Styczeń 2006      


|:  RECENZJA  :|

George Orwell - Folwark zwierzęcy
Michał Chmielewski

Dżordż Orwell zasłynął na Ziemi jako pisarz, głównie dzięki dwóm powieściom - "1984" i "Folwark zwierzęcy". Obydwie są jego udanym i docierającym do człowieka manifestem przeciwko totalitaryzmowi. Bo totalitaryzm do przyjemnych rzeczy nie należy, chyba że ktoś lubi, gdy rząd państwa pokazuje mu paluszkiem, jakiej szczoteczki do zębów ma używać.
"Folwark..." został napisany w 45. roku, czyli sześćdziesiąt lat temu. A jak to bywa w przypadku powieści ponadczasowych - bo taką właśnie jest "Folwark..." - czytanie ich w czasie pierwszego wydania, drugiego czy nawet dwudziestego dziewiątego i trzy czwarte, daje czystą przyjemność. Tak właśnie czytało mi się tę książkę, szybko, płynnie, na raty w jeden dzień.

Oryginalna fabuła przedstawia się w taki oto sposób, iż zwierzęta na farmie pana Jonesa psychicznie przygotowują się do wszczęcia buntu i w konsekwencji wykurzenia ich pana z folwarku. Udaje im się to bardzo sprawnie, Jones ucieka zdezorientowany, a świnie, kaczki, konie, kury, psy i inne żarłodajne czteronogi wprowadzają własny niezbyt skomplikowany kodeks, prawa, zakazy i nakazy zamykające się w kilku punktach.
Po czasie sprawy zaczynają się komplikować, zaczyna brakować papu, zbliża się zima, znana z bezkompromisowego ochładzania kuperków. Dlatego przewodniczące Folwarkiem świnie postanawiają cichutko, niezauważenie nieco zmodyfikować kodeks. Na ich korzyść.

Eric Artur Blair, bo tak nazywa się Orwell, duchem i ciałem nienawistnie grzmiał na totalitaryzm i komunizm, a ta powieść jest tego owocem. Z każdą następną kartką poznajemy argumenty przeciw temu ustrojowi, łapiąc tym samym doła. Bo jest ona istnym imadłem dobrego samopoczucia. Każda kolejna strona uwidacznia kurewsko bezkarną niesprawiedliwość, pranie mózgu i ogólne robienie z obywateli - w tym przypadku zwierząt - idiotów. A wszystko to, by mieć po prostu władzę, ciepłą dupę mimo minusowej temperatury i tyle żarcia, ile zdoła pomieścić żołądek. Kosztem podwładnych, rzecz jasna.

  Animal farm
  
 

 

"Folwart zwierzęcy", z tego, co wiem, nie zalicza się do szerzącego głównie nudę i miernotę gronu lektur szkolnych, tak jak "1984". Ta druga jeszcze bardziej huczy antypatią (pieszczotliwie to ujmując) do wiadomej już polityki państwowej, zapewne dlatego polskie ministerstwo edukacyjne wpisało ją na tę niewdzięczną listę, która robi za skutecznego odstraszacza do czytania - by pokazać pryszczatolatkom, że totalitaryzm jest be. Bo jest, tak na marginesie.

Jest to powieść dołująca, potrafi w ciągu tych krótkich stu stron przekazać olbrzymi ładunek ponurego światopoglądu. Nie jest to jednak wadą, tylko ceną za możliwość przeczytania tej pozycji. Ceną odpowiednią, tym bardziej, że mamy do czynienia z powieścią nieprzeciętną.

www.sianow.kw.pl

 

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!