Recenzje

 

Małe miasteczka od zawsze poszczycić się mogą złą sławą. Wyjeżdżając do miejscowości Jerusalem nie spodziewałem się odnaleźć tu rozrywki, czy miłych ludzi. Od dawien dawna wiadomo, że mieszkańcy małych miasteczek nie przepadają za obcymi, a już na pewno nie za ludźmi wścibskimi i wtrącającymi się w nie swoje sprawy. Cóż jednak miałem zrobić, gdy szef żąda kolejnego filmu dokumentalnego, a nowych pomysłów brak. Spakowałem sprzęt i wybrałem miasto, w którym mógłbym nakręcić film opowiadający o ludziach żyjących daleko od wielkomiejskiego zgiełku. Mój wybór nie był przypadkowy. O mieście tym krążyły różne legendy, odnośnie domu, w którym kilka lat temu dokonano strasznego morderstwa. Mężczyzna zabił kobietę i dziecko, a potem powiesił się. Mroczny dom wznosi się na wzgórzu i dostrzec go można z każdego punktu miasteczka. Przypomina mieszkańcom o dokonanej w jego wnętrzu zbrodni. A mi uświadomił, że mogę upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: nakręcę nie tylko dokument o miasteczku, ale także o strasznym domu. Może szef da w końcu jakąś premię?

Filmów i seriali na motywach powieści Stephena Kinga było już sporo. "Miasteczko Salem" to dzieło stworzone dla telewizji, ale u nas serial swoją premierę miał na DVD, więc jeśli ktoś jest fanem Kinga chcąc nie chcąc musiał skądś płytkę z filmem zdobyć. "Miasteczko Salem" to adaptacja drugiej powieści mistrza horrorów, wydanej w latach 70-tych. Do miasteczka Salem przybywa dawny mieszkaniec Ben Myers, będący z zawodu pisarzem. Ma on zamiar napisać książkę o życiu w małych miastach, lecz mieszkańcom nie zdradza swych zamiarów, tłumacząc im, że ma zamiar opisać legendę dotyczącą domu górującego nad miastem. W domu tym została zamordowana kobieta i dziecko, a przypuszczalny sprawca popełnił samobójstwo. Ben zresztą, będąc dzieckiem, trafił do tego domu zaraz po dokonaniu zbrodni. Pisarzowi nie będzie dane zająć się tworzeniem i wraz ze znajomymi stoczy nierówną walkę z krwiożerczymi wampirami. Film ma oprócz tego wiele ciekawych wątków pobocznych. Trwa zresztą prawie 3 godziny, więc nie ma w tym nic dziwnego.

Da, czy nie da z czegoś żyć trzeba, więc wyruszyłem do Jerusalem. Od samego przyjazdu czułem się nieswojo. Nie chodzi tu tylko o wspomniane wyżej spojrzenia ludzi, ale też o ten górujący nad miastem dom. Ciarki mnie przeszły, gdy ujrzałem go po raz pierwszy... Zresztą dreszczy dostawałem przy każdym spojrzeniu nań. Tego się nie da opisać. Z daleka wyczuwało się zło w nim znajdujące. Z początku myślałem, że to tylko moje złudzenie, ale później ta teza została obalona przez strasznie ciężkie argumenty...

Film nie jest hitem kinowym, lecz serialem telewizyjnym w Polsce wydanym wyłącznie na DVD. Mimo to możemy w nim znaleźć kilku dość znanych aktorów - Rutgera Hauera, Roba Lowe i Donalda Sutherlanda. Rewelacyjna jest w szczególności rola ostatniego z panów. Tak szalenie demonicznego Sutherlanda nie ujrzycie nigdzie indziej. Aktor ten nadaje filmowi dodatkowego smaczku, mimo iż nie widzimy go zbyt często na ekranie. Inni aktorzy też nieźle wcielili się w swe role, nie ma zbytnio czego się czepiać. Spodobała mi się aktorka, która zagrała uwodzicielkę pana doktora. Jest naprawdę... uwodzicielska ;).

Starałem się przeprowadzić wywiady z mieszkańcami, jednak ci nie byli zbyt skorzy do rozmowy. Wyjątkiem okazał się mężczyzna w sędziwym wieku. Po postawieniu mu butelki whisky zaczął gadać jak najęty. Szkoda, że dowiedziałem się jedynie, że jego kot nie lubi żarcia z puszki... Zdecydowałem więc, że artykuł o życiu w miasteczkach zostawię sobie na później, a najpierw zajmę się tekstem o "nawiedzonym" domu. Rednacz lubi takie zajawki! Materiałów do mego dzieła zdecydowałem się szukać u podstaw legendy - w posiadłości na wzgórzu...

