16.10.2005

Mężczyzna, Kobieta, Człowiek

      Słuchanie bywa czasem co najmniej równie zajmujące co mówienie, a czytanie znacznie bardziej interesujące od pisania. Wtedy jest szansa by zetknąć się z jakimś impulsem, który pobudza do przemyśleń. Poniższy (po)twór powstał właśnie w oparciu o taki impuls, którego dostarczył mi pewien tekst w AM. Sam w sobie nie był może ani zbyt odkrywczy, ani literacko doskonały, ale przecież nie oto chodzi (zresztą to co poniżej też nowym Arystotelesem ani Platonem nie jest). Był to kolejny z serii tekstów o płci.
      Ludzie od zawsze porządkowali sobie świat według różnic - jedne przedmioty były czerwone, a inne niebieskie. Jedni ludzie pochodzili z tej wioski, inni z tamtej. Najważniejszą z punktu widzenia ludzkości różnicą była zawsze płeć. Rozróżnienie to kształtowało religie, kultury, systemy wychowawcze i wpływało na to jakie były kolejne pokolenia.
      Przy czym czasem rozróżnienia, które ludzie sami tworzyli zaczynały ich denerwować. Nagle ktoś wpadał na pomysł, że ten czarnoskóry niewolnik niewiele się różni od swojego białego pana i zaczynało się kwestionowanie pojęcia rasy. Ktoś inny znów doszedł do wniosku, że i tak wszyscy wierzący szukają jednego Boga i to czy ktoś jest Protestantem czy Hindusem znaczenie owszem ma, ale w gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy ludźmi i tak powinniśmy się traktować.
      To kwestionowanie kategorii, które sami tworzymy odbywa się bezustannie. Jest to o tyle istotne, że wpływa na sposób w jaki myślimy. Oczywiście bez rozróżnień na co dzień nie umieli byśmy się obyć - musimy nasze otoczenie jakoś uogólniać, bo nie sposób każdego elementu postrzegać jako odrębnego (zresztą wątpię czy miałoby to sens). Ale świadomość tego, że te podziały nie są prawdą objawioną ułatwia czasem wzniesienie się ponad nie. Przynajmniej niektórym. Zdolność ujrzenia w drugim równego nam człowieka jest zaś w niektórych środowiskach podstawą do tego by uznawać się za osoę rozsądną.
      W tej chwili niektórzy z tych co jeszcze to czytają mogą prychnąć i nazwać mnie idealistką. Tyle że tę różnicę w postrzeganiu świta naprawdę widać - kto nie wierzy niech zajrzy np. do podręczników historii pisanych przez Brytyjczyków w czasach Imperium.* Rzecz widziana jest tam z perspektywy Cywilizacji podbijającej Barbarzyństwo, a podziały o podłożu rasowym są dla autorów taką prawdą, jak kulistość Ziemi. Wydaje mi się, że obecnie taka wizja jest co najmniej nieoczywista, jeśli nie wątpliwa. Wciąż postrzegamy globalną historię przez pryzmat narodów, ras i cywilizacji (i słusznie), ale jednak inaczej.
      W obliczu tego, że kwestionowanie natury różnic jest zdrowe (o ile wciąż uznaje się je z istniejące i na swój sposób konieczne) trochę martwi fakt, że jedno rozróżnienie wciąż pozostaje niemal nienaruszone. To najważniejsze, a mianowicie płeć. Świat wciąż zbyt często postrzegany jest jako składający się z diametralnie różnych Mężczyzn i Kobiet.
      Żeby była jasność - wiem, że niektóre związane z ruchem feministycznym środowiska prowadzą dekonstrukcję tego podziału. Tyle, że z mojego punktu widzenia ani to rozsądne, ani pożyteczne. Czerwone pozostaje czerwonym, a niebieskie niebieskim nawet, gdy uświadomimy sobie, że kolor nie jest cechą rzeczy, bo to jedynie zjawisko fizyczne.** Tak samo cała idea kwestionowania podziału między płciami nie polega na tym by się upierać, iż nic nas w skali masowej nie różni, a wszystko jest tylko kwestią wychowania. Tak nie jest. W skali całej grupy różnimy się pewnie i psychiką, i biologią. Poza tym płeć jest na tyle istotnym elementem rzeczywistości, że zawsze będzie istniało takie rozróżnienie. Powinno istnieć - nie o to chodzi.
      Chodzi o to by w tych, z którymi się spotkamy i o których mówimy widzieć ludzi, a nie kobiety czy mężczyzn. Bo jak byśmy się nie różnimy wciąż mamy bardzo wiele wspólnego. Szczególnie jeśli wziąć pod uwagę najważniejszą dla każdego z nas perspektywę - jednostkę. Tymczasem z jakiegoś powodu nawet z odniesieniu do bardzo konkretnych osób chętnie stosujemy kategorię różnic płci. "Bo wiesz, z facetami to już tak jest", "Baby tak mają" i tym podobne. Ile razy zdarzyło Wam się usłyszeć coś w tym stylu w trakcie rozmowiy o konkretnej osobie? Porównajcie to sobie z częstotliwością zdań w stylu "A bo on jest Katolikiem", "Jak się słucha metalu, to tym to się kończy". Zresztą przeciwko tej drugiej parze zdań ludzie często protestują próbując dowieść, że ich gust czy religia nie określa ich aż tak bardzo jako ludzi. Jak często protestujemy gdy ktoś naszych znajomych zechce zamknąć w kategorii płci?
      Patrzmy na siebie częściej jak na ludzi, a nie jak na kobiety i mężczyzn. Bo płeć w pewnym stopniu nas określa, ale nie determinuje całkowicie jako jednostek. Oczywiście ma znaczenie, że Janusz jest mężczyzną, a Alicja kobietą (bardzo duże znaczenie, powiedziałabym), ale o ile nie traktują siebie jak potencjalnych partnerów, to równie duże znaczenie może mieć np. fakt że oboje lubią Kinga czy hodują storczyki.

Boginka
divinity@go2.pl

Disclamer: Za opinie zawarte w tekście nie jest odpowiedzialna żadna siła zewnętrzna, można więc mnie swobodnie zwymyślać. Czas oczekiwania na ewentualną odpowiedź bliżej nieokreślony

* - polecam na przykład książki autorstwa pana George'a Macaulay'a Trevelana
** - Tak, wiem, że ten problem jest znacznie bardziej skomplikowany (konstrukcja oka itd.), ale uprzejmie proszę o wybaczenie tego uproszczenia.



Wprawdzie nie jestem wielką fanką dopisków w stylu "Przy pisaniu słuchałam", ale skorzystam z prerogatywy autorskiej i "na do widzenia" polecę wszystkim zespół Czerwony Tulipan (którego nota bene *nie* słuchałam podczas pisania)