(Od Donalda: Tekst jest momentami paskudny, chwilami obleśny i niesmaczny. Aż trudno uwierzyć że pisała go dziewczyna. Ale jako świadectwo z internatu jest mimo wszystko fajny. Nie polecam czytać przed, po ani w trakcie jedzenia. Czytacie na własne ryzyko.)
INTERNAT - Tytuł mało oryginalny, ale mówiący wszystko.
Zdecydowana większość z Was zapewne mieszka w normalnych domach. Nie zdajecie sobie nawet sprawy, co dzieje się za murami internatów... Ja mam dziś wyjątkowo dobry humor, więc Was oświecę. Dowiecie się, cóż za plugawe procedery odbywają się na terenie internatu, jak smakuje szczur na płasko, czy lotnicy myją nogi i jak można przeżyć w takich warunkach...
KRÓTKA NOTKA WSTĘPNA:
Autorka mieszka już drugi rok w internacie, więc jako takie doświadczenie posiada. Internat ów znajduje się w pięknym mieście Wrocław, przy znacznie mniej pięknej szkole, uznawanej przez ogół za szkołę dla kujonów i jajogłowych. Ale ogół zazwyczaj się myli, w tym przypadku też. Ale nieważne.
Imiona i ksywy ludzi pozmieniam - żeby nie było!!!
ART WŁAŚCIWY:
Żeby art był przejrzysty i miły, podzielę te wypociny na punkty.
1. KIBLE - pierwsza rzecz, która nasuwa mi się teraz na myśl, ponieważ niedawno z jednego wróciłam. (mission accomplished! juppiiii!!) Obecnie na moim piętrze jeden kibel jest zamknięty, a dwa zapchane. Nie zapchane za to są pisuary, które nie wiadomo co robią w damskim kiblu. Rozważałam możliwość załatwienia się do jednego z nich, ponieważ w zeszłym roku opracowałyśmy kinematykę odchodów i na pewno byśmy trafiły do środka. A z tą kinematyką było tak: pewnego pięknego dnia na kiblodesce znalazłam fragment kupy. Zawołałam dziewczyny z mojej klasy i razem podziwiałyśmy (<-- ??? podziwiałyście??:P) to piękne zjawisko. Sprzątaczka przychodzi do nas raz albo dwa razy w tygodniu, więc kaka miała jeszcze długo tam spoczywać. Wraz z koleżankami zrobiłyśmy uzytek ze świeżo nabytej wiedzy z fizyki i ułożyłyśmy wzór fizyczny na to, pod jakim kątem i na jakiej wysokości względem klopa powinien znaleźć się odbyt, by kupa wpadła prosto do środka. Uwzględniłyśmy nawet masę kupy i ciśnienie gazów, a także zdefiniowałyśmy Odchoda Doskonałego i Wypróżnienie Doskonałe. Kartkę ze wzorem umieściłyśmy na drzwiach łazienki, z dopiskiem "UPRASZA SIĘ O CELOWANIE ODCHODAMI DO ŚRODKA KIBLA". Kible bywały też często zarzygane, wiadomo, po pijaku można nie trafić do środka. Załatwiać się należy "na małysza", to znaczy bez kontaktu ciała z deską, bo faceci chyba lubią sikać u nas na piętrze i oblewać deskę. To jest naprawdę obleśne, gdy na desce znajduje się cudzy mocz... (co nie znaczy, że własny mocz spoczywający na desce jest lepszy!) Cóż jeszcze mogę dodać. Niespuszczone kupy nazywamy "chomikami", bo wyglądają jak takie małe, smętne, zabiedzone stworzonka na dnie "poczekalni" kiblowych. Poza tym obrzydzenie wzbudzają kupy "boje", albo "spławiki", które są niezatapialne i pływają po powierzchni wody, wydzielając obleśny odór.
2. PRYSZNICE - jak już jesteśmy w łazience, to opiszę i prychole. Są FE! Na całe piętro mamy tylko dwa, więc wieczorem zdarzają się kolejki. Heh, zdarzają... Tak szczerze mówiąc, to kolejek nie ma dopiero późnym wieczorem, ale za to nie ma wtedy ciepłej wody. Często zapycha się odpływ, dziewczyny zostawiają na półeczkach: majtki, zużyte wkładki higieniczne i podpaski, tampony, stare golarki, opakowania po szamponie i inne takie. Prysznice są zasłaniane takimi "szmatkami" (ściereczkami co najwyżej!!), na których kiedyś był okazały grzyb, ale wzięli je na odgrzybianie. Mieliśmy kilka dni takie "gołe" prysznice, więc jak chciałam sie wykąpać, zdejmowałam zasłonę z okna i tym ochraniałam swe ciało przed wścibskimi spojrzeniami. Pleśniak na czystych zasłonach i tak rośnie od nowa, ale zanim wyrośnie i będzie straszył w pełni swej okazałości, trochę czasu minie...
