Broń w dłoń

...czyli o tym co jest słuszne (dla mnie) , a co nie.


   Według moich obliczeń za półtorej godziny zacznie się 12 września 2005 r.- dzień moich urodzin, a ja zamiast przygotowywać się do odbierania prezentów siedzę i piszę na mojej rozklekotanej klawiaturze kolejnego arta. A motorem tego wydarzenia (pisania arta znaczy się) był TVN-owski program pt. "Pod Napięciem". W tym oto programie, rozprawiano o pewnym wydarzeniu: w bliżej nieokreślonej miejscowości*, w nocy do domu pewnego pana wtargnął bliżej nieokreślony młodzieniec. Gospodarz zaś, nie znając zamiarów tegoż jegomościa wypalił do niego ze strzelby. Chłopak zginął na miejscu. Dopiero potem okazało się, że był to syn sąsiadów gospodarza. I co w związku z tym? Ano większość pytanych (nie tylko rodzina chłopaka) zaczęła atakować owego gospodarza. Ich argumenty kręciły się wokół tego, że gospodarz nie znał zamiarów chłopaka, że nie miał on przy sobie broni itp. Pojawiały się nawet spekulacje, że ów człowiek zwabił chłopczyka do domu, aby go następnie zabić. Jednym słowem: dyskusja była ciekawa.

   A co ja o tym wszystkim myślę? Ja się w pełni zgadzam ze słowami "Mój dom, moją twierdzą" i uważam, że powinno wprowadzić w Polsce prawo, pozwalające bronić się (bez obawy o konsekwencje prawne) przed osobą, która wtargnęła do czyjegoś domostwa i zagraża bezpieczeństwu jego mieszkańców, bądź ich dóbr. W Ameryce wprowadzono takie prawo i co? Ano posiadłości nie są nawet ogradzane, bo kradzieży jest dużo mniej. Ludzie nie boją bandytów, gdyż mogą się normalnie bronić, bez strachu, że ktoś wsadzi ich za to do więzienia. Nie chcielibyście tego? Ja bym chciał. Wiedziałbym, że nikt mnie nie posadzi, za obronę rodziny. 

"A jakie jest bieżące prawo, dotyczące obrony koniecznej?"- zapyta ktoś nieobeznany w niuansach prawnych. Żeby uniknąć błędów posłużę się cytatem z Kodeksu Karnego:

"Artykuł 25

1. Nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera bezpośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem

2. W razie przekroczenia granic obrony koniecznej, w szczególności, gdy sprawca zastosował sposób obrony niewspółmierny do niebezpieczeństwa zamachu, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a może nawet odstąpić od jej wymierzenia.

3. Sąd odstępuje od granic wymierzenia kary, jeżeli przekroczenie granic obrony koniecznej było wynikiem strachu lub wzburzenia usprawiedliwionych okolicznościami zamachu"

    Wydaje się sensownie ułożone, prawda? Jednak w rzeczywistości sprowadza się to do sprawdzania w czasie śledztwa bardzo małych i nieistotnych szczegółów, czy może ofiara ustawiła się plecami do napastnika, albo, czy wyciągnęła na odpowiednią wysokość nóż itp. Jednym słowem, wszystko się gmatwa i nic nie dobrego z tego nie wychodzi. A jaki jest mój pomysł? Punkt 2 zmieszać z "deletem". Jeśli ktoś wyskoczy na mnie z nożem mam prawo otworzyć do niego ogień. Jeżeli przez przypadek zabije napastnika, to dzwonie na policję, a ona zabiera ciało. Proste, rzeczowe. I byłoby to uznawane za obronę konieczną. Jeżeli jednak policja uznała by, że to mogła nie być obrona konieczna, tylko np. zabójstwo z premedytacją, to wszczynane byłoby śledztwo. Na pewno nie wszczynano by go wcześniej. Dzięki takim zmianom w Kodeksie Karnym policja mogłaby lepiej bronić swoich obywateli, a i oni mogli by to robić bez strachu, o to co będzie później, gdy już się obronią. Bo w końcu nie powinien być uznawany kat za ofiarę, a ofiara za kata. A to coraz częściej w Polsce się zdarza. 

   Wielu czytelników może zaraz stwierdzić, że przez takie prawo dochodziłoby do zdarzeń typu "dotknąłeś mojego trawnika, więc cię zabiłem". Ja w to nie wierzę, tzn. wiem, że coś takiego mogłoby się zdarzyć, ale nie ze względu na nowe prawo. Psychol, jeśli będzie chciał zastrzelić, to zastrzeli, obojętnie jakiego prawa by nie było. A, że mój "system" nie jest idealny, też wiem, lecz uważam, że jest lepszy niż obecny. I tymi słowami kończę.

Solar

solar53@wp.pl

 

* w Poznaniu ;-)

PS. Nie napisałem nic o posiadaniu broni, ponieważ uważam, że prawo jest w tej sprawie dobrze sformuowane.

PS. 695456536- jakby co.

 

(Od Donalda - a ja uważam, że artykuł 25 KK jest całkiem dobry. I dobre - oraz pożądane -  jest też szczegółowe badanie takich spraw, bo czasami granica, gdzie zaszła obrona konieczna, a gdzie jej przekroczenie, jest bardzo trudno uchwytna. A argument typu "Jeśli ktoś rzuci się na mnie z nożem, mam prawo otworzyć do niego ogień" to brednia kompletna. Gdyby to był np. gruby, niewysportowany i powolny facet, a Ty byłbyś szybki, to sąd by uznał, że bez problemu mogłeś uciec a nie strzelać (Byłby  pewnie przeprowadzony eksperyment, do którego wzięłoby się jakiegoś grubasa i kogoś o parametrach zblizonych do Twoich, zeby ustalić czy faktycznie była mozliwa ucieczka, wzięto by pod uwagę warunki atmosferyczne, przeszkody terenowe itp.  ). Ale gdyby było odwrotnie, młody, wysportowany napastnik rzucałby się z nożem na starszego faceta a ten by do niego strzelił  - ja nie widze problemu w zakwalifikowaniu tego jako obrona konieczna. Sęk w tym że w doktrynie jest na ten temat dużo sposów. No i wiadomo, jak w Polsce widzi się sprawy podobnego typu. W każdym razie - według mnie to dobrze że umorzono śledztwo przeciwko temu gościowi, gdyż ten zabity miał z nim, jak dobrze paimętam, jakieś porachunki i faktycznie była obawa o zycie i zdrowie. A jeśli akurat nie miał - tego się już nie dowiemy.)