JEBNIĘTY JESTEM

Postanowiłem po raz pierwszy zrobić użytek z mojego dowodu osobistego i zagłosować na nowego reprezentanta biało-czerwonego kraju. Pochwaliłem się tą decyzją kolegom.
- Chyba jakiś jebnięty jesteś... - zasugerowano mi. Próbowałem oponować, zagryźć rozmówcę argumentami (że apatia wobec wyborów to, jak oznajmił proboszcz w moim mieście, grzech obojętności i w ogóle), które przemówiłyby do niego, że na wybory iść jednak wypada. Przedstawiłem moje zdanie.
- Chyba jakiś jebnięty jesteś. - otrzymałem w odpowiedzi. Cóż, głupich ponoć nie sieją, więc uznałem, że to za skrajny przypadek.
Postawienie krzyżyka zaplanowałem na godzinę osiemnastą trzydzieści. Wcześniej sprawdziłem, jak inni spostrzegają tegoroczne wybory.
- To tak jakbyś sobie gardło podrzynał. Nie przykładaj do tego ręki... - taką radę otrzymałem od starszego ode mnie znajomego. Przedstawił mi również, jak jego zdaniem będzie wyglądać za kilka lat Polska, jeżeli prezydentem zostanie Donald Tusk. Wystraszyłem się nie na żarty. Potem zaczął przewidywać polityczną szermierkę Leszka Kaczyńskiego, dzięki czemu pobladłem ze strachu.- I rozumiesz, to na pewno któryś z nich wygra... - zakończył.
Załamał mnie chłopak. Owszem, widziałem dwóch tych panów w programie u Lisa, gdzie debata nabrała dla mnie nowego znaczenia - jako synonim kurtuazji - ale nawet słowa nie wspomnieli o tym, czego się teraz dowiedziałem.
Szykując się do wyjścia zamieniłem słowo z następnym kumplem.
- Słyszałem, że na wybory idziesz?! - spytał się nie kryjąc zdziwienia. Nieśmiało przytaknąłem. - Chyba jakiś jebnięty jesteś... - ostatnio Polacy zrobili się jacyś zgodni. Poinformował mnie ponadto, że głosowanie w tym kraju organizowane jest tylko po to, aby ludzie mieli poczucie częściowej władzy.
Lekko zmartwiony obecnym stanem rzeczy poszedłem metaforycznie poderżnąć sobie gardło. Gdy byłem już na miejscu i trzymałem długopis w dłoni, przypomniałem sobie parę rzeczy od kolegi.
Tusk pragnie polepszyć kraj za pomocą m.in. płatnych studiów. Za to w biernym posługiwaniu się językiem angielskim jest tak dobry, jak przeciętny worek kartofli. Kaczyński natomiast zbuduje IV. Rzeczpospolitą z niewielką pomocą Rydzyka i spółki, i omawiać będzie kolejne ustawy z braciszkiem przy jednym stole, podczas obiadu.
Mój faworyt depcze po piętach Leppera, co nie zwiastuje jego sukcesu, więc postawiłem X przy jednym z wyżej omawianych. Wybrałem, mam nadzieję, mniejsze zło. I mam nadzieję, że Bóg, jeżeli jednak istnieje, znajdzie w sobie kiedykolwiek tyle dobrej woli, by mi wybaczyć...

Planuję za parę dni iść do konfesjonału, wyspowiadać się z tego, co zrobiłem przy urnie. Przewiduję taki scenariusz:
- Wybacz mi, ojcze, bo zgrzeszyłem. Zagłosowałem na <ciach!>.
- Ty chyba jakiś jebnięty jesteś...
 

Michał Chmielewski
eric_wu@wp.pl
www.sianow.kw.pl

511969234