Re: „O obywatelskich prawach i obowiązkach”
Nauczyciele są bez wyjątku mądrymi ludźmi. Wykształconymi, ciekawymi świata, otwartymi na swoich podopiecznych. Zawsze mili i uprzejmi, nierzadko ratują ich z opresji, często pełnią też rolę wychowawców. To samo profesorowie, magistrzy, docenci i w ogóle wszyscy wykładowcy, jacy chodzą po tym świecie.
Co to było? Przedstawienie toku myślenia Pewnego Gościa. Facet (miałem napisać „gość”, ale to już by było powtórzenie :P) się wyraźnie prosił o polemikę i ją właśnie dostaje. Może i popełniłem błąd, wybierając na temat mojej pierwszej kontry tekst takiego AMagowego „guru”, ale trudno. Nikt inny nie napisał tak ewidentnych bzdur o społeczeństwie obywatelskim, demokracji i paru innych sprawach.
Wracamy do pierwszego akapitu. Mit I – „Politycy bez wyjątku są złymi ludźmi.” Piotrze, jesteś studentem, więc zapytuję: zgadzasz się z pierwszymi zdaniami tego tekstu? Nie? A wiesz, dlaczego? No jasne – są idiotyczne. Jasne, że nie można w ten sposób uogólniać – trafiają się wprawdzie belfrzy mili i przyjaźni (nie tylko dla oka), ale zdecydowanie częściej można trafić na nadętych bufonów ze zbyt wysokim mniemaniem o sobie. Ale, muszę przypomnieć, Ty właśnie w ten sposób uogólniłeś. Być może znasz KAŻDEGO polityka chodzącego po tej ziemi (niech będzie, że tylko w Polsce), w dodatku na tyle dobrze, że potrafisz go jednoznacznie zaklasyfikować – „zły”. Ale jak znam życie – tak nie jest. A może się mylę? Szufladkowanie na pewno nie jest czymś pozytywnym, ale jest jeszcze coś. Jeśli przyjmiemy za pewnik, że wszyscy rządzący są źli, kradną, manipulują – to wszystko, dokładnie wszystko w tym kraju straci sens. „Nie pójdę na wybory – bo wszyscy są źli. Nie podejmę żadnej pracy, bo zaraz mi nałożą jakiś nowy podatek, nie wstanę z łóżka – bo przecież politycy są źli i w ogóle nie warto nic robić – oni i tak wszystko spieprzą”. Czy o to Ci właśnie chodziło?
Demokracja – władza ludu, społeczeństwa; ustrój polityczny, w którym władza należy do ludu; władza większości.
A jak to samo słówko tłumaczy Pewien Gość? Otóż: Mit II – „I tak rządzić będziemy MY, a was wszystkich mamy w dupie!” Sugerujesz więc, że cały czas rządzą ci sami ludzie? W takim razie może mi też powiesz, po co wielomilionowe kampanie wyborcze, po co wzajemne zarzuty i oszczerstwa podczas tych kampanii? Wszystko dla picu? Nie sądzę. A to, że „oficjalnie władza należy do ludu” oznacza mniej więcej tyle, że Ty sam, Piotrze, możesz ubiegać się o dokładnie każde stanowisko w tym państwie. Ogranicza Cię w zasadzie tylko wiek i to, czy zdołasz przekonać do swoich racji ów ogół.
Mit III – nawet nie wiem, jak to nazwać. W skrócie: PG twierdzi, że w dawnym ustroju, gdy władza była dziedziczona a poddani-chłopi bardziej interesowali się własnymi krowami niż rządzącymi, było lepiej; nikt nie silił się na pozory, że robi coś dla ludu.
To ja odpowiem – znasz takie pojęcie, jak ewolucja? Najkrócej: stopniowy rozwój. Nie przyszło Ci do głowy, że jeżeli ten system upadł dawno temu, to może po prostu był zły? Poza tym porównujesz dwa zupełnie różne okresy – zauważ, że wówczas „cieląca się krowa” była dla chłopa W OGÓLE najważniejsza. A co jest ważne teraz dla społeczeństwa? Śmiem twierdzić, że nad krowę stawia własną rodzinę, a gdzieś pomiędzy jest jeszcze telewizor, komputer i reprezentacja Polski w piłce nożnej :). Feudalizm upadł, bo nie dawał faktycznej większości należnego im prawa. Teraz również władza jest dla garstki, ale garstka ta jest wybierana w równych, demokratycznych wyborach. I naprawdę każdy może spróbować do tej garstki dołączyć – może warto, zamiast tylko ciągle psioczyć?
