Pokój

Magda weszła do pokoju swojego chłopaka. Na niepościelonym łóżku leżały brudne ubrania, które zresztą walały się po całym pomieszczeniu. Na biurku stał komputer, skrywający się pod stosami książek, zeszytów, gazet, płyt, dyskietek, papierów, pożółkłych kaktusów, czy też smoczych łusek. Zarzygana klawiatura leżała gdzieś na podłodze. Było jeszcze kilka rzeczy, które powinny się tam znajdować. Magda jednak nie była w stanie odróżnić szafy od kosza na śmieci, ani komódki od zdezelowanego motocykla.
Po chwili uświadomiła sobie, że pokój wypełnia jakiś nieokreślony byt. Był to w rzeczywistości smród dawno nie pranych i intensywnie używanych skarpetek, który powoli zaczynał przybierać materialną formę. Byt ów rozpoznawał już właściciela swego źródła pochodzenia – skarpetki. Potrafił także wykorzystywać tlen do procesu trawienia wszelkiej innej materii organicznej w tym pomieszczeniu (nic więc dziwnego, że kaktusy były pożółkłe). Smród ów zaczynał powoli wdzierać się do podświadomości Magdy…

* * *
Andrzej wkroczył do swojego pokoju. Lubił to miejsce. Jego wystrój zawsze zdawał się być adekwatny do nastroju chłopaka. Było to przyjemne miejsce, z wieloma roślinami, obrazami i akwarium, którego Andrzej ostatnio nie mógł znaleźć. „Pewnie rybki są gdzieś pod ubraniami” – pomyślał – „To nawet dobrze, bo idzie zima i będą miały ciepło”. Usiadł na fotelu, czy też na stosie książek – nie robiło mu to zbytniej różnicy. Dogrzebał się do komputera i włączył go. Następnie po godzinie bezproblemowo znalazł tekst, który musiał opracować i przepisać. Odetchnął świeżym powietrzem wypełniającym pokój i wziął się ochoczo do pracy, jedząc jednocześnie zimny już bigos. Po kilku godzinach wstał i wyciągnął się z satysfakcją, że skończył pracę nad przeszło ćwierć stronicowym tekstem. Dokończył bigos i rozejrzał się po pokoju. Był on wprost świetny, a poza tym ładnie urządzony i w ogóle. Andrzej nie rozumiał, o co chodziło Magdzie, która wczoraj podeszła do niego cała zielono-fioletowa i nawrzeszczał coś o burdelu i zmutowanych skarpetkach w jego pokoju. Tymczasem on miał po prostu praktyczny porządek.