Recenzje

 

Ostatnimi czasy w kinie aż roi się od filmów traktujących o żywych trupach. Większość z nich nie grzeszy oryginalnością, gdyż oparte są o utarte schematy. Do tego stopnia, że śmiech sam ciśnie mi się na usta, gdy widzę kolejny film w którym grupka uzbrojonych ludzi ucieka przed napierającymi ze wszech stron zombiakami. Mimo tego postanowiłem obejrzeć kolejny obraz tego typu - "Świt żywych trupów". Zachęciły mnie do tego dość pozytywne recenzje w prasie filmowej, oraz fakt, że film jest remakiem obrazu George'a Romero. Moja naiwność znów dała o sobie znać, gdyż "Świt żywych trupów" jest kolejnym schematycznym oraz niczym niewyróżniającym się obrazem. 

Fabuła jak zwykle w takich produkcjach jest słaba i do bólu przewidywalna. Miasto opanowane przez zombie, grupka ludzi walcząca o przeżycie w centrum handlowym, pełno trupów, krwi i wszelakiej maści tanich chwytów rodem z filmów klasy B. Tak pokrótce przedstawia się opis tego obrazu. Cały film to w sumie jedna wielka akcja, spokojniejsze momenty są tu jedynie przerywnikami, widz zaś bez przerwy karmiony jest bezmyślnymi strzelaninami, oraz wszelkiej maści wybuchami itp... 

Możecie w tym momencie pomyśleć, że film jest już stracony. Otóż nie. Wbrew pozorom ogląda się go z zaciekawieniem. Ale to nic. Momentami potrafi nawet trzymać w napięciu! Scena w której jedna z dziewczyn pochyla się nad zainfekowaną babką, aby sprawdzić czy żyje niejednego z Was przyprawi o dreszcze. Aha, koniecznie oglądajcie go na dużym ekranie, najlepiej z przestrzennym systemem dźwięku. 

Do zalet filmu nie można niestety zaliczyć aktorstwa. Jest to bezsprzecznie jeden z najgorszych elementów "Świtu żywych trupów". Możecie mieć inne zdanie, jednak ja zupełnie nie rozumiem sensu osadzania w filmach kulturystów. Aktorzy z nich żadni, więc po co? Po co, pytam się? Chyba tylko dla reklamy... W "Świcie żywych trupów" mamy ich w liczbie dwóch. Obydwoje nie pokazują nic, co mogłoby zaciekawić widza. No, chyba że chodzi o rozśmieszenie. Reszta obsady gra może trochę lepiej, jednak... To i tak nie jest to, czego oczekujemy po dzisiejszych filmach. 

W filmie aż roi się od niespójności, nielogiczności. Niech ktoś mi na przykład powie, czemu pies biega z torbą na plecach? Niby później bohaterowie pakują do niej żywność, jednak zauważcie, że torba była na piesku dużo wcześniej. W jakim celu? Z filmowego doświadczenia wiem również, że psy też mogą zostać zombiakami (vide "Resident Evil"). W "Świcie żywych trupów" piesek zaś biega sobie beztrosko pomiędzy chmarą żywych trupów i... nic. Zombie wogóle nie reagują. 

Nie wspominałbym o zdjęciach, gdyż są one przeciętne; jednak muszę napisać, że bardzo fajnie prezentuje się miasteczko opanowane przez zombie zaraz na początku filmu. Fani demolki, rozróby, i tym pochodnych z pewnością z zaciekawieniem będą to oglądać. Nie będę zdradzał nic więcej, powiem tylko, że naprawdę warto zobaczyć te sceny. 

Nie mogę również zaprzeczyć, że film został sprawnie wyreżyserowany. Ogląda się go bardzo przyjemnie, a właśnie to jest chyba najważniejsze. Osoby, które widziały oryginalną wersję sprzed ćwierci wieku będą miały okazję do porównania obu obrazów. Oraz do zobaczenia, jak bardzo zmienił się postęp przez te 25 lat. 

Mimo tej całej schematyczności i wielu niedociągnięć stawiam "Świtowi żywych trupów" piątkę. Nie wyróżnia się on na tle innych pozycji tego typu, jednak czasem fajnie jest oderwać się od ambitnego kina i pooglądać taką bezmyślną rzeźnię. Polecam jako odstresowywacz! 

PS. Nie wyłączajcie filmu po pierwszych napisach!!! 

 

»Ocena: 5/10

 

»Zalety:
+ Mimo wszystkich niedociągnięć przyjemnie się go ogląda
+ A poza tym to wcale nie taki zły remake

»Wady:
- Schematyczność, czyli wszystko już gdzieś widzieliśmy
- Aktorstwo
- Pełno niedociągnięć, nieścisłości
 

»Autor: Mateusz 'Koklet' Łucyk