowski, mianował więc nowego szefa lotnictwa. Został nim (w styczniu 1923 roku) Francuz, gen. Armand Leveque. Zabrał się on od razu do pracy i w marcu 1923 roku przedstawił plan rozbudowy lotnictwa. Proponował on wprowadzenie trzech (w miejsce dwóch istniejących) rodzajów lotnictwa: liniowe (wywiadowcze), myśliwskie i niszczycielskie (bombowce, które były w WP istotnym novum). Powstać miało 5 dyonów liniowych i tyle też myśliwskich, które były przeznaczone dla planowanych 5 armii. Ponadto przewidziano "rezerwę dyspozycyjną" dla Naczelnego Wodza, która to liczyła sobie 3 dyony liniowe i myśliwskie oraz 2 eskadry bombowe. Dyon liniowy miał składać się z 4 eskadr po 10 samolotów każda, a myśliwski z 2 eskadr, po 15 samolotów każdy. Eskadry bombowe miały na stanie po 6 samolotów. Dawało to 320 samolotów liniowych, 240 myśliwców i 12 bombowców. Siły te miały powstać w ciągu czterech lat. Plan, mimo że traktował wyjątkowo optymistycznie zdolności, rodzącego się dopiero, polskiego przemysłu lotniczego, spotkał się z życzliwością i aprobatą Sztabu Generalnego. W owym czasie Polska otrzymała pożyczkę zbrojeniową od Francji. Jedna czwarta tego kredytu miała być wykorzystana na zakup sprzętu lotniczego we Francji. Gen. Leveque zamówił więc w ichnich fabrykach: 150 dwupłatowców liniowych Potez 15, 70 dwupłatowców szkoleniowych Hanriot HD 14 i 8 łodzi latających (w sumie 228 samolotów). Zakupiono jeszcze 1500 silników rzędowych Lorraine: 750 o mocy 400 KM i 750 o mocy 750 KM. Generał jednak wiedział że wędka jest o wiele lepsza od ryby, która z czasem zaczyna gnić i śmierdzieć. Wykupił więc licencje na Hanriota i Poteza by mógł się rozwinąć polski przemysł lotniczy. Hanriota miała produkować fabryka "Samolot" w Poznaniu a Poteza Podlaska Wytwórnia Samolotów (PWS) w Białej Podlaskiej. Zreorganizowane Zakłady Mechaniczne Plage i Laśkiewicz mieszczące się w Lublinie, również miały przystąpić do produkcji samolotów (robiły Potezy). Nawiasem mówiąc, lepsze to było niż obecny jankeski offset :) . Gen. Leveque zamówił w tych fabrykach 150 Potezów i 25 Hanriotów. Był to początek produkcji samolotów w Polsce na dużą skalę. Wszystko pięknie, nowiutkie samoloty przybywały do jednostek, ale był niestety mały zgrzyt. Liczba zakupionych od Francuzów silników okazała się za duża i wiele nigdy nie zostało wykorzystanych. Na wegetujące silniki o mocy 400 KM można było się jeszcze natknąć w wojskowych magazynach w latach trzydziestych. Pod koniec czerwca 1924 roku polskie lotnictwo miało na stanie 13 eskadr. Nie osiągnęły one jednak pełnego stanu i w każdej z jednostek było od 6 do 8 samolotów. Okazało się że osiagnięcie liczby 50 pełnych eskadr do końca roku 1926 będzie niemożliwe. 1 lipca 1924 roku gen. Władysław Sikorski (będący Ministrem Spraw Wojskowych w rządzie Władysława Grabskiego) zwolnił z pełnionej funkcji gen. Leveque`a i mianował na jego miejsce płk. Włodzimierza Ostoję-Zagórskiego. Nie była to zwykła personalna roszada. Sikorski nie chciał bowiem by polskie siły lotnicze rozwijały się wg. francuskiej koncepcji ich wykorzystania. Francuzi uważali że lotnictwo nie będzie samodzielną i decydującą siłą podczas wojny. Ich zdaniem samoloty mogły pełnić jedynie funkcje pomocnicze względem sił lądowych i morskich. Jak widać, była to koncepcja zupełnie chybiona. Gen. Sikorski przewidział ogromną rolę lotnictwa w czasie działań zbrojnych. Tego samego zdania był płk. Zagórski. W kwietniu 1925 roku przedstawiony został plan rozwoju lotnictwa, obliczony na 12 lat. Miano utworzyć 200 eskadr