|
Batman: Rok pierwszy
T#M
Co
się stało, że powstał Batman wie chyba każdy interesujący się komiksami. W
przeróżnych wydaniach często wraca się do tego motywu z seansem "Znaku Zorro" w
kinie, a później z rozsypanymi perłami z naszyjnika skąpanymi we krwii.
"Batman: Rok pierwszy" nie jest opisem tego co się stało i jak się stało w
dzieciństwie Bruce'a Wayne'a. Tutaj mamy dorosłego Bruce'a, który jeszcze nie
przemierza nocą ulic w stroju Mrocznego Rycerza, ale ma zamiar. Widzi przed sobą
Gotham City - zepsute miasto pełne korupcji i kłamstw. Nieczyste i złe. Chce z
tym coś zrobić, prawdę mówiąc czuje się za to wszystko odpowiedzialny. Więc
następstwem tego stał się Batman.
Komiks nie jest prostą opowiastką o Człowieku Nietoperzu, gdyż nie tylko nie
skupia się na Batmanie, ale przede wszystkim przedstawia nam początki pracy
porucznika (jeszcze nie komisarza) Jamesa Gordona w Gotham. Dlatego też, obok
działań Batmana, przedstawione mamy spojrzenie na cały ten syf Gordona, który
także chce zmienić to miasto. I także ma własne powody.
Podoba mi się to, że nieczęsto widujemy samego Batmana. Może dziwnie to brzmi,
ale naprawdę moim zdaniem tak właśnie być powinno. Jest kilka akcji z nim, jedna
nawet dłuższa, ale jak już wcześniej napisałem, to Gordona należy uznać tutaj za
główną personę. To on prowadzi dochodzenie w sprawie pojawienia się na ulicach
tajemniczego Człowieka Nietoperza, próbuje go złapać (tylko na początku), a
także stara się walczyć z korupcją w mieście tym samym sprzeciwiając się
własnemu dowództwu.
Jest mało Batmana, owszem, ale tym samym jest też mało Bruce'a Wayne'a. To, co
on robił przed powrotem do Rezydencji Wayne'ów w Gotham jest właściwie
niewiadome dla czytelnika. Coś tam wspomni, ale nie jest to coś, z czego możnaby
się domyślić. Ale co tam! Gorzej wypada jego transformacja w Mrocznego Rycerza.
Bruce wie, że musi stać się kimś, kto budziłby przerażenie, ale sposób, w jaki
do tego ostatecznie dochodzi jest taki naciągany, że szkoda gadać.
Za to bardzo dobrze, że pierwsza akcja Batmana nie była czymś wielkim i
spektakularnym. To właśnie nadaje tej historii nutki realizmu - Batman jest
zwykłym człowiekiem, którego można pokonać, nawet jeśli narobi się w gacie z
powodu pierwszego przerażającego wrażenia, jakie może wywołać.
|
Oczywiście, nie ma historii bez wad. A może powinienem to inaczej ująć - nigdy
nie zadowoli się w pełni każdego czytelnika z osobna. Mnie najbardziej irytowało
to, że tylko raz doszło do potyczki policji z Mrocznym Rycerzem. Prawda, ten
jeden jedyny raz wystarczył, ale z tego co mi wiadomo, na początku Gordon
praktycznie się uwziął na Batmana. No, ale cóż. Tutaj mamy to trochę inaczej
przedstawione.
Denerwuje mnie też to, że i Batman, i Gordon doskonale wiedzą, co robią podczas
walki. Powiedzcie szczerze, kto naprawdę potrafi wyczuć ile komu żeber złamał?
Albo czy komuś nie rozbił czaszki? No dajcie spokój, ja rozumiem, że to
opowiastka o superherosie, ale jak wprowadza się pewne realistyczne elementy, to
po co za chwilę wciąż zaznaczać, że to jest tylko i wyłącznie komiks?
Scenariusz napisał znany tu i ówdzie Frank Miller, który opierał się na
pierwszych pracach Boba Kane'a, Billa Finger'a i Jerry'ego Robinsona. Rysunkami
zajął się David Mazzucchelli, który narysował komiks w starym, dobrym stylu.
Normalnie, zafundował nam facet przejażdżkę do przeszłości komiksów. W sumie to
nie miał tak daleko, gdyż "Batman: Year One" powstał w latach 1986 - 1988.
Wydanie, jakie posiadam (to z Egmontu) poprzedzone jest jeszcze wstępem Franka
Millera z roku '88, w którym wyznaje nam, jak wyglądało jego pierwsze spotkanie
z Mrocznym Rycerzem, oraz ciemnymi uliczkami Gotham City.
Ten komiks trudno mi nazwać jakimś wielkim dziełem. Jest to raczej w bardzo
dobrym stylu przedstawiony pierwszy rok działalności Batmana, aniżeli wiekopomne
dzieło, którym zachwycać się będą wszyscy co do jednego. Być może jest tak, gdyż
przeszłość Batmana powinna na zawsze już pozostać przeszłością? Ale komiks warto
przeczytać.
Scenariusz: Frank Miller
Rysunki: David Mazzucchelli
Wydawca: Egmont
Cena: 24,90 zł
|
|