3. ŻARCIE - mówiąc o grzybach, przypomniało mi się żarcie! O, tutaj to się rozpiszę. Na początku roku dostaliśmy "witajki", czyli ulotki, na których była lista nauczycieli, tramwaje i autobusy, które jeżdzą przy szkole oraz reklama szkolnej stołówki. "U nas zjesz pyszne, estetycznie podane trzy- lub czterodaniowe obiady!" Wszystko to okazało się jednym wielkim kłamstwem. Pyszne to one wcale nie są, no może za wyjątkiem pierogów, naleśników i knedli z truskawkami (choć raz podano je niedogotowane i mąka zgrzytała między zębami, łe!) Estetycznie podane? Hahaha! Jak widzę jak kuchara nabiera chochlę fasolki po bretońsku (raz była twarda i mówiliśmy, że jest po betońsku) i ciapie ją na talerz, rozpryskując ją dookoła, po czym rzuca obok bułę, to przypominam sobie ową fałszywą witajkę. Trzydaniowe to te obiady są, jeśli liczyć wodnisty kompot lub wodnisty kisiel jako trzecie danie. A czasami dają do obiadu pączusia, lub kawałek ciasta. Ale zdarza się to rzadko. To tyle o obiadach. Śniadania i kolacje są wcale nie lepsze. Rano bułki - do wyboru gówniane (zakręcone jak ciacho!) i zwykłe, dupowate(z rowkiem jak pupka), wieczorem chleb. Zawsze świeży!! (tylko czasem hmm, drugiej, albo i trzeciej świeżości :D) Do tego najczęściej wędlina, która do najlepszych nie należy. Zawsze robię z koleżanką zakłady, kiedy będą jajka w sosie tatarskim - najsmaczniejsze śniadanko. Żarcie kuchary podają zza takiej lady. Kiedyś wpełzłam na tą ladę i kolega wsunął mnie tam, gdzie znajduje sie żarcie, tak, że mogłam popukać w szybkę, która oddziela żarło od ludzi. I wiecie co? ŚMIERDOLIŁO! Taką starą kaszą i tłuszczem. Spojrzałam w dół, na zbiorniki do jedzenia, była tam jakaś stara woda i kamień kotłowy osadzony na brzegach. Ale najgorsze było to, jak spojrzałam na górę. Mało co się nie zbełtałam i zaczęłam wołać, by mnie stamtąd wyciągnęli. Otóż "sufit" pokryty był naroślą, która zebrała się tam wskutek parującego jedzenia. Owa narośl była tak obleśna, że aż mi niedobrze, gdy to wspominam. Była tam taka jakby galareta z tłuszczu, z jakimiś zapleśniałymi plamami. Brrr!! Inną sprawą jest obrzydzanie sobie posiłków - standardowe zachowanie mieszkańców internatu. Najwięcej sugestii co do sposobu produkowania posiłków pojawia się gdy podają nam kisielek... A budyń - to są przecież upławy kucharek! Barszczyk produkuje się z wyciskanych podpasek. Po moim odkryciu kamienia kotłowego teraz wszedzie go widzimy... No dobra, koniec oblechy :D
4. ALKOHOL - jak żarcie to i picie. Powiem tylko tyle - można, i to bez problemu. Chociaż ostatnio wywalili jedną kobietę za picie. Uchlała się wraz ze swoimi dwiema koleżankami z pokoju, a gdy wpadły, te dwie zwaliły na nią winę. Chamstwo...
5. FAJKI - tak samo. Można na świetlicy, w kiblu, przed budynkiem.. Nikt jakoś tego nie pilnuje.
6. SEKS - "seks w internacie kwitnie" - to słowa pewnej dziewczyny, o której nieco się teraz rozpiszę. Dla wygody będę ją nazywać... niech będzie Je.. (powiedzmy że Jechadełko - Donald). Otóż panna Jechadełko mieszkała ze mną i z moją koleżanką cały zeszły rok. W tym czasie stałam się za jej sprawą niezwykle wyedukowana seksualnie. Panna Jechadełko już po chyba dwóch tygodniach pobytu w internacie znalazła sobie chłopaka, na moje i koleżanki (zwanej dalej... powiedzmy Mrówką) nieszczęście. Najpierw tylko się całowali obleśnie, miziali po klatach i inne takie. Pewnego razu ów chłopak został u nas na noc. Nic podejrzanego nie zauważyłyśmy. Następnej nocy znów został, lecz tym razem... usłyszałam z Mrówcią podejrzane trzeszczenie kanapy, na której spała Jechadełko. Odblokowałam komórkę, by zobaczyć, która godzina, potem zauważyłam Mrówcię robiącą to samo. Puściłam jej sygnał, obie cicho brechtałyśmy w swym łożu (śpimy na piętrówie). Nagle musiałam zatkać gębę poduszką - od strony łóżka Jechadełki dobiegały odgłosy:
- Boli? - męski głos.
- Nie, jest zajebiście...- rzekła wątło Jebadełka.
