Styczeń 2006      


|:  BATMAN  :|

Batman: Ego
T#M

Czasami zdarza się natrafić na ciekawy komiks, w którym jest wszystko, czego byśmy chcieli - interesująca historia, ładne rysunki... Czasami też wydaje nam się, że dany komiks właśnie taki jest, ale po jego odłożeniu odczuwamy dziwny brak... czegoś. Tak własnie jest z "Batman: Ego".

Historie, jakich próżno szukać w regularnych wydawnictwach Batmana, czy innych znanych bohaterów komiksu, najbardziej mnie przyciągają. Bo to w nich autorzy pokazują, że z danej postaci da się coś jeszcze wycisnąć, inaczej ją pokazać, czy choćby zadać kilka pytań czytelnikowi, czego najczęściej nie stosuje się w regularnie ukazujących się komiksach.
"Batman: Ego" zawiera w sobie właśnie to wszystko, co przed chwilą wymieniłem - Mroczny Rycerz pokazany z trochę innej strony, jako zwykły człowiek, walczący z... samym sobą. Komiks pyta także (w sposób bardzo subtelny) o sens ciągłego walczenia ze złem, kiedy ono i tak zawsze będzie wracać. Za tego typu sprawy całość ma ode mnie ogromnego plusa.

A jak to naprawdę wygląda? Bruce Wayne zaczyna wątpić w to, co robi, prawdę mówiąc, czuje się w pełni odpowiedzialny za to, co się dzieje w jego mieście. I postanawia zrezygnować. Ale nie ma lekko, pojawia się... no właśnie, coś, co wygląda jak Batman, tylko że jest całe czarne. I właśnie wtedy zaczyna się właściwy komiks. Bruce przez cały czas z tym czymś rozmawia (można to uznać za jego własną mroczną część, która odpowiada za istnienie Batmana... zresztą, nie będę tutaj wszystkiego opisywał), by ostatecznie dojść do kompromisu... Wydaje się płytkie, ale podczas lektury ja tak nie uważałem.

No więc mamy ciekawą wędrówkę w głąb psychiki Bruce'a Wayne'a, dialogi poprowadzone w inteligentny sposób, dobre rysunki (o których później), a ja na początku narzekałem, że jednak temu komiksowi czegoś brakuje. I cały czas bedę się tego trzymać, bo jakkolwiek by nie przedstawić takiej sytuacji, cokolwiek by postacie nie mówiły, to i tak pozostanie pewien dyskomfort, główine z powodu samego zakończenia. Spojlerować nie będę, ale dodam od siebie, że dalej powinna być jeszcze ta akcja z Jokerem, a w jej czasie ukazanie, jak bardzo się zmienił (albo nie) Bruce/Batman. W komiksie irytuje także to, że (praiwe) wszystko jest przyjmowane na spokojnie. Ot, było minęło i tyle o tym słyszeliśmy. Przez to komiks jeszcze bardziej traci, tym samym przeistaczając się w kolejny komiks, których wiele na półkach księgarń, czy Empików. Jedan sam wątek z poruszeniem psychiki Bruce'a jest bardzo dobry.



O rysunkach (oczywiście) osobny akapit, a to głównie z tego powodu, że autorem tychże jest Darwyn Cooke, człwiek, który trzy lata pracował przy seriach animowanych takich jak "The Batman/Superman Adventures" oraz "Batman: Trzydzieści lat później" (ten ostatni, to mój ulubiony animowany Batman). Był także pewien okres reżyserem serii animowanej "Man in Black: The Animated Series". Jego kreska więc jest bardzo podobna do tej animowanej, jaką mieliśmy okazję oglądać w TV. Oczywiście jest ona bardziej bogata w szczegóły, ale np. jaskinię, w której Batman ma wszystkie trofea, oraz pojazdy i inne takie rzeczy od razu rozpoznałem jako tą z filmu animowanego. Heh, czyżby "czym skorupka za młodu nasiąknie..."? W każdym razie mi się taka postać rzeczy podoba, gdyż jest to taki specyficzny sposób rysowania, który mimo że niepozbawiony kolorystyki, jest mroczny, a w historiach o Batmanie mrok jest ważny.

Komiks wydaje się krótki, brakuje tego, o czym wspomniałem (dla tych, którzy przespali: ostatniej akcji z Jokerem, o której jest tylko mowa), ale po skończeniu nie czuć jakoś specjalnie niedosytu, czy czegoś w tym rodzaju. A że cena, jak na dzisiejsze standardy nie jest zbyt wysoka, to ja gorąco polecam.

Scenariusz i rysunki: Darwyn Cooke
Wydawca: Egmont
Cena: 9,90 zł

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!