Styczeń 2006      


|:  RECENZJA  :|

Andrzej Pilipiuk - Dziedziczki
Marceli

Andrzej Pilipiuk przyzwyczaił swoich fanów do tego, że spod jego pióra zawsze wychodzą świetne opowiadania – w ten sposób mówi o nim wielu recenzentów. Podpisuję się pod tym stwierdzeniem obiema rękami, ale czas powiedzieć, że powieści opowiadaniom w niczym nie ustępują.
„Dziedziczki” to trzecia, a zarazem ostatnia część trylogii panien Kruszewskich i ponad tysiącletniej wampirzycy Monice. Wcześniejsze tomy – „Kuzynki” oraz „Księżniczka” zebrały całkiem przychylne recenzje krytyków, a co najważniejsze, podobały się czytelnikom. Ostatni tom, to w karierze każdego pisarza zazwyczaj najważniejsza część opowieści, w której pragnie zmierzyć się z własną wyobraźnią i rzucić wyzwanie swym umiejętnościom. Trzeba przyznać, że Pilipiuk ma warsztat jak mało kto w tym kraju nad Wisłą i w „Dziedziczkach” brawurowo daje popis solidnej fabuły, dobrzej zarysowanym postaciom oraz miejscom, w których rozgrywa się akcja.
„Dziedziczki” rozgrywają się przede wszystkim w miejscowości PGR Kruszewice i w Krakowie. Epizodyczne postaci, jak Laszlo i Arminius pojawiają się na dalekim Tajwanie i w Norwegii. Stanisława i Katarzyna budują dwór w pegeerowskiej dziurze, aby w przyszłości móc tam w spokoju zamieszkać. Towarzyszy im, oczywiście, wampirzyca Monika. I tym razem to przede wszystkim na niej skupił się autor książki. Czy dobrze? Tego oceniać nie powinienem. Komu ta bohaterka przypadła do gustu, na pewno nie będzie zawiedziony.
Największe wrażenie zrobiły na mnie kuzynki Kruszewskie, które w „Dziedziczkach” są już bardziej doświadczone przez życie, dzięki czemu nie wpadają – jak było to np. w „Księżniczce” – w setki tarapatów. (Choć o wydoroślaniu Stanisławy – nieśmiertelnej przecież alchemiczki – trudno mówić...). Budowa dworu w Kruszewicach również jest warta wspominki; robotnicy przypominają niezapomnianego z opowiastek Jakuba Wędrowycza – wojsławickiego egzorcysty, a sam remont – epizodyczne treści z „Norweskiego Dziennika . W drugim przypadku dałbym jednak minus, bo nie lubię odgrzewanych pomysłów. Nawet, jeśli są mało widoczne dla oczu potencjalnego czytelnika.
 

  Dziedziczki
  fantasy
 

 

Ważne w „Dziedziczkach” jest także pojawienie się alchemika Sędziwoja. Pilipiuk przez długi czas daje mu pole do popisu, ale – czego się można było spodziewać – Sędziwój musi wreszcie opuścić nasz świat... Czy autor podołał? Uważam, że nie. Spodziewałem się magii, tajemnicy – a wybuch budynku, który przyczynił się do śmierci alchemika w zupełności do takich nie należy.
Oceniając „Dziedziczki” uważam jednak, że autor sobie poradził. Nie jest to świetna opowieść – to „tylko” dobra książka, dobrego rzemieślnika, który wciąż ma nowe pomysły. I chwała mu za to. Mam jednak nadzieję, że kolejne powieści pilipiukowego pióra, będą dużo lepsze.

Plusy: solidna, przemyślana fabuła. Losy Kruszewskich i Moniki nadal trzymają w napięciu. Plus za styl.
Minusy: kilka odgrzewanych pomysłów (patrz: Norweski Dziennik i opowiadania z J. Wędrowyczem), śmierć Sędziwoja, zbyt dużo erotycznych scen z Moniką w roli głównej (za dużo!). Nigdy więcej nie popełniać tego błędu.

Oficjalna strona Andrzeja Pilipiuka: www.pilipiuk.valkiria.net
Nieoficjalna strona Wojsławic: www.wojslawice.fabryka.pl

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!