|
Vox Tux :)
Tuxedo
Czyli o lekturach - po raz kolejny, tym razem z mojego punktu widzenia.
Miesiąc temu w Varii mogliście przeczytać tekst Black Doga, dzisiaj pogadankę
moralizatorską serwuję Wam ja :) Tylko częściowo będzie to polemika ze
wspomnianym autorem, a czemu tak - zaraz zobaczycie.
Od razu rozwieję wątpliwości: zawsze starałem się czytać lektury i w większości
wypadków uznawałem je za niezbyt interesujące. Trzeba jednak wyraźnie
rozgraniczyć dwie rzeczy: podobanie się książek i ich przydatność w nauczaniu.
Owszem, do programu można wrzucić pozycje Pratchetta, Gainmana czy Kinga, ale
warto zadać sobie pytanie, czemu to będzie służyło? Jasne, być może paru uczniów
odkryje, że książki to nie tylko zbędna makulatura, ale chyba nie wyobrażacie
sobie tematu maturalnego w stylu "nastrój grozy w twórczości Stephena Kinga -
analiza wybranych fragmentów "Lśnienia""?
Daleki jestem od nazywania lektur "chorymi" - każda z nich ma czemuś służyć i w
większości doskonale obrazują to, co mają obrazować - a taki właśnie ich cel.
Przykro mi, ale by poznać zwyczaje XIX-wiecznych chłopów albo zdiagnozować
problemy sarmatów raczej nie sięgniemy po fantastykę... W końcu szkoła przede
wszystkim uczy (rzadziej wychowuje, ale to tak na marginesie) i z punktu
widzenia MENiS-u wszystko jest w porządku. Poza tym sztywny spis lektur trudno
byłoby tak z dnia na dzień zmienić - trzeba by najpierw wykształcić odpowiednio
kadrę nauczycielską, przestawić ich myślenie z "Krzyżaków" na pozycje pisarzy
współczesnych, poruszających się w zupełnie innych obszarach...
I tu dochodzimy do sedna - interesujące młodzież czytadła mają dość ograniczony
przedział czasowy - głównie literatura współczesna, a co z wcześniejszymi
epokami? I dlaczego mielibyśmy dostać akurat fantastykę - znów trzeba by było
rozszerzyć spektrum o inne gatunki, aby zadowolić wszystkich. I znów byłyby
narzekania. A tak? Mamy wypracowany przez wiele lat system, leniwi w każdym
momencie mogą skorzystać z obszernej i rosnącej z dnia na dzień bazy bryków,
streszczeń, opra(wypra)cowań, etc. Pewnie, że to nie jest metoda. Ale człowiek
ponoć zawsze ma wybór, do którego prawo świętym jest :)
Kończę czwartą klasę technikum ekonomicznego, szkoły, która w żaden sposób nie
zgadza się z moimi zainteresowaniami. Polskiego mam raptem trzy godziny
tygodniowo, właśnie zaczęliśmy zapieprzać z lekturami tak, że czasu brakuje
praktycznie na wszystko. Tzn. ja zacząłem, bo na 32 uczniów książkę zwykle
przeczytają 2-3 osoby. Jakaś połowa klasy rzuci okiem na streszczenie i na tym
zakończy kontakt z lekturą. Prowadzenie lekcji w takich warunkach jest dla
nauczyciela małym koszmarkiem - co zrobić z grupą, która nie wykazuje absolutnie
żadnego zainteresowania tym, dla czego on poświęcił prawie całe swoje życie.
Między innymi dlatego współczuję polonistom (zresztą nie tylko im) - mają oni
świadomość, że nie trafiają do większości, ale jednocześnie nie wolno im olać
sprawy, muszą przygotować do najważniejszych egzaminów choćby te kilka osób
zainteresowanych tematem. |
|
Można powiedzieć, że jestem w końcowej fazie poznawania lektur, chociaż "Proces"
czy "Mistrz i Małgorzata" ciągle przede mną. I z tej perspektywy przyznać muszę,
że chociaż większość lektur mnie nie przekonała, to było też sporo
"diamencików", które warto poznać. Do tej grupy z pewnością zaliczę "Ferdydurke"
i "Cierpienia młodego Wertera" (a śmiejcie się!). Wciągnęły mnie "Quo Vadis" i
"Faraon", nie zawiodło parę innych pozycji. Poruszyły "Medaliony" jak i świetne
opowiadanie Borowskiego "Proszę państwa do gazu". "Zbrodnię i karę" przeczytałem
dwukrotnie, nie dotknąłem za to Sienkiewiczowskiej trylogii, a lekturę "Pana
Tadeusza" zakończyłem na bodaj dwudziestej stronie.
Cóż mogę powiedzieć? Gdyby nie lektury, grupa nieczytających byłaby w Polsce
pewnie znacznie bardziej liczniejsza. Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że one
odpychają. Jest grupa naprawdę wartościowych książek, uniwersalnych i
ponadczasowych. Szkoda tylko, że MENiS nie próbuje trochę "odświeżać" tematu,
chociaż "Alchemik" jest jakimś światełkiem w tunelu, może następne pokolenia
będą miały już Coelho w podstawach programowych? Z drugiej strony bardzo bym nie
chciał, żeby moje dzieci musiały kiedyś czytać chociażby Masłowską - to już
"Psychoanaliza" była ciekawsza ;)
Niespójny i szalenie chaotyczny wyszedł mi ten tekst, ale ci, którzy dobrnęli aż
do tego momentu pewnie już to wiedzą. Pozostałym gratuluję instynktu
samozachowawczego i rozpoczęcia lektury od końca :) Na do widzenia rzucę może
hasełko "czytajcie lektury", chociaż wiadomo, że naszym Czytelnikom tego nie
muszę tłumaczyć :) A jeśli "nie czujecie bluesa" to sięgnijcie po "Medaliony" -
nawet, jeśli macie jeszcze do nich kilka lat - gwarantuję, że po lekturze
(kilkadziesiąt minut) nie stracicie, a może zyskacie ochotę na zapoznanie się z
tym, co opuściliście.
Siedział i się pasł
|