|
Koklet: Rozmawiając ostatnio z kolegą zahaczyliśmy o film "Szybcy i wściekli". Nasze zdania na jego temat były skrajnie różne, więc postanowiłem zaprosić Adama do dyskusji. Od czego zaczniemy? Może od fabuły? Jak dla mnie historia opowiedziana w filmie jest denna, mamy tutaj policjanta, który wkręcił się do kręgu ludzi uprawiających nielegalne wyścigi uliczne. Obrał za swój cel rozgryzienie tego gangu, lecz niestety zaprzyjaźnił się z najważniejszą osobistością w tym światku - Dominiciem. Zakochał się również w jego siostrze. Od tego momentu jest uzależniony od gangu i nie może się wydostać...
Nie wiem, jak Tobie, lecz mi fabuła przypomina trochę tą z "Donnie Brasco". Lecz jeśli tam mieliśmy świetne kino gangsterskie z dobrym aktorstwem tak w "Szybkich i wściekłych" mamy jedynie szybką akcję i słabą grę aktorską. Historia broni się jedynie tym, że akcja koncentruje się wokół wyścigów ulicznych, tak więc można popatrzeć na ciekawie stuningowane samochody. Co o tym wszystkim sądzisz?
Adam: Czemu nie. Zgadzam się, że pod względem fabuły film ten to straszny gniot. I kontynuacja też, ale to temat do osobnej dyskusji. Ale czy fabuła jest aż tak ważna? Według mnie w tym przypadku nie. Nie ona wciągnęła mnie w ten film. To klimat. Kocham zaj... wozy; uwielbiam tuning i wszystko co z nim związane; przy prędkości poniżej 120km/h w zatłoczonej uliczce czuję, że zasypiam. Czego takiemu oszołomowi jak ja w takim filmie chcieć więcej? Może fajnych lasek - w tym filmie jest ich zdecydowanie za mało. No, może w świetle powyższych faktów moja opinia o tym filmie nie jest wzorcem obiektywizmu, ale postaram zachować go jak najwięcej. Co do gry aktorów: jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że zdecydowana większość z nich to amatorzy - to moim zdaniem są po prostu świetni. Poza tym zdjęcia w filmie są świetne. Oko kamery doskonale pokazuje szybkość i tworzy ten klimacik znany tylko tym którzy przekroczyli 160 i zaliczyli dość ostre hamowanie. Po prostu cool wrażenia. No i co ty na to ty skrajny, zatwardziały pesymisto?!!!
Koklet: Ok, film spodoba się zwolennikom szybkiej jazdy samochodem, jednak inni nie mają czego w nim szukać.
[Ja bym to raczej nazwał kiczem. Trzęsąca się kamera podczas najazdu na prędkościomierz, widok zza szyb nienaturalny. Ma się wrażenie, że kierowcy jadą z prędkością startującego odrzutowca, co wybaczcie, ale dla mnie jest niedorzeczne. Takie osiągi owszem są możliwe, ale po pierwsze formułą 1, a po drugie na lotnisku, a nie na ulicach miasta - Dishman] Według mnie film znajdzie swoje przeznaczenie jedynie wśród napalonej młodzieży, która bez przerwy gra w "Undergrounda". Jeśli chodzi o aktorów: większość z nich to amatorzy, jednak mozemy odnaleźć kilka interesujących osobliwości. Po pierwsze Vin Diesel grający Dominica. Po obejrzeniu "Szeregowca Ryana" miałem co do niego spore nadzieje, gdyż jego rola była bardzo przekonywująca. W "Szybkich i wściekłych" zaś wciela się w napakowanego łysola, dla którego liczą się jedynie kobiety i kasa. Główny bohater grany przez nieznanego mi Paula Walkera najlepiej sprawdziłby się w niemieckim filmie porno. Sorry, ale koleś gra tak cieniutko, że inaczej nie mogę tego ocenić. Co do lasek: zgadzam się, że urodą nie grzeszą (co najwyżej Jordana Brewster, jednak do miana dobrej aktorki sporo jej brakuje), jednak nie to jest w filmie najważniejsze. Piszesz, że brakuje ci w filmie fajnych lasek. Od kiedy to film oceniany jest poprzez pryzmat ilości i urody kobiet. Ja przynajmniej nigdy nie zwracałem na to uwagi. Jeśli chodzi o zdjęcia, to oprócz furek nie ma na czym zawiesić oka...
