RECENZJE - X-Box
Chronicles of Riddick
Pewnego pięknego poranka, tuż po imprezie, Zdzisław szedł ulicą. Rykoszetował, od muru, do muru, starając się nie potknąć o własne stopy. Nagle, kanał, znajdujący się na wprost Zdzisława otworzył się. Wyskoczyła z niego dziwna postać. Facet, potężnej budowy ciała, ogolony na łyso, spojrzał na Stefana. Nieznajomego oślepiło światło. Szybkim ruchem założył gogle, które do tej pory spoczywały na czole i spojrzał ponownie. Stefana wryło w ziemię. Szczególnie przeraziły go gogle, które niechybnie, człowiek z kanałów, ukradł naszemu motylkowi – Otylce. Teraz patrzył wprost na niego. Stali tak kilka sekund. Wielkolud szybkim susem podskoczył do Stefana, wyjebał mu liścia i spierdolił w krzaki, z szatańskim „sesesesee” na ustach. Stefana znaleziono około południa i przewieziono do najbliższego szpitala.

Historia Stefana, jest tylko jedną z wielu mrocznych opowieści, za którymi stoi ten sam człowiek. Niech was nie zmylą te śmieszne gogle – Riddick to kozak jakich mało. Zatapiając się w świat Ucieczki z Zatoki Rzeźników, przebędziesz niejeden kanał. Oponentów natomiast, będziesz mógł wyeliminować z większą finezją, niż „na cepa, z liścia”. Pierwsza gra Starbreeze Studios miażdży od samego początku.

Zaczynasz jako teoretycznie bezbronny więzień. To tylko teoria, gdyż ręce Riddicka, są doskonałym, jakże cichym, narzędziem zbrodni. Dysponujesz kilkoma różnymi ciosami, zależnie od wychylenia lewej gałki analogowej. Razy, które zadajesz oponentom, doskonale się uwidaczniają w postaci siniaków, oraz krwistego graffiti na ścianach. Niebo sadysty. Dodatkowo, z bliska możesz eliminować oponentów po cichu, finezyjnym skręceniem karku. Przeciwnik Cię zobaczył i chce strzelać? Żaden problem, podbiegnij do niego. Gdy będzie chciał sprowadzić Cię na glebę, waląc w ryja, z kolby, możesz złapać jego spluwę i nacisnąć jego palcem spust. Wyrażenie „stracić głowę”, nabiera po tej czynności nowego znaczenia. Słodkie. Potem pozostaje tylko ukryć ciało. Jest jeden mały kruczek – spróbuj zabrać broń martwego strażnika... Każda spluwa jest przyporządkowana do określonej osoby, tak więc nic z tego. Chcąc, niechcąc, dużą część gry przyjdzie Ci spędzić w towarzystwie śrubokrętów. Nie martw się, śrubokręt przydaje się nie tylko do zabawy w małego majsterkowicza. Liczy się inwencja. Możesz go wbić w oko, pod żebro. Ograniczeniem jest tylko i wyłącznie wyobraźnia. Broń palną dostaniesz, w swoim czasie. Dzięki takiemu zabiegowi, strzelanie jest jeszcze większą frajdą.

Twórcy doskonale wyważyli wszystkie elementy gry. Chronicle Of Riddick, to swoisty miks przygodówki, skradanki, fpp, momentami horroru. Wszystko to doskonale współgra i zazębia się ze sobą:
Przyjdzie Ci cisnąć się we wspomnianych na początku kanałach, oraz szybach wentylacyjnych. Zaznajomisz się z podobnymi sobie szumowinami. Uzyskasz od nich informacje, obrzucisz ich kilkoma fuckami, a następnie sprowadzisz do parteru. Wykorzystasz cienie, aby unieszkodliwić strażników. Pod koniec spotkasz się z florą planety i wierz mi, w programie państwa Gucwińskich nie widziałeś podobnych zwierzątek. To nie wszystkie niespodzianki. Gra dla pojedynczego gracza, to ideał. Tryb multi nie istnieje – jedna z nielicznych skaz.

Do wyboru mamy 3 poziomy trudności. Normal, zapewnia doskonałą, w miarę bezstresową zabawę. Przeciwnicy pozorują szczątkową inteligencję, starają się szukać gracza, rzadko to im wychodzi. Hard natomiast, już na początku daje się odczuć – przeciwnicy o wiele lepiej celują, trafienia zabierają mnóstwo energii, a tej, w grze nigdy nie ma za wiele. Potrzeba sporo cierpliwości, aby przejść ten tryb. Niestety, nie spotka nas za to żaden specjalny bonus.
Jako wydłużacz zabawy, można potraktować zbieranie paczek fajek Niczym pokemony, pięćdziesiąt dziewięć do kolekcji. Za każdą z nich dostajemy jakiś bonus w menu głównym. Najciekawiej wypadają filmiki z wersji beta gry. Idealnie obrazują progres, jaki spotkał tę produkcję. Dodatkowo można odblokować szkice koncepcyjne, zdjęcia z planu filmu, oraz pierwszy rozdział książki na podstawie scenariusza filmowego.



