Recenzje

 

Zdecydowanie najbardziej znanymi filmami Davida Finchera są "Siedem" i "Podziemny krąg". Swą popularność zawdzięczają wielu rzeczom, ale najważniejszymi na pewno jest klimat, oraz pomysł. Zdjęcia, gra aktorska potrafi zejść na dalszy plan jeżeli reżyser wie co chce umieścić na taśmie filmowej od początku do końca. Te same cechy posiada również "Gra", którą Fincher nakręcił po "Siedem", przez co prawdopodobnie jest mniej docenionym filmem, gdyż po takim poprzedniku widownia spodziewała się czegoś jeszcze lepszego, a dostała film na podobnym, lub trochę niższym poziomie.

Nicholas to bogaty przemysłowiec. Właściwie niczego mu nie brakuje, może spełniać wszystkie swoje zachcianki, mimo to jego życie jest raczej monotonne. Zbliżają się 49 urodziny Nicholasa i dostaje on od brata zaproszenie do gry, którą organizuje firma CRS. Nie bardzo wiedząc o co chodzi z tą grą Nicholas godzi się na nią i przypadkowo przechodząc obok siedziby firmy potwierdza chęć uczestnictwa. Wkrótce jego życie się odmienia. Spotykają go nieoczekiwane sytuacje jak oblewanie go w restauracji jedzeniem, zacinanie windy, którą jedzie, itd. No cóż, dosyć specyficzną rozrywkę zapewnił mu jego brat, no, ale przeżyć Nicholson jakoś będzie musiał... z tym, że niekoniecznie. Wkrótce wokół mężczyzny zaczynają się dziać rzeczy wyjęte rodem z filmów gangsterskich. Nicholson zaczyna rozumieć, że to już nie jest gra, ktoś chce go zwyczajnie zabić, ale wcześniej ograbić ze wszystkich pieniędzy jakie posiada. Zaczyna się walka o życie.

Film "Siedem" posiadał ciężki, ponury, deszczowy klimat. "Podziemny krąg" był pod tym względem podobny. "Gra" klimatu aż tak ciężkiego nie ma, bo zdecydowanie broni się przed tym, scenami przepychu. Gdy główny bohater ma na koncie miliony dolarów to i stać go na luksusowe pałace, czy podobne przyjęcia. Jednak film Finchera ma coś innego. Zawiązywanie akcji wokół jednej osoby, powolne wprawianie jej w strach, a później przerażenie. Razem z Nicholasem przyspiesza nam tętno, zaczynamy myśleć, co można w tej sytuacji zrobić, co my byśmy zrobili? Szybko identyfikujemy się z głównym bohaterem. Kibicujemy mu i razem z nim pochylamy głowę, aby ustrzec się kul z karabinów maszynowych.

Odtwórcą głównej roli jest Michael Douglas, który fenomenalnie wcielił się w rolę bogatego przemysłowca, który musi walczyć o życie. Nawet przez minutę nie przechodzi nam przez myśl, że Douglas gra. W tym momencie jest Nicholsonem, który właśnie sprawdza stan swojego konta i jest przerażony faktem, że jest puste.

Mimo, iż Douglas gra pierwsze skrzypce i raczej to on jest na afiszu i nie dopuszcza do siebie nikogo więcej, to warto zwrócić uwagę na Deborah Karę Under wcielającą się w nieszczęsną kelnerkę Christine, która później okazuje się, że współpracuje z firmą CRS i jest jedyną osobą z otoczenia firmy, która cokolwiek wie i jest w miarę skora do pomocy. Jej bohaterka to raczej twarda kobieta, która próbuje radzić sobie w każdej sytuacji i nie panikuje z byle powodu, gdy kule świszczą jej nad uchem. Jednak jest pracownikiem firmy i mimo, iż wydaje się sympatyczna i nieszkodliwa to niestety taka nie jest o czym niestety nie wie główny zainteresowany.

Efektów specjalnych nie ma tu tak dużo. Jest kilka bardzo ciekawych scen. Jak ta w której Nicholson jedzie taksówką, by wkrótce nie móc z niej wysiąść i razem z pozamykanym samochodem wpaść do rzeki. Takich ekstremalnych scen i jednocześnie przeżyć, Nicholson ma jeszcze więcej. O gęsią skórkę przyprawić człowieka może fakt, że budzi się w trumnie w meksykańskim grobowcu. Co najmniej komicznie musi wyglądać umorusany, niewyspany facet w drogim, aczkolwiek zniszczonym garniturze wychodzący z grobowca na cmentarzu. No cóż zdarza się... :).

Poczucie osaczenia widza, jego silna więź z bohaterem to jednak nic w porównaniu z tym co zobaczymy na końcu. Cały film przybiera wtedy zupełnie inne kolory. Rozumiemy wówczas przerażenie pracowników firmy CRS w momencie gdy Nicholson przechodzi przez ich stołówkę z pistoletem w ręku. Rozumiemy niektóre sceny, ale jednocześnie cieszymy się z tego, że nie jesteśmy bogatym człowiekiem i mało prawdopodobne jest, abyśmy przeszli przez coś tak okrutnego.

Jednym słowem polecam!

 

»Ocena: 7+/10

 

»Autor: Dishman