|
|
"Nowa generacja konsol nadchodzi. Przygotuj się na solidną dawkę
klimatycznych doznań, graficznych fajerwerków, zwijających w rulonik paznokci
uniesień, podczas szpilania w gry nowej generacji". Ostatnimi czasy strasznie został nadmuchany balon o nazwie "gry nowej generacji". Pierwszy lepszy przykład macie powyżej. Pismacy wiją się w spazmach na samą myśl o nowych tytułach. Że niby czeka nas niespotykana dotąd jakość, zaawansowane do granic możliwości AI, bajeczna grafika, fizyka i co tam sobie jeszcze ubzdurasz. Nie przeczę, większość tych zachwytów ma swoje uzasadnienie, jednak nie mam pojęcia skąd u licha wzięło się określenie i ogólne przeświadczenie, iż czeka nas wielka rewolucja. Nie wiem, może ja głupi jestem i mam ubytki w mózgu, ale oglądając trailery z nadchodzących gier na "trzysta sześćdziesiątkę" nie padłem błagalnie na kolana, modląc się o jak najszybszy launch nowego systemu. Kilka filmików owszem, sprowadziło mnie skutecznie do parteru (PGR 3, Gears of War), jednak pozostałe nie wyróżniały się zbytnio od tego, co widzę na dopasionym PC. A chodzi właśnie o to, żeby na ich widok wymiętosiło mnie do cna, bym nie spał po nocach. To już nie to samo, gdy po raz pierwszy zobaczyłem Tekkena 2 na PSX, Mario64 na N64, VF3 na DC czy MGS 2 na PS2. Odpowiedzi na moje narzekanie upatrywać pewnie można w tym, że filmik puszczony na monitorze, nigdy nie odda rzeczywistej jakości samej gry odpalonej na 42" TV z HDTV. Tak, więc czekam. Czekam wytrwale z wywieszonym jęzorem. Nie mam wątpliwości, że "gry nowej generacji" zarządzą - mniej lub bardziej, taka jest kolej rzeczy. Jednak czy aby na pewno można używać zwrotu "gry nowej generacji"? Moim zdaniem to cholerne nadużycie, kolejny głupi slogan. "Chcesz być graczem nowej generacji? Kup konsolę nowej generacji i gry nowej generacji, dodatkowo dorzucimy Ci papier toaletowy nowej generacji" - tylko takich hasełek mi tutaj brakuje. Blah! Ot, nastąpi kolejny etap w świecie elektronicznej rozrywki. Ewolucja - TAK; Rewolucja - w żadnym wypadku. Brednie o wypasionym AI można schować do kosza z brudnymi łachami. Do tej pory największe przebłyski rozumowania zauważyłem w stareńkim Half-Life. Następujące po nim kolejno: Unreal, Deus Ex 2 czy Far Cry nie ruszyły mnie zbytnio. Kolejne głupie mięcho armatnie (może zmienię zdanie, gdy w me ręce wpadnie mi F.E.A.R., bowiem demko prezentowało się świetnie). Tak jak AI poruszy się kilka kroczków do przodu (z tego, co da się zauważyć, ponownie będą rządzić skrypty), tak grafika winna dać niebotycznego susa do przodu. Nie chcę nikogo wprowadzać w błąd i siać niepotrzebnych bzdur (mimo iż jestem głupim rolnikiem ze wsi), ale kilka lat temu (bodajże przełom 2002/2003) na targach CeBit odpalono na ówcześnie mocno dopalonym kompie klasy PIII wraz z GeForcem 3, renderowną w czasie rzeczywistym scenę (nieco zubożoną) z filmowego Final Fantasy. Całość bujała się w okolicach 15-20 fps. Czujesz to?! Teraz zaś pomyśl, co za bestia siedzi w X360 lub PS3. 3,2 GHz wraz z najnowszym układem graficznym powinny generować w/w sceny bez najmniejszego trudu, a i colę jakby konsola podała to bym się nie obraził. Zaczekaj, powinien? Ba, wręcz musi! Potencjał przecież nowy sprzęt będzie posiadać ogromny. Dlatego z lekka krzywo patrzę, na wątpliwej jakości, co poniektóre nowe gry. Wyjścia są dwa. Beznadziejna jakość trailera, nie odsłaniająca wszystkich uroków gry, bądź wczesna faza produkcji tytułu, zaważyły na jego ogólnym odbiorze. Może być i wyjście trzecie. Mianowicie, że gra będzie tak właśnie finalnie wyglądać. Nóż się w kieszeni otwiera na samą myśl o takim rozwiązaniu. Drugi nóż otworzy się pewnikiem i w kolejnej kieszeni, dziurawiąc Ci tętnice w nodze na wieść o tym, że za "gry nowej generacji" przyjdzie Ci zapłacić "ceny nowej generacji". Wiadomość o tym, że trzeba będzie wydać blisko 50 funtów za tytuł, już zostawiła mnie z dziwnym wyrazem twarzy mówiącym "przyjdzie mi jeść korę z drzewa" |
300 stówy to dużo, ale nowość żadna. Kto pamięta Turoka na N64 i jego zaporową
cenę? Bajońskie 350 złotych do dziś śni mi się po nocach, a i początkowe ceny
gier na GaCka skutecznie odstraszały (250zł). Niemniej ceny od tego czasu się
unormowały, i ani mi przez myśl by nie przyszła tzw. "powtórka z rozrywki". Próg
200 baniek jest tym, którego w żadnym wypadku nie przekroczę. Dlatego z wielką
ulgą przyjąłem ostatnie informacje, jakoby cena gier miała się kształtować się
na poziomie 180-200 zł. Mówimy tu wyłącznie o cenach gier dla konsoli Billa.
