|
Szlaki żywego towaru - przedruk
Handel niewolnikami na lokalnych rynkach w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie przyniósł więcej ofiar niż wywóz niewolników z Europy i obu Ameryk - uważa francuski historyk Olivier Pétré-Grenouilleau Europejczycy handlowali czarnymi niewolnikami, jednak zajmowali się tym również Afrykanie oraz muzułmanie. Jak to wygląda w liczbach? Olivier Pétré-Grenouilleau: Trzeba najpierw powiedzieć, że ohydny charakter handlu niewolniczego nie wynika z takich czy innych liczb. Uwzględniając fakt, że handel wschodni - czyli skierowany do Afryki Północnej i na Bliski Wschód - przyniósł więcej ofiar, nie należy przez to umniejszać znaczenia handlu niewolnikami w Europie i obu Amerykach. Zaskakuje mnie natomiast, że niektórzy oburzają się, gdy ktoś ośmiela się mówić o niewolnictwie innym niż zachodnie. Handel transatlantycki był ilościowo mniejszy: w latach 1450-1869 z Afryki wysłano do obu Ameryk i na wyspy położone na Oceanie Atlantyckim 11 milionów niewolników, z czego na miejsce przeznaczenia dotarło 9,6 miliona. Handel, który ja osobiście wolę nazwać "wschodnim", aniżeli muzułmańskim (ponieważ Koran nie zawiera żadnych przesądów rasowych), objął w latach 650-1920 około 17 milionów Afrykanów. Co się tyczy handlu wewnątrzafrykańskiego, to amerykański historyk Patrick Manning szacuje liczbę ofiar na jakieś 50 proc. wszystkich ludzi wywiezionych z czarnej Afryki, a więc byłaby to połowa z owych 28 milionów. Jednak prawdopodobnie ta liczba była jeszcze większa. Jeden z najlepszych znawców historii Afryki przedkolonialnej Martin Klein dowodzi że około 1900 roku w samej tylko francuskiej Afryce Zachodniej było ponad siedem milionów niewolników. Dlatego nie będzie przesadne stwierdzenie, że w ciągu 13 stuleci liczba niewolników na kontynencie afrykańskim mogła być większa niż 14 milionów. Czy istnieje ciągłość między handlem antycznym a tym z epoki nowożytnej? Nie, należałoby raczej mówić o braku ciągłości. W całym starożytnym świecie pojawiali się czarni niewolnicy, ale ich liczba była ograniczona i zasadniczo zdobywano ich na wojnach, a nie poprzez handel. Początki "handlu eksportowego", w ramach którego Murzynów sprzedawano poza obszar Afryki, sięgają VII wieku naszej ery w raz z ustanowieniem rozległego imperium muzułmańskiego, w którym akceptowano niewolnictwo, jak w większości społeczeństw w tamtej epoce. Ponieważ nie można było wziąć muzułmanina w poddaństwo, rozwiązaniem był import niewolników z Azji, Europy Środkowej i z Afryki subsaharyjskiej. Kiedy i w jakich okolicznościach narodził się handel zachodni? W XV wieku, jak tylko Portugalczycy odkryli morskie wybrzeże Zatoki Gwinejskiej. Ale przez dwa stulecia, aż do połowy XVII wieku, ten handel stanowił tylko część globalnej wymiany handlowej pomiędzy Europą i czarną Afryką. Europejczycy sprowadzali stamtąd niewolników, ale także złoto, kość słoniową itd. Było tak aż do 1650 roku i rewolucji cukrowej, gdy na obszarze obu Ameryk stworzono wielkie plantacje. Właśnie wtedy rozkwitł wyspecjalizowany handel atlantycki. Jak handel niewolnikami wpłynął na rozwój czarnej Afryki? To kwestia, która budzi najwięcej sporów. Jeśli chodzi o negatywne skutki, to mówi się przede wszystkim o wpływie na demografię kontynetu - często zresztą w oparciu o bardzo europocentryczną