|
George Orwell -
Folwark zwierzęcy
Michał Chmielewski
Dżordż Orwell zasłynął na Ziemi jako pisarz,
głównie dzięki dwóm powieściom - "1984" i "Folwark zwierzęcy". Obydwie są jego
udanym i docierającym do człowieka manifestem przeciwko totalitaryzmowi. Bo
totalitaryzm do przyjemnych rzeczy nie należy, chyba że ktoś lubi, gdy rząd
państwa pokazuje mu paluszkiem, jakiej szczoteczki do zębów ma używać.
"Folwark..." został napisany w 45. roku, czyli sześćdziesiąt lat temu. A jak to
bywa w przypadku powieści ponadczasowych - bo taką właśnie jest "Folwark..." -
czytanie ich w czasie pierwszego wydania, drugiego czy nawet dwudziestego
dziewiątego i trzy czwarte, daje czystą przyjemność. Tak właśnie czytało mi się
tę książkę, szybko, płynnie, na raty w jeden dzień.
Oryginalna fabuła przedstawia się w taki oto sposób, iż zwierzęta na farmie pana
Jonesa psychicznie przygotowują się do wszczęcia buntu i w konsekwencji
wykurzenia ich pana z folwarku. Udaje im się to bardzo sprawnie, Jones ucieka
zdezorientowany, a świnie, kaczki, konie, kury, psy i inne żarłodajne czteronogi
wprowadzają własny niezbyt skomplikowany kodeks, prawa, zakazy i nakazy
zamykające się w kilku punktach.
Po czasie sprawy zaczynają się komplikować, zaczyna brakować papu, zbliża się
zima, znana z bezkompromisowego ochładzania kuperków. Dlatego przewodniczące
Folwarkiem świnie postanawiają cichutko, niezauważenie nieco zmodyfikować
kodeks. Na ich korzyść.
Eric Artur Blair, bo tak nazywa się Orwell, duchem i ciałem nienawistnie grzmiał
na totalitaryzm i komunizm, a ta powieść jest tego owocem. Z każdą następną
kartką poznajemy argumenty przeciw temu ustrojowi, łapiąc tym samym doła. Bo
jest ona istnym imadłem dobrego samopoczucia. Każda kolejna strona uwidacznia
kurewsko bezkarną niesprawiedliwość, pranie mózgu i ogólne robienie z obywateli
- w tym przypadku zwierząt - idiotów. A wszystko to, by mieć po prostu władzę,
ciepłą dupę mimo minusowej temperatury i tyle żarcia, ile zdoła pomieścić
żołądek. Kosztem podwładnych, rzecz jasna.
|
|
|
|
| Animal farm |
|
| |
|
| |
|
|
 |
|
|
"Folwart zwierzęcy", z tego, co wiem, nie zalicza się do szerzącego głównie
nudę i miernotę gronu lektur szkolnych, tak jak "1984". Ta druga jeszcze
bardziej huczy antypatią (pieszczotliwie to ujmując) do wiadomej już polityki
państwowej, zapewne dlatego polskie ministerstwo edukacyjne wpisało ją na tę
niewdzięczną listę, która robi za skutecznego odstraszacza do czytania - by
pokazać pryszczatolatkom, że totalitaryzm jest be. Bo jest, tak na marginesie.
Jest to powieść dołująca, potrafi w ciągu tych krótkich stu stron przekazać
olbrzymi ładunek ponurego światopoglądu. Nie jest to jednak wadą, tylko ceną za
możliwość przeczytania tej pozycji. Ceną odpowiednią, tym bardziej, że mamy do
czynienia z powieścią nieprzeciętną.
www.sianow.kw.pl
|
|