bojowych, które dysponowałyby 2306 samolotami. W skład lotnictwa armijnego wchodziły: 102 eskadry liniowe (1020 sam.), 36 eskadr myśliwców jednomiejscowych (540 sam.) i 18 eskadr myśliwców dwumiejcowych (270 sam.), natomiast lotnictwo dyspozycyjne było w sile 8 eskadr liniowych (80 sam.), 10 eskadr myśliwców jednomiejscowych (150 sam.) i 16 eskadr bombowych (96 sam.). Zbrojenia te wymagały łącznie 2409 mil. zł. W budżecie zbrojeniowym stanowiło to od 24 do 27%, co procentowo odpowiadało wydatkom na lotnictwo ponoszonym przez inne duże państwa europejskie. Pierwszą decyzją gen. Zagórskiego (w międzyczasie Sikorski mianował go generałem brygady) był zakup 683 samolotów z Francji. Były to myśliwce Spad 51 i 61 (300 sam.), lekkie bombowce Breuget 19B2 (250 sam.), bombowce dwusilnikowe Goliath (32 sam.), resztę zaś stanowiły rozmaite samoloty szkoleniowe. Środki na te zakupy pochodziły z wspomnianej wyżej, francuskiej pożyczki, więc i wszystkie nabyte maszyny zostały wyprodukowane we Francji. Oprócz tego, gen. Zagórski złożył zamówienie w polskich fabrykach na 405 samolotów liniowych i szkolnych. Produkowanych na licencji francuskiej. Żadne liczące się państwo nie może jednak bazować tylko na zagranicznych licencjach.. Dlatego gen. Zagórski ogłosił konkurs na projekt pierwszego polskiego samolotu wojskowego. Jako że miało to rozwinąć polską myśl konstrukcyjną a nie cudzą, konkurs był ograniczony tylko do Polaków. Niezależnie od tego utworzono w roku 1925 biuro konstrukcyjne przy CZL (Centralnych Zakładach Lotniczych) w Warszawie. Szefował w tym biurze Władysław Zalewski. Owocem ich pracy był dwupłatowiec rozpoznawczo-myśliwski Zalewski WZ X, którego oblatano w sierpniu 1926 roku. Był to pierwszy bojowy samolot wymyślony i skonstruowany w Polsce. Siły lotnicze borykały się jednak z pewnym istotnym brakiem: brakowało pilotów! Na wiosnę 1926 roku eskadry lotnicze dysponowały tylko 172 pełnymi załogami a braki były alarmujące. Etaty trzeba było uzupełnić o 57% wśród oficerów, o 66% wśród podoficerów zawodowych i o 50% wśród pilotów. Próbowano temu zaradzić, zwiększając liczbę szkoleń odbywających się w Grudziądzu, Poznaniu i Bydgoszczy oraz uruchamiając Dęblin. Jednak nawet jeśli już są i piloci i samoloty to potrzebne są lotniska. Tak więc, gen. Zagórski nakazał w 1925 roku budowę Okęcia i Skniłowa, oraz modernizację Ławicy, Rakowic i Torunia. Szybka rozbudowa sił lotniczych spotkała się jednak z krytyką środowisk sanacyjnych. Uważano że samolotów kupuje się zwyczajnie za dużo (co poniekąd, wobec liczby obsługi i pilotów, było słuszne). Ponadto kwestionowano wybór typów samolotów dokonany przez gen. Zagórskiego i zarzucano mu brudne kontakty z "Francopolem" (słowem oskarżano go o korupcję, zawsze jest to świetny sposób na udupienie kogoś). Jednocześnie pod niebiosa wynoszono poprzednika Zagórskiego - gen. Leveque. O jego decyzjach płk. Rayski pisał tak: "rozumne, praktyczne, rzeczowe- doskonałe". Słowem nie wspominając jednak że taki zdolny generał w ogóle nie poruszył sprawy budowania baz dla samolotów a w sprawie zwiększenia tempa szkoleń nie kiwnął palcem. Po fali ataków, 18 marca 1926 roku gen. Zagórski zostaje odwołany z zajmowanego stanowiska. Po zamachu majowym został oskarżony o "niedopełnienie obowiązków w zakresie zabezpieczenia zaliczek, ściągania kar umownych i kontroli Francopolu". Wobec braku dowodów i mętnego oskarżenia został zwolniony. 6 sierpnia 1927 roku został wypuszczony z więzienia. Niedługo potem zginął w niejasnych okolicznościach.
Dziadek Mróz |