Gadanie
Tedowym okiem: Star War
Jeżeli pozwolicie, na początek przytoczę fragment dialogu, autorstwa (dla odmiany) mojego. Mądrzejsze osobniki, (czyli, mam nadzieję, wszyscy czytelnicy) powinny domyśleć się... Nie wiem, czego powinny się domyśleć, ale gratuluję, że w ogóle to im się uda.

- No tak, ale wiesz u nas jest rozbudowany świat, mnóstwo planet, ras...
- A u nas to może nie?
- Tak, kobiety pomalowane na niebiesko, to na prawdę oryginalne.
- A mam ci przypomnieć pałac Jabby?
- E tam, Star Wars i tak jest lepsze! Wystarczy spojrzeć na modele statków kosmicznych, ISD, Tie Fighter...
- Ale w Star Treku też są dobre! Enterprise to, co?
- Talerz z doczepionymi silniczkami, też mi coś! A my mamy Gwiazdę Śmierci!
- Ta, ale ją dwa razy zniszczyli, to co im po takiej gwieździe. Ale jak zobaczyłem tego waszego złotego gejowskiego robota, jak mu tam, CeP3O? Do tej pory się śmieje.
- C3PO! I wcale nie jest gejem! A ty spójrz na załogę tego waszego Enterprise! To przecież Magiczny Autobus w pełnej krasie!
- A Vader? Nie mów mi, że sapiący chłop w nocniku na głowie może być groźny.
- Odczep się od Imperium! Lepiej zajmij się tym swoim... Borgiem! O!
- Przynajmniej u nas strzelają do nich z broni, a nie z plastikowych zabawek wydających te same dwa dźwięki "psiu, psiu"! Ha! A teraz trafię prosto w wasz najsłabszy punkt!
- No dawaj!
- "Nowa trylogia"
- NiEEEEEEeeeEEE...

I kto wygra w tym pojedynku słów? Kto ma rację? Czy w ogóle któryś z nich ją ma? Czy to ma jakiś związek z aferą Orlenowską? Czy znajdą winnego? Ha! Na wszystkie te pytania jest jedna oczywista i notabene jednoznaczna (początek tekstu zawsze musi mieć inteligentny wydźwięk) odpowiedź: Nie.

Tak to już bywa, że ludzie robią w życiu coś bardzo głupiego, ale to jeszcze mogę wybaczyć, najgorsze jest to, że później się nawet tego nie wstydzą! Wspomnieć mogę chociażby Kolumba (już sam fakt odkrycia Ameryki powinien być powodem do wstydu, a co dopiero przekonanie, iż odkryło się Indie?), Grzegorza Rasiaka (kopnął kiedyś piłkę i widać trafiła go w głowę), czy naczelnego, że dopuścił (ba! Nawet nalegał!) abym napisał ten tekst. Jest jeszcze jedna postać historyczna (acz całkowicie anonimowa), która popełniła kolejny idiotyzm...

Wróćmy jeszcze do zacytowanego dialogu. O co właściwie tu chodzi? Ano to był fragment pojedynku między fanem Star Wars a zwolennikiem Star Trek. Pojedynek ów miał rozstrzygnąć znany nam od wieków spór znany pod nazwą "które z nich jest lepsze".
Ale jaki to ma w ogóle związek z grami komputerowymi? Ktoś by słusznie zapytał (mam nadzieję, że ktoś to zrobił. W innym przypadku wyjdę na idiotę. Skończonego. Z resztą, i tak nie wpłynie to na mój wizerunek.), już śpieszę z wytłumaczeniem. Aby to zrobić musimy cofnąć się w przeszłość, to znaczy jeden akapit w górę. Oto, bowiem wspominany anonimowy idiota trwając w swej głupocie zadał to beznadziejne i kretyńskie pytanie: "Czy konsola jest lepsza od PCta?".

