|
Richard Bachman -
Regulatorzy
Michał Chmielewski
Krwawsza osobowość Stephena Kinga, znana jego
zwolennikom jako Richard Bachman, napisała, a potem wydała równocześnie dwie
powieści, "Regulatorzy" i "Desperacja", dlatego że miały ze sobą trochę
wspólnego. Głównie bohaterów. Kolejność ich czytania jest dowolna, ich akcje nie
są połączone, przynajmniej nie w sposób, tworzący z tych dwóch historii jednej
spójnej.
Przejechałem dwie, zaczynając od "Desperacji", ale to właśnie "Regulatorów"
zamierzam w poniższych linijkach podsumować.
Ulica Topolowa w mieście Wentworth (stan Ohio) zostaje nawiedzona przez
niecodziennych rozbójników - bohaterów kreskówki dla szczeniaków, "MotoGliny
2200" - którzy rozpoczynają na niej pierwszorzędną zadymę. Ich pierwszą ofiarą
staje się młody gazeciarz - otrzymuje darmową porcję ołowiu prosto z dubeltówki
w łeb. Potem to samo dzieje się psem i innymi obywatelami ulicy. Surrealistyczny
blitzkrieg na amerykańskie zadupie.
Reszta tymczasowo ocalałych bunkruje się w dwóch domach i czeka na przyjście
takiej nocy, jakiej nigdy wcześniej nie mieli okazji doświadczyć i mało
prawdopodobne, że doświadczą raz jeszcze.
Gdybym chciał teraz napisać, że książka wieje momentami nudą, po prostu bym to
zrobił. Tyle że dopuściłbym się kłamstwa. Bo "Regulatorzy" nie przynudzają.
Każdy rozdział, kartka, strona czy zdanie jest dobrze przemyślanym płodem
doświadczonego pisarza-rzemieślnika. Język przedstawiania sytuacji, bohaterów i
ich uczuć jest przyjemny dla oka, umysłu i palców (dla używających Breailla).
Mamy tu śmiech, ciekawe sentencje, no i rzecz jasna akcję, która stanowi podłoże
do całej tej powieści. A akcja, jeżeli choć w małym stopniu obdarzony/a jesteś
abstrakcyjnym myśleniem, wgniecie cię w fotel (mnie nie wgniotła, gdyż czytałem
ją siedząc na podłodze, opierając plecki o ciepły grzejnik... kogo to zresztą
obchodzi?). Tuż po pojawieniu się pierwszego furgonu i jego krnąbrnych
właścicieli trupy padają gęsto, niczym łupież z głowy człowieka wychowanego
przez szympansy. Śmiercionośny ołów lata równie gęsto, zamieniając ludzi w mocno
dziurawe worki na kartofle. Fajne to, szczególnie, że nie dzieje się to bez
przyczyny, jak to w wielu filmach/książkach bywa (z druzgocącą przewagą tych
drugich). Wyjaśnienia pojawiają się stopniowo, są spokojnie dawkowane tak, aby
zachęcić do dalszego śledzenia akcji, której, jak wspomniałem już wcześniej,
mamy tu w nadmiarze.
|
|
|
|
| The Regulators |
|
| horror |
|
| |
|
|
 |
|
|
Głównym bohaterem "Regulatorów" jest kawałek asfaltu, nazwany ulicą Topolową.
Kolejni to już ludzie, sąsiedzi mieszkający przez płot lub ulicę. Mamy tu byłego
gumisia Colliego Entragaina, atakowanego przez pierwsze zmarszczki pisarza Johna
Marinvilla, czarnoskórych Josephonów i tak dalej, do wyczerpania ludzkich
zasobów, jakie posiada ta ulica. Każdy obdarzony własnym intelektem, bardziej
bogatym lub ubogim, bardzo ładnie i sensownie przedstawiony przez autora, co w
jego przypadku spokojnie określić można mianem standardu na wysokim poziomie. To
zadziwiające, że ten stary pierdziel potrafi tak przekonywująco i przejrzyście
przedstawić portret psychologiczny każdego opisywanego przez siebie bohatera,
nawet zapchlonego psa z wścieklizną kipiącą z cuchnącego pyska.
King w swojej karierze, opartej na zmyślaniu, miał potknięcia. "Pokochała Toma
Gordona" czy - uwaga fani Kinga, teraz będzie herezja! - "Miasteczko Salem" wg
mojej opinii są takimi buraczkami. "Regulatorzy" natomiast siedzą na szczebelku
Królewskiej drabiny blisko "Martwej strefy", "Sklepika z marzeniami"
("Sprzedawca śmierci"... Jezusie, co za wieśniacki filmowy tytuł!), a nawet "Misery",
czyli dostatecznie wysoko, bym w nieokreślonej przyszłości z chęcią przeczytał
ją raz jeszcze.
Szybka, wciągająca jak zakatarzony nos historia warta swojej ceny - spaceru do
najbliższej biblioteki.
www.sianow.kw.pl
|
|