W tym miejscu, wyjątkowo, się z Tobą zgodzę. Chodzi o stosunek… nie, świńtuchy, nie TAKI stosunek. O stosunek do tekstu Union Jacka „Nie idę, gdzie nie idę”. A raczej o jego część :). Mam pewne obawy, czy gdyby głosowanie było obowiązkowe i nie pójście na wybory było karalne, to w naszym państwie działoby się lepiej. Chciałbym zauważyć, i w tym momencie zwracam się do Michała, że w chwili obecnej spora część głosujących to faktycznie ludzie świadomi, stawiający na ludzi, którym ufają. Inna rzecz, że często oddają swój głos na tego, „co to ładniej w telewizorku wyglądał”, ale jednak jakiś tam swój polityczny-nie polityczny rozum mają. Frekwencja – w porywach połowa uprawnionych. A teraz popatrz- do urn idzie także druga połowa, tym razem ludzi zmuszonych do tego przez prawo, kompletnie nie mająca pojęcia o polityce i głosująca na chybił-trafił. I co się może okazać? Że ta druga połowa gwarantuje nam na najbliższe kilka lat „lepperiadę” albo „giertychomanię”. Byłbyś wtedy szczęśliwszy? Ja nie.
Jednak Pewien Gość skrytykował Uniona w inny sposób, z czym się już zgodzić nie mogę. Mit IV – „Mój głos nic nie znaczy w tłumie wyborców”. Jak się okazuje, wcale nie w takim tłumie. Na zwycięski PiS głosował zaledwie co dziesiąty UPRAWNIONY do głosowania. Co to oznacza? By zyskać niemal 30-procentowe poparcie wystarczy przekonać do siebie jedną na dziesięć osób… Smutne, prawda? Poza tym nienawidzę takiego myślenia. Że ja to niby nic nie znaczę, mój głos zginie w tłumie. Gdyby wszyscy ten sposób do tego podchodzili, frekwencja byłaby w granicach 15% i wtedy już naprawdę nikt nie byłby w stanie przewidzieć, kto tą Polską będzie rządził…
Mit V – „większość obywateli to zwykłe przygłupy.” No, toś nam teraz pojechał, drogi Piotrze. Większość obywateli, czyli także większość nas, AMagowców. Nie wiem, jak reszta, ale ja się poczułem co najmniej dotknięty. Widać, że słabiutko oceniasz naród. Fakt, ja także nie mam o nim najlepszego zdania, ale jednak określenie „przygłup” zastąpiłbym „ignorantem politycznym”. I wiesz co? Ciebie też bym do tej grupy zaliczył.
Mit VI: „Władza należy do tego, kto ma w rękach media, zaś głosy inteligentniejszej części społeczeństwa, w tym mój, nie liczą się.” Więc Twoim zdaniem obecnie media są podzielone równo między braci Kaczyńskich i Donalda Tuska? No, zaprawdę ciekawe stwierdzenie. Powiem tak: każda partia miała na tę kampanię określony budżet. Jedne wykorzystały go lepiej, inne gorzej. Obok reklamówek z rodziną Donalda T. można było zobaczyć te z panem Lechem K. za biurkiem. Myślisz, że podzielili się mediami? Uważasz, że we współczesnej Polsce coś takiego w ogóle byłoby możliwe, „wynajęcie” sobie wszystkich liczących się stacji, w tym komercyjnych? Zgrabnie też zaliczyłeś się do inteligentniejszej części społeczeństwa – nie, nie będę tego negował. Powiem tylko, że inteligentny nie zawsze znaczy świadomy. Poza tym ludzie różnie używają swojej inteligencji, naprawdę nie ma się czym chwalić.
I już do samej końcówki Twojego tekstu: przemówienie byś chciał wygłaszać? A z jakiej to okazji? I co miałbyś do powiedzenia, Ty, który prawo wyborcze uważasz za nic nie warte i tęsknisz do czasów poddaństwa? Pewnie zakładasz, że byłbyś w takich czasach co najmniej bogatym ziemianinem, ale muszę Cię wyprowadzić z błędu: miałbyś na to śladowe szanse. Tak samo minimalne, jak minimalną warstwę społeczeństwa stanowią dziś najbogatsi. A vox populi, czy Ci się to podoba, czy nie, stanowi dziś nasz największy oręż. I oby w najbliższym czasie nic tego nie zmieniło. Amen.
Tuxedo