Adam: No, więc dochodzimy do jakiegoś konsensusu. Film jest dla fanów samochodów, szybkości i tuningu. I nikt kto tego nie lubi oka na nim z przyjemnością nie zawiesi. Ale ja też nie mógłbym oglądać filmów/ programów/ audycji dajmy na to o szydełkowaniu. NIE jest też dla ludzi, którzy NIE potrafią NIE patrzeć przez pryzmat fabuły. Kolega Koklet się niestety do nich zalicza... Cóż... I jeszcze coś - żeby zaraz gościa do tych szwabskich gniotów o niezwykle ostrej fabule? Koleś, zlituj się - co on Ci zrobił? Co do Vina Diesela. Nie widziałem go w 'Szeregowcu...', ale widziałem co robił w 'Kronikach Riddica' - był dobry. I nie zgadzam się z opinią, że w filmie, który jest tematem naszej dyskusji, gra napakowanego przygłupa, co to, to nie. Nie wiem czy kolega zauważył, ale on wcale do podrywu skory nie jest i swojej laski na lewo i prawo nie zdradza (on w ogóle jej nie zdradza). Poza tym facet stara się za wszelką cenę chronić swoją siostrę. I NIE toleruje NIElojalności. Czyli ogólnie dobra i wcale nie pozbawiona głębi kreacja.
[Ja bym powiedział, że jego postać to próba pokazania, że Ci łysi dresiarze nie zawsze myślą tylko o pakowaniu, samochodach i seksie. Chociażby motyw z samochodem, którym Dominic bał się jeździć. Poznajemy zatem jego bardziej "ludzką twarz" -
Dishman] I wcale nie oceniam filmów przez pryzmat lasek, więc uważaj na jęz... kursor. Przecie wiem gdzie ty mieszkasz, długo Cię znajdę'? :)
Koklet: Zacznę od Vina Diesela: nie widziałem "Kronik Riddicka" (i nie zamierzam oglądać, gdyż to nie moje klimaty), więc nie wiem, czy jego rola była dobra. Pamiętaj jednak, że oceniamy "Szybkich i wściekłych" i rolę Vinga w tym filmie. A ta, jak już pisałem jest słabiutka. Zagrał on bez żadnych emocji i nie pokazał nic, co wyróżniałoby się na tle tej słabej roli. Piszesz, że nie zdradza on swojej dziewczyny. Według mnie gdyby ją zdradzał postać byłaby ciekawsza. Ale to już jest tylko wina scenariusza. Adam, sądzisz, że nie liczy się tylko fabuła. Popieram Twoje zdanie, jednak proszę, abyś wskazał w tym filmie jakieś dobre strony. Fabuła - cieniutka, aktorstwo - żenujące, zdjęcia - warte uwagi są jedynie samochody, muzyka - modny hip hop dla napalonej młodzieży. Nie wspominam już o scenariuszu, czy reżyserii, bo musiałbym użyć wulgaryzmów. Nasuwa mi się teraz sugestia: po co powstają takie filmy? Żeby nastolatkowie podniecali się furami i laskami? Tylko to przychodzi mi na myśli. Powiesz, że jest to kino rozrywkowe? Dzięki, lecz ja dla rozrywki obejrzę sobie np. "Od zmierzchu do świtu". Fabuła jest tam słaba, wampiry wyglądają, jak z pierwszych filmów o nich, jednak film broni się genialnym scenariuszem, grą aktorską, czy choćby klimatem. W "Szybkich i wściekłych" zaś nie mogę dopatrzeć się żadnego elementu wyróżniającego się na tle tego słabego filmu. Może po prostu nie jest to film dla mnie? Jako fanatyk takich osobistości, jak David Lynch, David Fincher, czy choćby Stanley Kubrick ciężko jest mi zrozumieć po co powstają gnioty pokroju "Szybkich i wściekłych". Co o tym sądzisz?
Adam: A ty wspomniałeś o 'Szeregowcu...'. I jeszcze raz: nie zgadzam się z twoją opinią o roli Diesela w 'Szybkich i wściekłych'. Jak mówiłem jego postać nie jest pozbawiona głębi - kto obejrzy i się przyjrzy, ten zrozumie (o ile nie jest skrajnym, zatwardziałym pesymistą ;) ). Co do dalszej części twojej wypowiedzi: fabuła - obaj zgadzamy się, że jest cieniutka; aktorstwo - już wyraziłem swoje zdanie i dla mnie temat jest zamknięty; zdjęcia - a nie uważasz, że zdjęcia z samochodami w roli głównej przeważają, a może widziałeś film, w którym wszystkie sceny były idealne?; muzyka - kolego, jesteś żenujący - OBIEKTYWIZMU, wg mnie muza z filmu jest zupełnie spoko. Dla mnie hip - hop jest extra. Scenariusz i reżyseria są wprost proporcjonalne do fabuły, więc nie dziw, że to nie rewelka. I znowu twój subiektywizm. Takie filmy powstawały, powstają i będą powstawać dla zapaleńców i Twoje zdanie tego nie zmieni. I nie mów, że to jara tylko nastolatków. No, a jeśli Ciebie nie podniecają laski w filmach (nie zawęziłeś swojej wypowiedzi do omawianego przez nas filmu) to cóż - dzisiejsza medycyna może Ci chyba już pomóc... Nie mówię, że jest to kino rozrywkowe, bo wg mnie tak nie jest. Raczej coś w stylu, pozwolę użyć sobie neologizmu, kina hobbistycznego. Co sądzę? Lynch jest dobry. Finchera i Kubricka jeszcze nie widziałem. I jeszcze coś, WEDŁUG MNIE 'Szybcy i wściekli' to nie gniot - nie w zakresie tematycznym do jakiego został stworzony. What about YOU?!!!
