RECENZJE - PECET
Command & Conquer: Generals
Dla większości nie-graczy gry komputerowe to zabawki i kompletnie pozbawione jakiegokolwiek sensu pożeracze czasu. No cóż - mają racje :P ale nie do końca. Dla mnie stratą czasu stały się wszelkiej maści RTSy. Ale od każdej reguły jest jakiś wyjątek, a to właśnie dziś przyszedł czas na omówienie pewnego wyjątku.



W dzisiejszym świecie wodzowie rozwiązują konflikty słowami - takie coś usłyszymy w intrze - słowami takimi jak "wyrzutnia SCUD", "bombardowanie dywanowe", "pociski tomahawk". Tymi słowami można także określić ogólny charakter gry - rzadko kiedy intro tak trafnie i zwięźle ujmuje ten element. Bo w przeciwieństwie do innych RTSów w Generals największą rolę odgrywa akcja. Szczerze mówiąc widziałem FPSy, które miały w sobie o wiele mniej dynamizmu niż ten RTS. Oczywiście - także i tu spotkamy się z nudną fazą rozbudowania bazy (tylko w trybie skirmish bo w kampanii zazwyczaj startujemy z gotowymi kilkoma budynkami i garstką jednostek), ale została ona skrócona do niezbędnego minimum bo w 2-3 minuty po starcie możemy już przeprowadzić pierwszy atak na przeciwnika - co prawda z góry skazany na porażkę, co nie znaczy także, że obrońca nie odczuje skutków. W tej grze nawet 4 jednostki piechoty mogą troszkę namieszać, jeśli nie zostaną odpowiednio skontrowane. Kolejny ciekawy element - tu nie trzeba składać armii złożonej z kilkudziesięciu jednostek. Zrównoważony oddział może naprawdę zrównać z ziemią prawie każdego wroga. Ale to nie koniec oryginalnych pomysłów piechota może okupować cywilne budynki, bunkry a także niektóre pojazdy zapewniając dodatkowe stanowiska ogniowe. Takim sposobem 6 pojazdów HumVee - w każdym dwóch rangersów i trzech z wyrzutniami pocisków rakietowych - może totalnie wymieść średnią bazę. Oczywiście pod warunkiem, że jest także "średnio" zabezpieczona. Osobiście jeśli idzie o pojazdy naziemne to mi do gustu najbardziej przypadły Overlordy. Są to baaaaardzo ciężkie czołgi z dwoma lufami które dodatkowo można wyposażyć w jedną z trzech rzeczy - antenę propagandową (niezbyt szczęśliwe określenie - po prostu szczekaczka nadająca o jedynie słusznych sprawach), bunkier, który może być okupowany przez piechotę, lub (moje ulubione) działko w technologi Gatling. Takim sposobem 8 Overlordów, z czego 2 ma antenę propagandową, a reszta po działku, wspieranych jednym transporterem z piechotą, jest czymś czego powstrzymać się praktycznie nie da. Oczywiście w sensie, że komputer nie potrafi i to nawet na najwyższym poziomie. A rada na taką armię jest prosta - zniszczyć transporter a potem po kolei wyeliminować załogę specjalnymi jednostkami - a jak się uda to jeszcze przejąć opustoszały pojazd - to dopiero wprowadzi zamieszanie :). I tak właściwie na każdy sposób jest inny sposób i tylko sprawne zarządzanie jednostkami i budynkami może sprawić, że będziemy niepokonani. Tak - niepokonani, ale nie napisałem z kim wojujemy. Otóż w grę wmontowano trzy strony konfliktu - U.S.A., które to dysponuje precyzyjnym, ale drogim, sprzętem; Chiny, które to dysponują dużą siłą