|
Andrzej Pilipiuk -
Dziedziczki
Marceli
Andrzej Pilipiuk przyzwyczaił swoich fanów do
tego, że spod jego pióra zawsze wychodzą świetne opowiadania – w ten sposób
mówi o nim wielu recenzentów. Podpisuję się pod tym stwierdzeniem obiema rękami,
ale czas powiedzieć, że powieści opowiadaniom w niczym nie ustępują.
„Dziedziczki” to trzecia, a zarazem ostatnia część trylogii panien Kruszewskich
i ponad tysiącletniej wampirzycy Monice. Wcześniejsze tomy – „Kuzynki” oraz
„Księżniczka” zebrały całkiem przychylne recenzje krytyków, a co najważniejsze,
podobały się czytelnikom. Ostatni tom, to w karierze każdego pisarza zazwyczaj
najważniejsza część opowieści, w której pragnie zmierzyć się z własną wyobraźnią
i rzucić wyzwanie swym umiejętnościom. Trzeba przyznać, że Pilipiuk ma warsztat
jak mało kto w tym kraju nad Wisłą i w „Dziedziczkach” brawurowo daje popis
solidnej fabuły, dobrzej zarysowanym postaciom oraz miejscom, w których rozgrywa
się akcja.
„Dziedziczki” rozgrywają się przede wszystkim w miejscowości PGR Kruszewice i w
Krakowie. Epizodyczne postaci, jak Laszlo i Arminius pojawiają się na dalekim
Tajwanie i w Norwegii. Stanisława i Katarzyna budują dwór w pegeerowskiej
dziurze, aby w przyszłości móc tam w spokoju zamieszkać. Towarzyszy im,
oczywiście, wampirzyca Monika. I tym razem to przede wszystkim na niej skupił
się autor książki. Czy dobrze? Tego oceniać nie powinienem. Komu ta bohaterka
przypadła do gustu, na pewno nie będzie zawiedziony.
Największe wrażenie zrobiły na mnie kuzynki Kruszewskie, które w „Dziedziczkach”
są już bardziej doświadczone przez życie, dzięki czemu nie wpadają – jak było to
np. w „Księżniczce” – w setki tarapatów. (Choć o wydoroślaniu Stanisławy –
nieśmiertelnej przecież alchemiczki – trudno mówić...). Budowa dworu w
Kruszewicach również jest warta wspominki; robotnicy przypominają
niezapomnianego z opowiastek Jakuba Wędrowycza – wojsławickiego egzorcysty, a
sam remont – epizodyczne treści z „Norweskiego Dziennika . W drugim przypadku
dałbym jednak minus, bo nie lubię odgrzewanych pomysłów. Nawet, jeśli są mało
widoczne dla oczu potencjalnego czytelnika.
|
|
|
|
| Dziedziczki |
|
| fantasy |
|
| |
|
|
 |
|
|
Ważne w „Dziedziczkach” jest także pojawienie się alchemika Sędziwoja.
Pilipiuk przez długi czas daje mu pole do popisu, ale – czego się można było
spodziewać – Sędziwój musi wreszcie opuścić nasz świat... Czy autor podołał?
Uważam, że nie. Spodziewałem się magii, tajemnicy – a wybuch budynku, który
przyczynił się do śmierci alchemika w zupełności do takich nie należy.
Oceniając „Dziedziczki” uważam jednak, że autor sobie poradził. Nie jest to
świetna opowieść – to „tylko” dobra książka, dobrego rzemieślnika, który wciąż
ma nowe pomysły. I chwała mu za to. Mam jednak nadzieję, że kolejne powieści
pilipiukowego pióra, będą dużo lepsze.
Plusy: solidna, przemyślana fabuła. Losy Kruszewskich i Moniki nadal trzymają w
napięciu. Plus za styl.
Minusy: kilka odgrzewanych pomysłów (patrz: Norweski Dziennik i opowiadania z J.
Wędrowyczem), śmierć Sędziwoja, zbyt dużo erotycznych scen z Moniką w roli
głównej (za dużo!). Nigdy więcej nie popełniać tego błędu.
Oficjalna strona Andrzeja Pilipiuka:
www.pilipiuk.valkiria.net
Nieoficjalna strona Wojsławic:
www.wojslawice.fabryka.pl
|
|