Styczeń 2006      


|:  RECENZJA  :|

Richard Bachman - Regulatorzy
Michał Chmielewski

Krwawsza osobowość Stephena Kinga, znana jego zwolennikom jako Richard Bachman, napisała, a potem wydała równocześnie dwie powieści, "Regulatorzy" i "Desperacja", dlatego że miały ze sobą trochę wspólnego. Głównie bohaterów. Kolejność ich czytania jest dowolna, ich akcje nie są połączone, przynajmniej nie w sposób, tworzący z tych dwóch historii jednej spójnej.
Przejechałem dwie, zaczynając od "Desperacji", ale to właśnie "Regulatorów" zamierzam w poniższych linijkach podsumować.

Ulica Topolowa w mieście Wentworth (stan Ohio) zostaje nawiedzona przez niecodziennych rozbójników - bohaterów kreskówki dla szczeniaków, "MotoGliny 2200" - którzy rozpoczynają na niej pierwszorzędną zadymę. Ich pierwszą ofiarą staje się młody gazeciarz - otrzymuje darmową porcję ołowiu prosto z dubeltówki w łeb. Potem to samo dzieje się psem i innymi obywatelami ulicy. Surrealistyczny blitzkrieg na amerykańskie zadupie.
Reszta tymczasowo ocalałych bunkruje się w dwóch domach i czeka na przyjście takiej nocy, jakiej nigdy wcześniej nie mieli okazji doświadczyć i mało prawdopodobne, że doświadczą raz jeszcze.

Gdybym chciał teraz napisać, że książka wieje momentami nudą, po prostu bym to zrobił. Tyle że dopuściłbym się kłamstwa. Bo "Regulatorzy" nie przynudzają. Każdy rozdział, kartka, strona czy zdanie jest dobrze przemyślanym płodem doświadczonego pisarza-rzemieślnika. Język przedstawiania sytuacji, bohaterów i ich uczuć jest przyjemny dla oka, umysłu i palców (dla używających Breailla).
Mamy tu śmiech, ciekawe sentencje, no i rzecz jasna akcję, która stanowi podłoże do całej tej powieści. A akcja, jeżeli choć w małym stopniu obdarzony/a jesteś abstrakcyjnym myśleniem, wgniecie cię w fotel (mnie nie wgniotła, gdyż czytałem ją siedząc na podłodze, opierając plecki o ciepły grzejnik... kogo to zresztą obchodzi?). Tuż po pojawieniu się pierwszego furgonu i jego krnąbrnych właścicieli trupy padają gęsto, niczym łupież z głowy człowieka wychowanego przez szympansy. Śmiercionośny ołów lata równie gęsto, zamieniając ludzi w mocno dziurawe worki na kartofle. Fajne to, szczególnie, że nie dzieje się to bez przyczyny, jak to w wielu filmach/książkach bywa (z druzgocącą przewagą tych drugich). Wyjaśnienia pojawiają się stopniowo, są spokojnie dawkowane tak, aby zachęcić do dalszego śledzenia akcji, której, jak wspomniałem już wcześniej, mamy tu w nadmiarze.
 

  The Regulators
  horror
 

 

Głównym bohaterem "Regulatorów" jest kawałek asfaltu, nazwany ulicą Topolową. Kolejni to już ludzie, sąsiedzi mieszkający przez płot lub ulicę. Mamy tu byłego gumisia Colliego Entragaina, atakowanego przez pierwsze zmarszczki pisarza Johna Marinvilla, czarnoskórych Josephonów i tak dalej, do wyczerpania ludzkich zasobów, jakie posiada ta ulica. Każdy obdarzony własnym intelektem, bardziej bogatym lub ubogim, bardzo ładnie i sensownie przedstawiony przez autora, co w jego przypadku spokojnie określić można mianem standardu na wysokim poziomie. To zadziwiające, że ten stary pierdziel potrafi tak przekonywująco i przejrzyście przedstawić portret psychologiczny każdego opisywanego przez siebie bohatera, nawet zapchlonego psa z wścieklizną kipiącą z cuchnącego pyska.

King w swojej karierze, opartej na zmyślaniu, miał potknięcia. "Pokochała Toma Gordona" czy - uwaga fani Kinga, teraz będzie herezja! - "Miasteczko Salem" wg mojej opinii są takimi buraczkami. "Regulatorzy" natomiast siedzą na szczebelku Królewskiej drabiny blisko "Martwej strefy", "Sklepika z marzeniami" ("Sprzedawca śmierci"... Jezusie, co za wieśniacki filmowy tytuł!), a nawet "Misery", czyli dostatecznie wysoko, bym w nieokreślonej przyszłości z chęcią przeczytał ją raz jeszcze.
Szybka, wciągająca jak zakatarzony nos historia warta swojej ceny - spaceru do najbliższej biblioteki.

www.sianow.kw.pl

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!