Jednak ktoś rzucił te "50 funtów za grę albo w ryja". Więc może chodzi o
wynalazek Kena? Byłoby to w sumie logiczne - nowy czytnik, specjalne płyty =
wysokie koszta produkcji. Uff, może być nieciekawie, szczególnie w naszym kraju,
gdzie ludzie z wypłatą "na chipsy", mogą sobie pozwolić tylko na... chipsy
właśnie:) Jeżeli Bill m.in., dlatego zrezygnował z HD-DVD (po części redukując
koszty samego sprzętu), to ma u mnie piwo "tylko dla orłów", hłe hłe. Wracając
jeszcze na chwilę do tego nieszczęsnego terminu "Gry nowej generacji", to trudno
mi uznać wszystkie prezentowane na nowego X'a gry, za jakąś rewelację, nową
jakość i tym podobne duperele. Wystarczy spojrzeć na tytuły z koncernu EA. Fifa,
Nba, Nhl, Nfl - czy to jest ta ogromna rewelacja? Jasne, graficznie taka np.
Fifa wygląda wręcz obłędnie (mimika twarzy wyprzedza tę z H-L2 o całe lata
świetlne, a ta trawa...WOW), szkopuł jednak w tym, że cała mechanika zostanie
wzięta wprost z wersji na stare platformy. PGR 3, Gears Of War, DoA 4, Quake 4,
coD 2 (toż to zwykłe sequele) też nie prezentują niczego odkrywczego, co nie
znaczy, że nie chciałbym w rzeczone tytuły przyszpilać. Pewnikiem szarpałbym w
takiego GoW tak intensywnie, aż by mi się bąble na paluchach porobiły, ale niech
mi nikt nie wciska kitów, że to jest jakaś nowa jakość. Takie wałki to można
mojej babce ciskać, bo i tak by z tego nic niezrozumiała (nie te lata niestety).
O PS3 nie ma nawet na dzień dzisiejszy, co mówić, bo wszystkie prezentowane nań trailery na kilometr śmierdzą renderami. Wyjątek to MGS 4: Guns of Patriot, ale na podstawie jednego filmiku prorokować czegokolwiek raczej nie można. To samo można powiedzieć o Revolution, najnowszej konsoli Nintendo. O grach póki, co na ten sprzęt niewiadomo nic. Zaprezentowany "rewolucyjny" pad, kształtem przypominający najzwyklejszy w świecie pilot od telewizora, nie spowodował u mnie przepalenia siana w głowie z wrażenia. Pomysł sam w sobie dobry i prosty zarazem, pozostaje kwestia ile gier z tego dobrodziejstwa skorzysta. Pewnie samo Nintendo wysypie kilka gier wykorzystujących "pilota". Problem w tym, że samo Nintendo niewiele zdziała. Owszem, kilka bolków, którzy coś w tej branży znaczą z entuzjazmem wypowiadało się nowym kontrolerze. Ale gadać to i ja mogę i to nawet bardzo długo i bez sensu, a nie wyniknie z tego nic. Wolałbym, by słowa te znalazły jakieś pokrycie w przyszłości, najlepiej w postaci innowacyjnych gier. Na razie dość sceptycznie patrzę w przyszłość. Nowe gry z pewnością będą rewelacyjne, jednak bardziej rewelacyjnie graficznie (X360, PS3), niż jeżeli idzie o samą mechanikę rozgrywki. Jeżeli chodzi zaś o jakiś większy skok w stronę innowacji w samej rozgrywce, stawiałbym na Nintendo i gier tego jap. giganta. I to tyle, co miałem dziś do przekazania. Jeżeli coś Ci się nie podobało, to strzel se baranka w ścianę, bo wszelakie twe uwagi i ewentualne bluzgi spłyną po mnie niczym woda po kaczce, nawet, jeżeli masz rację. |