Koklet: W sprawie muzyki nie będę dużo pisał - porównaj tą z "Szybkich i wściekłych" z soundtrackiem do "Podziemnego kręgu", czy choćby "Pulp Fiction". I co? Hip hop wysiada!
[Osobiście hip-hopu bym nie przekreślał tylko dlatego, że jest hip-hopem. Pamiętam muzykę z "13 dzielnicy" lub z "Taxi", które w swojej kategorii wydawały mi się niezłe. Nie porównujmy Szopena z Tedem ;) - Dishman] Sprawa zdjęć. Piszesz, że nie widziałeś "Szeregowca Ryana". Twój błąd, gdyż prawie każde ujęcie z tego filmu nadawałoby się na plakat reklamowy lub chociażby tapetę. Piszesz również, że w filmach nie kręcą mnie laski. Po części masz rację - jak już pisałem w filmach nie zwracam większej uwagi na panienki. Jeśli chcę sobie popatrzeć na fajne laski wolę robić to w rzeczywistym świecie. Dla mnie w filmach ważniejsza jest np. fabuła. Sprawa gustu. Jeśli chodzi o kino hobbistyczne - dla mnie samo kino jest moim hobby. Nie potrzebuję żadnych zbędnych podziałów. Bez urazy Adam, jednak, jeśli podobają Ci się filmy typu "Szybcy i wściekli", to udowadniasz tylko swoją niedojrzałość w sprawach kinematografii. Mówię Ci: obejrzyj sobie jakieś filmy Finchera, Coppoli, czy Martina Scorsese, a zrozumiesz czym jest prawdziwe kino. Na tym chciałbym zakończyć naszą dyskusję i rozstać się w pokoju, lecz jeśli masz coś jeszcze do napisania to proszę bardzo...
Adam: Rzeczywiście, skończmy lepiej tę dyskusję o muzyce, bo jesteś tak uprzedzony do hip - hopu, że szkoda gadać. "Podziemnego kręgu" nie pamiętam, przynajmniej muzy, ale "Pulp Fiction" to zupełnie inny styl. Kolego, o czym ty w ogóle gadasz. Stwórz że sobie wreszcie jakieś podział. Dalej. Owszem, owszem, wg mnie fabuła też jest najważniejsza. Ale jeżeli jest na czym zawiesić oko to też dobrze. Oczywiści w granicach dobrego smaku, no bo nie piszemy tu o wiadomo jakich produkcjach. Słowa hobbistyczne użyłem w znaczeniu 'opowiadające o jakimś konkretnym zainteresowaniu' - myślę, że dalszy komentarz jest już dla kolegi zbędny. I, jak wiesz, w kinie istnieją pewne podziały i raczej nie są one zbędne I tak na zakończenie. Staram się być uprzejmy, ale kolega widocznie nie. Oszczędziłbyś sobie tych tekstów. Doskonale wiem czym jest dobre kino i potrafię docenić świetne filmy. Nie twierdzę, rzecz jasna, że 'Szybcy i wściekli' to świetny film, ale wg mnie jest przynajmniej dobry. I skończ z tym usilnym narzucaniem mi swojego zdania, bo ja swojego nie zmienię. No i jeszcze jedno. Widziałeś kiedyś film Scorsese czy Copollego traktujący o nielegalnych wyścigach ulicznych? Bo ja nie. Poza tym chyba w żadnym zdaniu tej dyskusji nie wywyższałem 'Szybkich i wściekłych' nad dajmy np. 'Ojca chrzestnego', nie uważasz? I naprawdę skończmy już tę dyskusję. Trochę mnie już to męczy, a dalsza dyskusja i tak nas już do niczego nie zaprowadzi. Ani ja, ani kolega nie zamierzamy zmienić zdania. Ale przynajmniej wyjaśniliśmy pewne aspekty sporu. Peace with you.
Koklet: Napiszę tak: ja nie lubię hip - hopu, Ty zaś sądzisz, że jest spoko, więc jest to sprawa tylko i wyłącznie gustu. Spór o muzykę uważam za zakończony. Piszesz, żebym się nie narzucał. Nie robię tego, polecam Ci jedynie reżyserów, których powinieneś oglądnąć. Oni tworzą PRAWDZIWE kino, więc logicznym jest, że nie wyreżyserowaliby "Szybkich i wściekłych". Na tym kończę swoją wypowiedź, bo rzeczywiście do niczego nie dojdziemy, a zdania również nie zmienimy. Żegnam się więc z Tobą, dziękując przy okazji za miły wieczór poświęcony dyskusji.
»Autor:
|