Potężnego kopa daje wykorzystanie licencji. To samo mogliśmy ujrzeć przy okazji Matrix`a: był film, było anime, była gra. Wszystkie te historie były niezależne, łączyło je jedno uniwersum. Tak samo również, jak w przypadku Matrixa; film kinowy jest najsłabszym ogniwem. Riddickowi głos oczywiście podkłada Vin Diesel. Możemy również usłyszeć Cole`a Hausera, jako Johna – starego „znajomego” z Pitch Black. Nowym do bicia jest Abbot, w którego rolę wcielił się Xzbit. Inni aktorzy użyczający głosów, również wypadają bardzo dobrze. Od razu wiemy, kto jest twardy, a kto, zwykłą ciotą, której pozostaje ułatwić wydostanie się z Butcher Bay. Najlepiej w plastikowym worku.


Muzyka, stanowi element ilustracyjny, nie wybija się na pierwszy plan. Podczas powolnego zwiedzania Butcher Bay, towarzyszą Ci spokojne, ambientowe dźwięki, gdy trochę pohuliganisz, muzyka nabierze wyraźnie żywszego tempa i zacznie przypominać twórczość Harry`ego Gregsona - Williamsa (Metal Gear Solid 2, 3). Odgłosy więzienia, cały czas uzmysławiają, że to nie Nowe Przygody Kubusia Puchatka. Zza ścian wydobywają się ciche jęki skazańców. Czasem są to ich ostatnie, stłumione, krzyki na tym świecie. W Butcher Bay, nie tylko Ty zabijasz.



Dopełnieniem orgazmu, którym dla samotnego gracza, są Kroniki Riddicka, jest grafika. Wszędobylski bump mapping, doskonałe tekstury, gra cieni. Mało? Modele postaci, wykonane z dbałością o najmniejsze detale. Vin Disel, wygląda jak żywy, reszta więziennej hołoty również. Pomyśleć, że ta gra ma już ponad rok. Pomyśleć również, że to wszystko jest megapłynne, bez znaczenia na to, co się dzieje na ekranie. Obiektywnie, jako wadę muszę uznać, plastikowość, którą szczególnie widać na modelach postaci. Brak tu brudu, który nadałby teksturom skóry bardziej naturalny wygląd. Fizyka gry jest dobra. Ciała denatów idealnie komponują się z elementami otoczenia. Sytuacje, w których ręka utkwi wewnątrz muru, są sporadyczne. Oczywiście, Riddickowej fizyce nadal daleko do rzeczywistej. Korpusy są niczym kukły i tak się zachowują np., przy upadku z wysokości. Do drugiej części gry (a ta będzie na bank), proponowałby autorom sesję motion capture, z martwymi ciałami zrzucanymi z 4 piętra klatki mojego bloku. Mam naprawdę fajne barierki, o które denat, mógłby się z przyjemnością poobijać.

Podstawowa wada to brak jakiegokolwiek trybu gry wieloosobowej. Chronicle Of Riddick, jak na grę dla jednego gracza, cierpi na mały współczynnik replaybility. Tylko 3 poziomy trudności, po ukończeniu, których nie zostaje nam nic. Przejście gry zajmuje maksymalnie 12 godzin. Autorzy mogliby się pokusić o jakieś małe bonusiki, choćby w japońskim stylu - spragniony nowych doznań gracz, na bank chciałby, na przykład, przejść grę Riddickiem – kostką sera tofu. Niestety, taka możliwość nie została mu dana.

Jeśli nie przeszkadza Ci długość zabawy, lubisz FPP`ki, nie mogłeś trafić lepiej. Świat, w którym przyjdzie Ci spędzić te kilkadziesiąt godzin przyciąga swoim okrucieństwem. Zapomnij o swoim ulubionym misiu pluszowym, którego nazwałeś Ferdynand, poznaj Riddicka. Zapewniam, że po sesji w Zatoce Rzeźników spojrzysz inaczej na świat. Może zauważysz, tak jak ja, że misio Ferdynand nie potrzebuje pary oczu, gdy wokół jest tak ciemno...

Zdzisław postanowił odmienić swoje życie. Po opuszczeniu szpitala dużo czasu spędzał na przemyśleniach. Godziny, dnie, tygodnie. Czuł się fatalnie. Ostatecznie pozwolił sobie pomóc. Udał się na pierwsze spotkanie Anonimowych Alkoholików. Stał pod drzwiami sali, trzymając drżącą dłoń na klamce. Z wewnątrz dochodziły szmery, spośród których wyróżniał się jeden głos. Głos, mówiący „My traktujemy Cię dobrze, kiedy świat traktuje Cię źle”. Naciśniecie klamki trwało wieczność. Gdy powoli otwierał drzwi, ujrzał jego dłoń. A potem tylko ten śmiech... „Sesesesesesese”....


Dragu

OCENA: 9+

Plusy:
+ licencja, Riddick
+ single player
+ grafika



Minusy:

- Stosunkowo krótka
- Brak multiplayera