interpretację faktów. W latach 60. mowiło się, że rewolucja przemysłowa w Europie była wynikiem rewolucji demograficznej. Odnosząc to rozumowanie do czarnej Afryki, twierdzono, że nie przeszła ona tej samej rewolucji wskutek handlu niewolniczego. Ale dzisiaj nikt już nie twierdzi, że rewolucjęprzemysłową na Zachodzie poprzedziła rewolucja demograficzna. Niemniej jednak straty ludnościowe były ogromne? Straszliwe, ale już nie aż tak przytłaczające, jeśli odnieść to do skali całego kontynentu w długim czasie. W okresie największego nasilenia handlu atlantyckiego, około roku 1770, z Afryki wywożono 76 tysięcy niewolników rocznie, czyli 0,095 proc. całej uwczesnej populacji kontynentu. Handel niewolniczy nie wywołał zatem załamania demograficznego, natomiast wprowadził element niestabilności zakłócający wzrost. Dodatkowo oceny należy równoważyć w zależności od sytuacji w poszczególnych regionach. Niektóre rejony straszliwie ucierpiały, gdy tymczasem pewne wspólnoty politycznie się wzmocniły. Istnieje jeszcze inny czynnik, o którym nie dość się mówi: handel atlantycki obejmował w nieco większym stopniu mężczyzn niż kobiety. Tak więc rósł ciężar obowiązków powierzanych kobietom, które pozostały na miejscu; można też sądzić, że umacniało to poligamię. Z grubsza biorąc, handel niewolniczy przyczynił się do umocnienia społeczeństw wyżej ustrukturyzowanych, ze szkodą dla wspólnot rodowych. Czy to potrzeba zapewnienia siły roboczej na plantacjach była przyczyną rozwoju handlu atlantyckiego? Był to efekt dokonania pewnych wyborów, które wcale nie były nieuniknione. Po pierwsze stworzenia wielkich plantacji. Ponieważ papieska bulla zakazywała brać w niewolę rdzennych Indian, sięgnięto do innych "źródeł". Tym bardziej że inne źródło siły roboczej wysłchło w XVII wieku - chodzi o białych najemników przybywających z Europy, którzy odegrali zasadniczą rolę w pierwszym okresie podboju Ameryki. Sięgnięto więc po siłę roboczą, którą już znano i która była - jak mawiają ekonomiści - "elastyczna", bo afrykańskie elity zajmujące się handlem niewolniczym potrafiły dostosować się do popytu. Rasizm nie leżał u źródeł handlu niewolniczego: rozwinął się później, jako jedna z konsekwencji tego handlu, aby go legitymizować. Jak zyskowny był handel niewolnikami? Średnioroczna wartość zysku z handlu niewolnikami wynosiła 10 proc. (w przypadku Anglików), a nawet mniej (od czterech do sześciu procent w przypadku Francuzów). W tamtej epoce państwowa pożyczka zapewniała mniej więcej podobny zarobek. Chodzi więc tu o ryzykancki kapitalizm, gdzie żyło się nadzieją na duży zarobek poprzez jakiś "grubszy numer". A zatem poszczególne rodziny mogły dorobić się na handlu niewolnikami. Czy można go też uznać za źródło bogactwa Zachodu? Rewolucji przemysłowej na Zachodzie nie należy tłumaczyć handlem niewolniczym, niewolnictwem i handlem kolonialnym. Zyski osiągane w ten sposób inwestowano w rzeczywistości w budowle, ziemię i działalność handlową, nie zaś w przemysł. Z tego punktu widzenia dużo poważniejszy był handel wewnętrzny w poszczególnych krajach oraz wymiana handlowa w wymiarze europejskim. Jak podaje historyk David Eltis, w XVIII wieku produkcja na angielskich wyspach cukrowych zaledwie dorównywała produkcji jednego małego brytyjskiego hrabstwa. A jakie były skutki gospodarcze