I tak pytanko to powędrowało w świat, do wszystkich graczy, nawet tych z Japonii. Przez miesiące najtęższe umysły epoki myślały, dumały i nic nie wymyśliły. Wobec tego faktu podirytowane społeczeństwo gierkowe (które to koniecznie chciało znać odpowiedź) wzięło sprawy w swoje ręce...

Od tamtego czasu na forach, chatach, w pismach, na straganach z nielegalnym oprogramowaniem i na stronach internetowych trwają w nieskończone dyskusje na ten temat. I pytam się ciebie, anonimowy kretynie, jaki miałeś w tym cel? Co tobą kierowało? I dlaczego chrześcijanie nazywają to antychrystem?

Ale, ale, pewnie niektórzy z was zastanawiają się, po jaką cholerę robiłem ten cały cyrk z Gwiezdnymi Wojnami i Star Trekiem? Według mnie wszystkie takie pojedynki mają jedno, identyczne za każdym razem rozwiązanie: brak rozwiązania. Po prostu nie da się obiektywnie ustalić, które z nich jest lepsze, które ma lepszy klimat.

A już największy ubaw mam podczas czytania argumentów ortodoksyjnych konsolarzy i pececiarzy, w niektórych (dobra, nie oszukujmy się - w większości) momentach sami sobie zaprzeczają. Niech no podam jeden jedyny przykład - kwestia sprzętu. Kosmici spod znaku pada starają się wbić nam do głów wadę komputerów osobistych, jaką ma być ulepszanie PCtów, co podobno jest chore, drogie i niepotrzebne. A największą zaletą konsol jest to, że nie trzeba, co miesiąc zmieniać w nich jednego kabelka za trzysta złotych, tylko dlatego, że jest zielony a dzisiejsze gry działają tylko z czerwonymi. Pajace klawiaturowe zarzucają znów konsolom niemożność ich się upgradeowania i po paru latach sprzęt ów ląduje na śmietniku, a potem trzeba kupować horrendalnie drogi "next-gen". Największą zaletą PCta zaś, jest możliwość wymiany tylko jednej przestarzałej część bez konieczności nabycia całego zestawu.

Ja osobiście cenię sobie bardziej Star Wars. Za wszystko. Aczkolwiek (sobie na pralkę możecie przykleić) nie mam odruchów wymiotnych na widok Star Treka i obejrzę go bez przymusu późniejszego stosowania lewatywy. Teraz możecie mi zarzucić pogrzebanie żywcem swej teorii, bo właśnie stwierdziłem, iż SW jest lepsze. Tak, macie rację, zrobiłem to. I faktycznie, Gwiezdne Wojny są lepsze, ale DLA MNIE.

Tym oto sposobem zbliżamy się do pointy. Wszystko to, bowiem zależy od GUSTU danego człowieka i od tego, co ON lubi (nie panowie, nie od tego, co TY lubisz!). Mówiąc, że konsola jest lepsza od PCta równocześnie można stwierdzić, iż Mona Lisa jest brzydka, bo MNIE się nie podoba. Zrozumcie, więc, że to nie ma najmniejszego sensu.

Diabli wiedzą (Belzebubciu, Lucyferku, Mefisiu pozdrawiam! Pozdro dla was i całej rodziny!) po co ja to wszystko piszę, i tak ci, co wojowali ze sobą się nie zmienią, a wszystkie moje argumenty potraktują jak powietrze i dodadzą żem głupi, jakby to było jaką tajemnicą...

Panowie wojownicy, zapraszam w takim razie do dyskusji na następujące tematy w (waszej ulubionej) dziedzinie "co jest lepsze?" - zupa pomidorowa czy grzybowa?; Doda czy Mandaryna?; zegarek elektroniczny czy taki ze wskazówkami?; gry FPP czy RTS?; ciupaska czy kierpce?; żółty czy niebieski?; Jarosław Kaczyński czy może Lech?

PS: Po dłuższej chwili namysłu, stwierdzam, że wcale nie miałem racji. Mona Lisa była jednak szpetna.

Tedi