Styczeń 2006      


|:  VARIA  :|

Vox Tux :)
Tuxedo

Czyli o lekturach - po raz kolejny, tym razem z mojego punktu widzenia.

Miesiąc temu w Varii mogliście przeczytać tekst Black Doga, dzisiaj pogadankę moralizatorską serwuję Wam ja :) Tylko częściowo będzie to polemika ze wspomnianym autorem, a czemu tak - zaraz zobaczycie.

Od razu rozwieję wątpliwości: zawsze starałem się czytać lektury i w większości wypadków uznawałem je za niezbyt interesujące. Trzeba jednak wyraźnie rozgraniczyć dwie rzeczy: podobanie się książek i ich przydatność w nauczaniu. Owszem, do programu można wrzucić pozycje Pratchetta, Gainmana czy Kinga, ale warto zadać sobie pytanie, czemu to będzie służyło? Jasne, być może paru uczniów odkryje, że książki to nie tylko zbędna makulatura, ale chyba nie wyobrażacie sobie tematu maturalnego w stylu "nastrój grozy w twórczości Stephena Kinga - analiza wybranych fragmentów "Lśnienia""?

Daleki jestem od nazywania lektur "chorymi" - każda z nich ma czemuś służyć i w większości doskonale obrazują to, co mają obrazować - a taki właśnie ich cel. Przykro mi, ale by poznać zwyczaje XIX-wiecznych chłopów albo zdiagnozować problemy sarmatów raczej nie sięgniemy po fantastykę... W końcu szkoła przede wszystkim uczy (rzadziej wychowuje, ale to tak na marginesie) i z punktu widzenia MENiS-u wszystko jest w porządku. Poza tym sztywny spis lektur trudno byłoby tak z dnia na dzień zmienić - trzeba by najpierw wykształcić odpowiednio kadrę nauczycielską, przestawić ich myślenie z "Krzyżaków" na pozycje pisarzy współczesnych, poruszających się w zupełnie innych obszarach...

I tu dochodzimy do sedna - interesujące młodzież czytadła mają dość ograniczony przedział czasowy - głównie literatura współczesna, a co z wcześniejszymi epokami? I dlaczego mielibyśmy dostać akurat fantastykę - znów trzeba by było rozszerzyć spektrum o inne gatunki, aby zadowolić wszystkich. I znów byłyby narzekania. A tak? Mamy wypracowany przez wiele lat system, leniwi w każdym momencie mogą skorzystać z obszernej i rosnącej z dnia na dzień bazy bryków, streszczeń, opra(wypra)cowań, etc. Pewnie, że to nie jest metoda. Ale człowiek ponoć zawsze ma wybór, do którego prawo świętym jest :)

Kończę czwartą klasę technikum ekonomicznego, szkoły, która w żaden sposób nie zgadza się z moimi zainteresowaniami. Polskiego mam raptem trzy godziny tygodniowo, właśnie zaczęliśmy zapieprzać z lekturami tak, że czasu brakuje praktycznie na wszystko. Tzn. ja zacząłem, bo na 32 uczniów książkę zwykle przeczytają 2-3 osoby. Jakaś połowa klasy rzuci okiem na streszczenie i na tym zakończy kontakt z lekturą. Prowadzenie lekcji w takich warunkach jest dla nauczyciela małym koszmarkiem - co zrobić z grupą, która nie wykazuje absolutnie żadnego zainteresowania tym, dla czego on poświęcił prawie całe swoje życie. Między innymi dlatego współczuję polonistom (zresztą nie tylko im) - mają oni świadomość, że nie trafiają do większości, ale jednocześnie nie wolno im olać sprawy, muszą przygotować do najważniejszych egzaminów choćby te kilka osób zainteresowanych tematem.




Można powiedzieć, że jestem w końcowej fazie poznawania lektur, chociaż "Proces" czy "Mistrz i Małgorzata" ciągle przede mną. I z tej perspektywy przyznać muszę, że chociaż większość lektur mnie nie przekonała, to było też sporo "diamencików", które warto poznać. Do tej grupy z pewnością zaliczę "Ferdydurke" i "Cierpienia młodego Wertera" (a śmiejcie się!). Wciągnęły mnie "Quo Vadis" i "Faraon", nie zawiodło parę innych pozycji. Poruszyły "Medaliony" jak i świetne opowiadanie Borowskiego "Proszę państwa do gazu". "Zbrodnię i karę" przeczytałem dwukrotnie, nie dotknąłem za to Sienkiewiczowskiej trylogii, a lekturę "Pana Tadeusza" zakończyłem na bodaj dwudziestej stronie.

Cóż mogę powiedzieć? Gdyby nie lektury, grupa nieczytających byłaby w Polsce pewnie znacznie bardziej liczniejsza. Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że one odpychają. Jest grupa naprawdę wartościowych książek, uniwersalnych i ponadczasowych. Szkoda tylko, że MENiS nie próbuje trochę "odświeżać" tematu, chociaż "Alchemik" jest jakimś światełkiem w tunelu, może następne pokolenia będą miały już Coelho w podstawach programowych? Z drugiej strony bardzo bym nie chciał, żeby moje dzieci musiały kiedyś czytać chociażby Masłowską - to już "Psychoanaliza" była ciekawsza ;)

Niespójny i szalenie chaotyczny wyszedł mi ten tekst, ale ci, którzy dobrnęli aż do tego momentu pewnie już to wiedzą. Pozostałym gratuluję instynktu samozachowawczego i rozpoczęcia lektury od końca :) Na do widzenia rzucę może hasełko "czytajcie lektury", chociaż wiadomo, że naszym Czytelnikom tego nie muszę tłumaczyć :) A jeśli "nie czujecie bluesa" to sięgnijcie po "Medaliony" - nawet, jeśli macie jeszcze do nich kilka lat - gwarantuję, że po lekturze (kilkadziesiąt minut) nie stracicie, a może zyskacie ochotę na zapoznanie się z tym, co opuściliście.

Siedział i się pasł
 

© Copyright by Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!