ognia i liczebnością. Trzecią stroną jest G.L.A. (Global Liberation Army - Globalna Armia Wyzwolenia), które to mają tanie i cholernie wredne jednostki. A propos jednostek - zapewne co poniektórzy, bardziej spostrzegawczy, 'czytacze' zauważyli, że mówiąc o armii mówię o małych liczbach jednostek. Pewnie możemy produkować dziesiątki czołgów które stworzą potężną kolumnę pancerną, ale w tej grze nie bardzo to ma sens. Dlaczego? No cóż - akcja toczy się czasem zbyt szybko a nawet gdybyśmy mieli czas i profity na złożenie takiej armii to i tak w praktyce połowa jednostek nawet nie zauważyłaby wroga, nie mówiąc o walce z nim, więc jest to zwykłe wyrzucenie pieniędzy. Z kolei składając armię z 6-10 czołgów wspieranych Commanche'ami (w przypadku USA) jesteśmy już dość niebezpiecznym przeciwnikiem. Dodając do tego naloty bombowcami Aurora lub też ataki na jednostki z wykorzystaniem F-117 możemy wymieść przeciwnika na średnim poziomie. Żeby wykończyć przeciwnika na najwyższym trzeba do tego dodać naloty 3 sztuk A-10, zrzucenie bomby paliwowo-powietrznej i orbitalne uderzenie działem cząsteczkowym (lekkie science-fiction ale doskonale sprawdza się w praktyce). Ta ostatnia struktura (bo jest to budynek zdolny do spalenia dowolnego miejsca na planszy) ma także swoje odpowiedniki u innych stron konfliktu - i tak Chińczycy budują balistyczny pocisk z głowicą nuklearną a G.L.A. wyrzutnię S.C.U.D. Aby skorzystać z takiego budynku trzeba jeszcze odczekać określoną ilość czasu ale jak już zacznie działać to wrogowie mają przerąbane. I właśnie te budynki są jednym z elementów napędzających rozgrywkę - jeśli nie ruszymy na wroga to skonstruuje coś takiego i przyśle nam prezencik i to bardzo szybko. Do tych struktur i jednostek należy doliczyć specjalne upgrade'y kupowane za punkty dowodzenia (a te zdobywamy wymiatając wrogów). I tak możemy sobie kupić eskadrę A-10, specjalne jednostki, uderzenie artleryjskie czy niewidzialność dla określonych typów jednostek. Takich "upgrade'ów" (nie do końca szczęśliwe określenie ale nie wiem jak to inaczej nazwać :P) jest znacznie więcej i odpowiednie ich zastosowanie może przechylić przysłowiową szalę zwycięstwa na naszą korzyść. Do tych wszystkich ciekawostek należy doliczyć jeszcze doświadczenie zdobywane przez nasze jednostki - veteran walczy znacznie skuteczniej niż świeży żołnierz. Co ciekawe doświadczenie zdobywają jedynie ludzie. Ale zniszczenie czołgu czy samolotu, który to zdążył nazbierać troszkę punktów nie oznacza, że tracimy je bezpowrotnie. Jak już mówiłem - doświadczenie zdobywają ludzie więc ze strąconego samolotu katapultuje się pilot którego możemy wsadzić do nowego pojazdu (czołgu, ciężarówki, samolotu) i posłać z powrotem na pole walki. Problem pojawia się w momencie gdy nasz pilot katapultuje się dość daleko od bazy lub na terytorium zajętym przez wroga. W tym drugim przypadku zazwyczaj zostanie szybko zabity (zastrzelony, wysadzony w powietrze lub nawet rozjechany). Jeśli jednak wylądował dość bezpiecznie to można go posłać do bazy - tradycyjnie "z buta", lub wysłać po niego pojazd.



