|
Powrót Mrocznego Rycerza
T#M
Nie
mam najmniejszego pojęcia, jak zacząć tą recenzję. Bo po co będę lał
niepotrzebnie wodę, jeśli mogę po prostu napisać, że autorem "Powrotu Mrocznego
Rycerza" jest Frank Miller.
Nazwisko Franka Millera powinno wiele powiedzieć tym, którzy interesują się
komiksami trochę więcej/dłużej. Facet wie co robi i na pewno zna się na rzeczy.
Pewnego dnia, kiedy miał już przekroczyć trzydziestkę uświadomił sobie, że nagle
stanie się najzwyczajniej w świecie starszy od dwudziestodziewięcioletniego
Bruce'a Wayne'a, gdzieniegdzie znanego jako Batman.
Każdy pomysł z osobna rodzi się w całkowicie odmiennych warunkach. Pomysł na
"Powrót Mrocznego Rycerza" zrodził się właśnie z chęci Franka Millera, by być
wciąż młodszym od Batmana (o czym sam pisze we wstępie komiksu). I tak, proszę
państwa, rodzą się wielkie dzieła.
Komiksy, w których Batman stawał się stary, pojawiały się jeszcze przed
"Powrotem...". Nawet powstał film animowany "Batman in the future" (w Polsce
"Batman trzydzieści lat później", który mi osobiście bardzo się podobał). Ale
wracając do komiksów, w tych wcześniejszych Bruce Wayne spokojnie przechodził na
emeryturę, obronę Gotham przed złoczyńcami zostawiając Robinowi. Były to
historyjki proste i... i tyle :) (sam miałem w ręce amerykańskie wydanie takiego
"Batmana"). Lecz pojawił się Frank Miller i, cytując Pawła "Nurka" Nurzyńskiego
"zmienił oblicze amerykańskiego komiksu".
W Gotham przyszłości wcale tak wspaniale nie jest, jak mogłoby się wydawać. W
ogóle Gotham City bez Batmana wydaje się jakoś uboższe, puste... Po prostu inne.
Ale tak jest. W "Powrocie..." wiemy tyle, że jakieś 10 lat wcześniej Batman po
prostu zszedł ze sceny "po angielsku" i tyle go widziano. Jednak zew nie sługa,
Gotham tak samo potrzebuje Batmana, jak Batman Gotham. I w ten skrócony sposób
Mroczny Rycerz rzeczywiście wraca. Wraca w wielkim stylu, zmuszając czytelnika
do wspomnienia pierwszego kontaktu z komiksem o Batmanie. To były czasy, kiedy
Batman walczył z przestępcami... Aż łezka się w oku kręci :)
Co sprawia, że "Powrót..." jest czymś wielkim, obok czego nie można przejść
obojętnie? Nie mam pojęcia. Tak, mógłbym zacząć streszczać wydarzenia z tego
komiksu, pisać, z kim to się Batman spotka itp... Ale po co? W tym komiksie nie
ma jakiegoś wałkowania czegoś, co nie jest sprawdzone. Tutaj nic nie jest
wciskane na siłę, a świat, ten pesymistyczny świat przyszłości, który bardziej
skupia się na "przestępcy", aniżeli na realnym zagrożeniu pochodzącym ze strony
Rosji wydaje sie pod tym względem niemal prawdziwy. Są tylko malutkie, ciche
wzmianki o tym, co się dzieje za granicą, a to, czy Batman jest zagrożeniem, czy
nie, jest wałkowane w telewizji praktycznie cały czas. I co gorsza, mimo, że
Batman stworzył tak wielki mit na temat swej postaci, ludzie nie chcą go uznać,
za kogoś, kto dla dobra walczy z przestępcami. Ludzie wolą wierzyć, że
przestępcy sami się zmienią, odczują żal za popełnione czyny, a Batman jest
kimś, kto wyzwala w nich agresję i zmusza ich do popełniania przestępstw. Z
pewnością coś w tym jest, ale nie zmienia to jednak faktu, że Joker i spółka
wciąż pozostają mordercami i nic się nie zmienia. Nic, poza wiekiem każdego z
osobna.
|
To, co najbardziej podoba mi się w "Powrocie...", to historie zwykłych, szarych
ludzi często opisane na nie więcej jak jednej stronie komiksu. Do takich należy
np. historia kobiety, która ledwo wiąże koniec z końcem, żeby przeżyć oszczędza
każdy grosz. Ale chce także jak najlepiej dla swego syna, a że chłopiec podobno
ma talent, kobieta kupuje dla niego farby. Wydatek, który znacznie uszczuplił
jej oszczędności. Ale co tam, niech chłopiec cieszy się życiem... Optymistyczne
spojrzenie, prawda? Jakże brutalne zakończenie tej historii zmusza nas do
powrotu na ziemię... I powiedz mi ktoś, czy w Gotham Batman nie jest
potrzebny...
Specyficzne rysunki Franka Millera sprawiają, że komiks dziwnie się ogląda. Ale
podczas jego lektury, dochodzi się do wniosku, że rysunki jak najbardziej
pasują. Nie ukrywam, mam własnego idola, jeśli chodzi o komiksy o Batmanie, ale
Frank Miller też jest dobry. Chociaż niektóre kadry, czy też same postaci są tak
dziwacznie narysowane, że wygląda to bardzo niedbale. Tak jakby komuś się
śpieszyło i już. Takich wpadek jest kilka, lecz takie są rysunki Millera i z tym
się trzeba pogodzić.
Historia w "Powrocie Mrocznego Rycerza" jest złożona, to fakt, ale każdy się w
niej odnajdzie, nawet osoby nie mające wcześniejszej styczności ze światem DC
Comics, bo na końcu komiksu jest napisane kto kim jest (np. Green Arrow, który
pojawia się pod koniec). Jest tam jeszcze tekst "Świat starego Batmana"
autorstwa Pawła "Nurka" Nurzyńskiego, oraz krótka notka o samym Franku Millerze.
Aby w pełni mówić o luksusie, na początku mamy wspomniany już gdzieś wyżej wstęp
do komiksu od Millera. A za to wszystko (czyli łącznie 200 stron) trzeba
zapłacić... 34,90 zł! Ja rozumiem, że za jakość się płaci... Ale dlaczego aż
tyle, drodzy państwo z Egmontu?
Tak czy inaczej, "Powrót Mrocznego Rycerza" przeczytania jest wart! Koniec!
Scenariusz i rysunki: Frank Miller
Wydawca: Egmont
Cena: 34,90 zł
|
|