Recenzje

 

Uwaga tekst zawiera spoilery! Oznacza to, że autor zdradza dość istotne elementy filmu, których wcześniejsze poznanie może sprawić zawód podczas projekcji. Jeżeli nie oglądałeś filmu decyzja należy do Ciebie, czy chcesz tą recenzję przeczytać.

 

Michael Bay to reżyser znany przez widzów, bowiem na swoim koncie ma niezbyt wiele filmów, ale za to same kasowe hity, takie jak: "Bad Boys I i II", "Armagedon", "Pearl Harbor", czy "Twierdza" z Seanem Connery'm i Nicolasem Cage'm. Tym razem wyreżyserował "Wyspę" kolejny komercyjny film, który mimo iż opiera się na utartych schematach, to o dziwo daje do myślenia.

 

Lincoln Six-Echo to mężczyzna, który żyje w izolowanym świecie, gdyż na skutek promieniowania jakie jest na Ziemi nie można tam żyć. Licoln jest jednym ze szczęśliwców, którzy zostali odnalezieni i umieszczeni pod ziemią aby dalej żyć. Warunki życia są bardzo dobre, chociaż surowo przestrzegana jest dyscyplina i porządek, nawet w takich kwestiach jak śniadanie. Takich jak Lincoln jest pod ziemią tysiące, tworzą oni społeczność, która jest najbardziej zafascynowana jednym... loterią. Zwycięzca loterii jedzie na wymarzoną, tytułową wyspę, która przedstawiana jest niemal jak raj na Ziemi. Lincoln ma wielu przyjaciół, ale chyba najbardziej oddaną jest Jordan Two-Delta. Być może gdyby nie przepis o zabranianiu bliskości, polegający na tym, iż dwoje ludzi, nie może nawet przez dłuższy czas się dotykać. Prawdopodobnie Lincoln i Jordan mieliby szanse aby zostać parą.

 

Wkrótce Lincoln odkrywa, że idylliczna wyspa nie istnieje, że to tylko wabik, a wszyscy, którzy loterię wygrali są mordowani! Postanawia uciec wraz z Jordan, która poprzedniego dnia wygrała loterię. Dowiadują się, że są klonami i ich jedynym przeznaczeniem jest żyć dla swoich właścicieli i służyć im organami w razie ich ewentualnych problemów ze zdrowiem. Jednym słowem są polisą na zdrowie.

 

Wspomniałem na początku o braku świeżości w filmie Bay'a. To prawda, ujawnia się to na każdym kroku. Bohaterowie żyjący w sterylnych warunkach, mający w szafkach idealnie ułożone ubrania i buty, to sprawia, że mamy wrażenie, że oglądamy jakąś kontynuację "Raportu mniejszości". Nowinki techniczne, udogodnienia w codziennym życiu, ba nawet jeden z samochodów są żywcem wzięte z filmu Spielberga. Na tym jednak nie koniec. Odkrywając prawdę wraz z Lincolnem widzimy istną hodowlę ludzi w czymś co można by z grubsza nazwać inkubatorami. Niemal razi w tym momencie analogiczna scena z "Matrixa" (pola na których uprawia się ludzi). Polski widz dopatrzy się też przesłanek z naszego rodzimego kina - "Seksmisja". Dwójka bohaterów, którzy muszą uciec, ścigani przez organy systemu, wydostają się na zewnątrz i odkrywają, że nie ma żadnego promieniowania, nawet sama końcówka jest podobna, oczywiście nie idealnie, ale można naprawdę dopatrzeć się podobieństw do historii Maksa i Alberta.

 

O dziwo film jednak trzyma formę. Pod względem technicznym jest bowiem bez zarzutu. Od razu widać wydane miliony na ekranie. Doskonałe, czyste zdjęcia, spektakularne pościgi, prototypy nowoczesnych samochodów i maszyn, muzyka. Te wszystkie elementy są obecnie bardzo dobre we wszystkich filmach z dużym budżetem, każdy detal powinien tutaj być dopracowany. Nie zapominajmy jednak, że jest to film sensacyjny i sceny pościgów są tutaj mile widziane. Brawa należą się reżyserowi, za to, że nie przesadził ani z ich długością, ani spektakularnością, choć niektóre są niemiłosiernie naciągane, to jednak nie rażą tym widza po oczach.

 

Aktorsko "Wyspa" również broni się nieźle. Pierwsze skrzypce gra tu Ewan McGregor znany głównie z ostatnich ekranizacji "Gwiezdnych Wojen", czy "Trainspotting". Aktor świetnie wczuwa się w rolę Lincolna. Człowieka, który w zderzeniu z rzeczywistością zachowuje się jak kilkuletnie dziecko, które nie ma pojęcia o podstawowych sprawach. Obce są mu pieniądze, ale przede wszystkim uczucia takie jak miłość, czy bliskość. Jordan grana przez Scarlett Johansson, jest pod tym względem podobna do Lincolna, bo trudno od nich obojga wymagać czegoś czego nigdy nie mogli zaznać. Jednocześnie widza irytuje ich zaradność w sytuacjach krytycznych i zagrażających życiu. Lincoln potrzebuje kilku minut na opanowanie jazdy superszybkim motocyklem i mija samochody na drodze z gracją, której nie odmówiłby mu mistrz kierownicy. To samo dzieje się w wielu innych scenach, gdy bohaterowie są pod obstrzałem i gdzie tylko duża sprawność fizyczna ratuje im życie. Widocznie człowiek potrafi dużo więcej w momencie gdy jego życie zawiśnie na włosku... . W filmie trafimy też na Djimona Hounsonu, znanego głównie jako czarnoskóry przyjaciel Maximusa z "Gladiatora". Szczerze powiedziawszy, to idealnie pasował do roli. Był zimny i profesjonalny, jego jedynym celem było schwytanie uciekinierów. I z tego zadania Djimon wywiązał się koncertowo.

 

"Wyspa" pomimo swojej poważnej tematyki i sensacyjnego klimatu, to również motywy humorystyczne. Scena z nauką słowa "koleś" rozbraja, zresztą jak i cała postać Steve'a Bescemi'ego - pracownika firmy odpowiedzialnego za sprawy techniczne, który jest przyjacielem Lincolna i pozwala mu na poruszanie się po przejściach technicznych. To on ma nieszczęście, aby powiedzieć prawdę bohaterom o tym kim naprawdę są i jakie jest ich przeznaczenie. To jednak dobra rola Steve'a, która rozładowuje napięcie.

 

Nie bardzo mogę sobie przypomnieć film sensacyjny, po którym zmieniłoby się moje nastawienie do poważnej sprawy jaką jest klonowanie ludzi, bądź nawet ich organów. Mimo, iż Bay ucieka od konwencji filmu moralizatorskiego, to jednak zajmuje zdecydowaną pozycję i zmusza widza do przemyśleń. Osobiście żałuję również, że Scarlett Johansson figurowała w filmie tylko jako piękny dodatek do McGregora. Wierzę, że stać tą aktorkę na dużo więcej, bo w "Wyspie" po prostu nie dano jej możliwości rozwinięcia skrzydeł.

Pomimo wtórności w wykonaniu, "Wyspa" niczym zaskoczyć nie może. To dobrze wykonane kino, dobre zdjęcia, muzyka, aktorzy. Irytować może nieco infantylne zakończenie, zbyt przerysowane niektóre sceny, ale to ma swój urok. Dodatkowo daje do myślenia na temat klonowania ludzi, bądź ich organów. Polecam.

 

»Ocena: 7/10

 

»Autor: Dishman