Technicznie Generals utrzymuje się w czołówce. I to nawet dzisiaj po kilku latach od premiery można z przyjemnością oglądać potyczki. Szczególne wrażenie robi bitwa na ulicach miast - piechota może się ukryć w dowolnym budynku, czołgi i inne pojazdy przewracają elementy otoczenia, a ludność cywilna ucieka w popłochu - co jak co, ale nie co dzień się coś takiego ogląda (a już nikomu nie życzę takich doświadczeń "na żywo"). Bardzo dobrej oprawie graficznej towarzyszy równie dobra oprawa audio. Właściwie w kwestii technicznej nie ma się do czego przyczepić. Wszystko jest na swoim miejscu i prezentuje naprawdę wysoki poziom.



Interface raczej nie wprowadza żadnych rewolucji (chyba, że weźmiemy pod uwagę poprzednie części Command & Conquer), ale dzięki temu nikt się nie zgubi - obsługa jest intuicyjna i tak powinno właśnie być. Od razu wiemy gdzie co i jak kliknąć żeby wywołać pożądaną akcję.

Jedyne moje zastrzeżenie dotyczyć będzie długości kampanii - jest stanowczo za krótka. Co prawda można to podpiąć pod dynamikę, ale można było też dorzucić jeszcze parę misji. A propos misji- bardzo ciekawy kwiatek znalazłem. Otóż pierwsza misja Amerykanów towymiecenie G.L.A. z Bagdadu. W momencie gdy zbliżymy się naszą kolumną pancerną do miasta odpalona zostaje cut-scenka, w której to odpalone zostają pociski z wyrzutni S.C.U.D. w sam środek rynku, po którym wałęsają się cywile. Naszym zadaniem jest wymiecenie tej wyrzutni. No cóż - autorzy założyli, że będziemy szturmować przez środek Bagdadu bazę położoną na obrzeżach miasta. Przeliczyli się, gdyż mój wprawny zmysł taktyczny wyczuł lukę w defensywie wroga. Wykorzystując śmigłowce Chinook przerzuciłem dwa oddziały piechoty do lasu tuż za wyrzutnią - 16 chłopa spokojnie wymiotło wyrzutnię przy akompaniamencie rakiet Maverick (zakładam, że to Mavericki,bo generalnie tego się używa do niszczenia budynków) odpalonych przez eskadrę F-22. Autorzy nieprzewidzieli takiego posunięcia, wyrzutni pilnują tylko dwie jednostki piechoty - jakie były ich szanse w starciu z 16 Rangersami? To chyba nie wymaga komentarza. Tak czy inaczej więcej takich "kfiatkuff" nie znalazłem, ale to pewnie przez to, że specjalnie ich nie szukałem. Pomijając to drobne uchybienie, przeciwnicy zapewnią nam sporo rozrywki - ich inteligencja stoi na dość dużym poziomie (chociaż nie ukrywam, że mogłoby być lepiej). Komputer sprawnie wykorzystuje zalety oddanych mu jednostek i po krótkim czasie jedna z najskuteczniejszych broni amerykanów - lotnictwo - może zostać bardzo szybko skontrowana (przez piechotę, stanowiska ogniowe, albo baterie działek przeciwlotniczych zamontowanych na ciężarówce).



Generalnie rzecz biorąc Generałowie to znakomita strategia czasu rzeczywistego, w której nie ilość a jakość i zróżnicowanie produkowanych jednostek odgrywa największą rolę. Mnóstwo ciekawych pomysłów i dopracowanie najmniejszych szczegółów sprawia, że nie jest to kolejny zwykły RTS a naprawdę wyjątkowe dzieło. Polecam je każdemu kto lubi czasem pomyśleć i nie ma kilku godzin na spędzenie przed monitorem patrząc jak to jednostki zbierają drewno albo inne surowce. Tu jest akcja, taktyka i przede wszystkim dobra zabawa.

Soull

OCENA: 9

Plusy:

+ Oprawa
+ Dynamiczna akcja
+ Ciekawe pomysły



Minusy:

- Za krótka

+ Infozz:
Gatunek: RTS
Producent: Electronic Arts
Dystrybutor: Cenega
Rok produckji: 2002

+ Wymagania sprzętowe:
Procesor: 800MHz
Pamięć: 128MB RAm
Karta graficzna: 32MB VRAM
Miejsce na HDD: 1.2GB
System: Windows 98/2000/ME/XP