Wspomnienia pewnej kotki
Miau! Bo to było tak, że ona mnie nie wzięła od razu. Najpierw tylko przychodziła do sklepu, niby to popatrzeć, ale ja już wtedy wiedziałam, że chętnie by sobie wzięła jakieś zwierzątko do domu. Wyglądała na bardzo samotną i czymś rozczarowaną, a wierzcie mi, koty czują takie rzeczy.
Za to już pierwszego dnia u niej poczułam się jak królowa jakaś. No, a co najmniej księżniczka. Rano puszka ciepłego mleka, w południe kurczak, wieczorem żarcie dla kotów z puszki. Wiem, nie powinnam wybrzydzać, ale te wszystkie „łiskasy” są naprawdę paskudne – czy ludzie kiedykolwiek ich próbowali?
Szybko okazało się, że moja nowa pani jest bardzo zapracowana. Wstawała bardzo wcześnie rano, jeszcze przede mną i gdy ja dopiero zaczynałam poranną toaletę ona już wybiegała z mieszkania. A wracała zwykle późnym wieczorem, zmęczona, ale znajdująca dla mnie czas. Właściwie już wtedy powinnam zwrócić jej uwagę, żeby się tak nie zaharowywała, ale jakoś nie potrafiłam się przełamać. Może to był błąd?
Któregoś dnia przyprowadziła ze sobą kolegę z pracy. Taki trochę sztywniak z niego i nieco ciamajdowaty, ale dość sympatyczny. Niestety, gdy po kolacji przemógł się i chciał na do widzenia pocałować moją panią, nie bardzo mu to wyszło. Nosił bardzo grube okulary i o mało nie wybił jej oka! Ech to pokolenie informatyczne…
Pani po tym wieczorze cały czas płakała, że znów jej nie wyszło. Próbowałam ją jakoś pocieszyć, ale nie pomagało. Tylko w kółko powtarzała, że jest do niczego i na pewno nikt jej nie będzie chciał. Na moją uwagę, że ten dzisiejszy pan był całkiem fajny tylko jeszcze bardziej się rozbeczała. Za ludzkimi kobietami to jednak nie trafisz!
W zeszły wtorek pani miała cały dzień humory. Tak sobie myślę, że to był jeden z tych „trudnych dni”. A że to była akurat niedziela, to musiała z nią jakoś wytrzymać pod jednym dachem. Ciekawe, czy kiedy jej to wypada w pracy to jej koledzy też się muszą chować pod stół, jak ja dzisiaj?
A przedwczoraj kurier przyniósł bardzo duży bukiet takich czerwonych kwiatów. Pani się bardzo ucieszyła i nawet nie zwróciła uwagi na ironiczny uśmieszek starej sąsiadki, która jak zwykle w odpowiednim momencie wyjrzała za drzwi. Gdy zamknęłyśmy się z powrotem w domu, pani przeczytała dołączony do zielska liścik. Ja w tym czasie urwałam już kilka pączków i wpakowałam sobie do pyszczka, a co, kot też może mieć czasami zachcianki!
Dzisiaj moja pani od rana była bardzo przejęta. Cały dzień sprzątała i na koniec założyła taką śliczną sukienkę, którą niedawno kupiła u Arkadiusza Ozimka. Podobno kosztowała pół pensji, ale było warto. Wyglądała olśniewająco! Pod wieczór tajemnica się wyjaśniła – do domu zapukał gość. Nie, nie ten ciapowaty informatyk co poprzednio. Tym razem do pokoju wparował wysoki blondyn w fantastycznie skrojonym garniturze. Muszę powiedzieć, że było nawet miło. Tyle tylko, że ja tego już nie obejrzałam. Całą kolację przesiedziałam w łazience, bo nowy kolega mojej pani ma uczulenie na sierść.
(2 tygodnie później)
Można powiedzieć, że historia zatoczyła koło. Siedzę teraz w klatce w tym samym sklepie zoologicznym, co wcześniej. A co się stało z moją panią? Cóż, kiedy ten pieprzony alergik się do nas wprowadził, to był koniec. Nikt mi tego oficjalnie nie powiedział, ale czułam przez skórę, ż moje dni w tym domu są policzone. No bo ile można siedzieć w schowku na buty? Toteż któregoś popołudnia zwyczajnie zapakowali mnie w karton i przynieśli z powrotem do sklepu. Tak, przynieśli – ten skubaniec też miał czelność przyjść! A mojej pani nawet się łza w oku nie zakręciła, wyobrażacie sobie?
Ciężkie jest życie samotnej kotki. To było już moje trzecie podejście. Wcześniej przerabiałam już to, że nie można się bawić kwiatkami w oknach i przegryzać takich czarnych sznureczków przy różnych urządzeniach. No, to teraz byłam grzeczna. Ale alergika to ja nie przewidziałam! Jak następnym razem ktoś się będzie kręcił koło mojej pani, oczy wydrapię, niech ma!
Jestem artysta,
który korzysta
Tuxedo z niewidzialności ;P