Podstawową sprawą w horrorach jest bez wątpienia napięcie. Czy ono występuje w "Miasteczku Salem"? Odpowiedź na to pytanie brzmi tak, ale nie jest ono wystarczające. Twórcy próbują naśladować Kinga w powolnym budowaniu klimatu, ale nie wychodzi im to najlepiej, film może sporą część widowni nieco znużyć. Są tu momenty, które wciskają w fotel i niejednokrotnie porządnie się przestraszymy, ale pozostaje wrażenie, że mogło być znacznie lepiej, a książkowej licencji nie wykorzystano w pełni.

Droga do domu była strasznie wyboista. Przypomniały mi się nawierzchnie jezdni w takim małym kraju w Europie Środkowej. Pisałem tam artykuł o aferach korupcyjnych w tamtejszej lidze... "Polska" to chyba była. Mniejsza o to. Gdy w końcu udało mi się dotrzeć pod dom zauważyłem drugi samochód stojący na małym parkingu umiejscowionym przed wejściem. Myślałem, że nikt tu nie mieszka. Miejscowi mówili, że nowy lokator wprowadzi się dopiero za 2 tygodnie, ale im nie zawsze można ufać. Miałem nadzieje, że mieszkańcy pozwolą mi zwiedzić posiadłość...

W filmie mamy sporą ilość złowrogo nastawionych względem głównych bohaterów wampirów. Są one wykonane nieźle. Spodziewałem się marnego wykonania, ale zostałem dość mile zaskoczony. Jak na produkcję telewizyjną jest naprawdę dobrze, a i w starciu z kinowymi hitami nie wypada źle.

Zapukałem trzy razy. Nikt nie otworzył. Spróbowałem jeszcze raz, ale bez oczekiwanego efektu. Zaryzykowałem i nacisnąłem klamkę. Otwarte. Wszedłem do środka. Nic nie wskazywało na to, że dom jest zamieszkany. Wyglądał zresztą jakby nikt go nie odwiedzał od wielu lat. Czyj był ten samochód stojący przed domem? Teraz nie powinno mnie to obchodzić. Musiałem uważać, by niczego nie zniszczyć. Schody wyglądały jakby zaraz miały się rozlecieć, więc stąpałem bardzo ostrożnie. Wyjąłem z futerału aparat i zacząłem robić zdjęcia co bardziej klimatycznym przedmiotom...

Zdjęcia są niezłe, ale nie wyróżniają się niczym specjalnym. Niezła robota, ale nic rewelacyjnego. Muzyka z kolei bardzo mi się spodobała. Pasuje do filmu i pomaga w budowaniu napięcia. Na koniec mamy do tego lekką zmianę klimatu. Przez większość filmu towarzyszą nam typowe dla gatunku mroczne kawałki, a już napisom końcowy towarzyszy lekki rock :).

Nagle usłyszałem czyjeś kroki na werandzie domu. Nie wiedziałem co zrobić. Ukryć się, czy ze spokojem wytłumaczyć przybyszowi jaki jest cel mojej wizyty? Wybrałem ukrycie, bo wolałem nie być sądzonym za włamanie. Znalazłem starą, dużą szafę stojącą na korytarzu na piętrze. Pomyślałem, że w międzyczasie spróbuje się wymknąć. Po krokach usłyszałem, że do domu weszła jedna osoba. Mówiła coś, przypuszczalnie do siebie...

W sumie "Miasteczko Salem" to niezły horror, który mógł być jednak znacznie lepszy. Mamy do czynienia z przyzwoitą produkcją, która potrafi porządnie przestraszyć, ale czujemy, że nie wykorzystano w pełni potencjału drzemiącego w licencji. Mimo to jeśli lubicie horrory obejrzyjcie ten film, bo w gatunku i tak panuje ostatnimi czasy "straszna" posucha.

Postać zaczęła iść w moim kierunku. Jakim cudem? Przecież szafa, w której się ukryłem jest zupełnie pusta. Może chce schować w niej płaszcz? Przeszły mnie dreszcze. Mężczyzna był coraz bliżej. W końcu otworzył drzwi szafy. Byłem zdziwiony, gdy ujrzałem siwego staruszka, który patrzył na mnie z uśmiechem. Mimo to wyskoczyłem z szafy i bez słowa zacząłem biec w kierunku drzwi. Nie wiem co mną kierowało, ale wiem, że mężczyzna próbował mnie gonić. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to, że w rękach trzymał kij, a z twarzy nie znikał mu uśmiech. Pomyślałem, że to wariat. Potwierdziły to jego słowa, które brzmiały mniej więcej "Dołącz do nas! Będziesz żył wiecznie". Wsiadłem do samochodu i czym prędzej odjechałem. Gdy byłem przy bramie spojrzałem jeszcze raz w kierunku posiadłości. Przed domem stała grupka bladych, tępo gapiących się w moją stronę ludzi. Skąd oni się tam wzięli. Nie zastanawiałem się wtedy nad tym. Zrezygnowałem z napisania artykułu o Jerusalem. Po powrocie do domu wziąłem urlop. Kim byli ci ludzie? Czy w ogóle byli ludźmi? Wolałem się tego nigdy nie dowiedzieć... .

 

»Ocena: 6+/10 

»Autor: Mielonek