w Ameryce? System plantacji nie rozpowszechnił się wszędzi, lecz głównie w Brazylii, na Antylach i na starym Południu w Stanach Zjednoczonych. Plantacje były intratne: na starym Południu przynosiły zyski rzędu 10 proc. rocznie, ale rónocześnie system niewolniczy skutkował pewnym zacofaniem gospodarczym i przemysłowym. Plantatorzy często mieli ogromne wpływy - na południu Stanów Zjednoczonych, ale także w Brazylii, gdzie w XIX wieku państwo było dla niech nad wyraz usłużne. Dlaczego doszło do zniesienia niewolnictwa? Przez długi czas chciano to widzieć jako efekt przejścia w fazę kapitalizmu przemysłowego i malejącej rentowności niewolnictwa. Ta koncepcja została obecnie obalona. Ponieważ system niewolnictwa był nadal zyskowny i mógłby przystosować się do nowych czasów. Obliczono nawet, że wydajność niewolnika mogła być równoważna, a nawet wyższa, niż wydajność pracownika najemnego. Zresztą kto właściwie zniósł handel niewolniczy? W 1807 roku uczyniła to Anglia, czyli największa z potęg, kontrolująca ponad 50 proc. rynku w handlu niewolniczym. Abolicję zawdzięczamy wielkiemu przebudzeniu religijnemu: pod wpływem pastorów setki tysięcy Anglików podpisało petycje przeciw niewolnictwu. Abolicja kosztowała Anglię około 1,8 proc. dochodu narodowego osiągniętego w latach 1807-1860. Trzeba było sfinansować karanie nielegalnego handlu, subwencje dla producentów cukru i odszkodowania dla plantatorów, którzy utracili swoich niewolników. A tymczasem w XVIII wieku wartość handlu niewolniczego była rzędu jednego procenta całego angielskiego dochodu narodowego. Zapewne więc koszty abolicji były wyższe od zysków, jakie przyniósł wcześniej handel niewolniczy. Ale ekonomia nie jest grą o sumie zerowej. Na handlu niewolnikami zyskiwali wielcy kupcy, natomiast koszty abolicji pokrył ogół podatników. Na dodatek ściganie przemytu niewolników posłużyło interesom geostrategicznym Anglii, bo zaczęła ona pełnić dzięki temu rolę żandarma na morzach. Czy można dopatrywać się związku między handlem niewolniczym skierowanym na wschód a obecnym położeniem gospodarczym w świecie arabsko-muzułmańskim? Zapisano tysiące stron na temat związków pomiędzy handlem atlantyckim i rozkwitem Zachodu, ale, o ile mi wiadomo, nie istnieje choćby jeden artykuł w pełni skoncentrowany na związkach między handlem wschodnim a gospodarką w świecie muzułmańskim. A tymczasem handel skierowany na wschód trwał przez 13 stuleci i objął 17 milionów niewolników. Dlaczego handel niewolnikami miałby wpływać na gospodarkę w obu Amerykach, ale już nie w świecie arabskim? Wielkie plantacje w Zanzibarze w XIX wieku, rozwój upraw trzciny cukrowej w Maroku w XVI wieku albo też rozległe gospodarstwa w dolnym Iraku pokazują, że odegrał on tam wielką rolę. Jak pan ocenia polemikę, która rozgorzała w ostatnich miesiącach we Francji wokół problemu "pamięci o niewolnictwie"? Historyk nie powienien odrzucać pamięci, bo jest ona dopełnieniem historii. Ale jego praca polega na tym, aby wychodzić poza te wspomnienia: historyk nie jest sędzią. Bardziej niż "obowiązku pamięci", którego często dochodzi się w sądzie, potrzebujemy troski o prawdę i krytycznej analizy. rozmawiał: Bernard Poulet wywiad pochodzi z 32/33 numeru tygodnika "Forum". Wersja pierwotna ukazała się w lipcowym numerze miesięcznika "L`Expansion". |