W tym momencie zaczęłyśmy się z Mrówą dosłownie krztusić ze śmiechu. Im to wcale nie przeszkodziło, dalej wesoło sobie ruszali kanapą, zapewne wzniecając w ten sposób chmary kurzu (chmura plemnikowa, jak elektronowa:D ), bo kanapa jest strasznie stara. Wiadomo, jak takie skrzypią - było słychać dosłownie każdy ich ruch. Rano byłyśmy z Mrówką nieco zakłopotane, omówiłyśmy tą sprawę i stwierdziłyśmy, że trzeba jej delikatnie powiedzieć, że nie życzymy sobie, by się przy nas seksiła. A że żadna z nas nie chciała tego zrobić, seksili się jeszcze długo. Wreszcie zdobyłam się na odwagę i powiedziałam jej, że przez nią się nie wysypiamy i że w przyszłym roku chcę mieszkać tylko z Mrówką. Od tej pory łaziła gorszyć swym zachowaniem kolegów z pokoju jej mężczyzny. Jak widać, w internacie nie ma problemów z nocnym przemieszczaniem sie ze skrzydła damskiego (wschód) na skrzydło męskie (zachodnie, dlatego u nas się mówi, że kobieta "zachodzi", LOL).
7. IMPREZY - są są, jasne że są!!!! I to bardzo fajne. Co prawda muszą być w miarę ciche. Te głośne odbywają się w weekendy, kiedy nie ma żadnych wychowawców na nocce. Imprezy są zarówno alkoholowe, jak i "trzeźwe". Można robić wieczory gitarowe, nocne imprezy komputerowe (na przykład tournament w CS'a, kumple pili napój z tauryną o nazwie Russian Energy, po którym potem dostali krwawej biegunki, ale za to całą noc byli w formie :P) Można łazić do dziewczyn na całonocne pogaduchy, do chłopaków zresztą też. Najczęściej nie wraca się w środku nocy do swego pokoju i śpi się w wielkim skupisku na łóżku (raz spaliśmy w piątkę na jednej kanapie!!).
8. PODŁOGI - alternatywne miejsca do spania, szczególnie poimprezowe. Brudne i nie cyklinowane od lat. I zimne! Na szczęście można sobie przywieźć z domu dywanik i jakoś to wtedy wygląda...
9. ZWIERZĄTKA DOMOWE - szczur(y) w bunkrach, gdzie mamy salę prób zespołów, mrówki i robaki w łazienkach. Bunkry są zaraz pod kuchnią, więc wiemy już, skąd biorą mięsko do kotletów, które serwują nam nader często. Potem mówimy, że na obiad jest szczur na płasko, szczur mielony, bądź też szczurlet. (Jak KOT-let, to czemu nie PIES-let lub SZCZUR-let?) Tak a propos kotletów, opowiadał nam kiedyś nauczyciel, że wszedł pewnego pięknego dnia do kuchni, a tam gruba kuchara lepi kotlety mielone. Nagle ociera pot z czoła, łapie się pod spocone pachy i mówi "ehh, ale gorąco!", po czym, nie umywszy rąk, dalej lepi kotlety. Do zwierzątek domowych można takze zaliczyć urocze małe czarne coś, co wyszło kiedyś spod mojego naleśnika. Ja twierdzę, że to karaluch, ale inni mówią, że było to coś innego. Możliwe - nie wiem, jak wyglądają karaluchy! A mrówki w łazienkach w sumie nie przeszkadzają mi i koleżance, ale za to wprowadziły się do pokoju kumpeli, która mieszka koło kibelka. Oprócz mrów, czasami spotyka się wstrętne megapająki na chudych i wątłych nóżkach (chyba zwą się kosarze, czy jakoś tak), które przełażą sobie kratkami wentylacyjnymi i włóczą po pokoju. Poza tym wlatują nam czasami muchy i pszczoły, ale mam na nie patent roku - powiązane ze sobą gumki recepturki! Swą broń nazwałam "Pogromcą Władcy Much" i teraz gdy tylko słyszę brzęczenie, czuję łowiecki zew i poluję na zwierzynę. Inne dziewczyny przekonały się już o mojej skuteczności, i teraz zdarza mi się dostać wiadomość "Goś, osa!!!", wtedy pędzę z mą bronią do pokoju i zabijam niecne stworzenie.
10. WYCHOWAWCY - niektórzy są ok, to znaczy: puszczają w nocy do skrzydła męskiego i przymykaja oczy na pewne sprawy. Przy tych mniej w porządku trzeba sie kryć, potrafią oni też robić bardzo brzydkie rzeczy, na przykład nie wpuścić do internatu biednych dzieciątek, które wróciły pięć minut po godzinie zamykania internatu. Co prawda wtedy wychowawca ulitował się nad nimi po jakichś trzydziestu minutach, ale i tak to było ZŁEEEE!!!! Teraz mamy nowych wychów z byłego internatu LZN (Lotniczych Zakładów hmmm "Naukowych") i oni są... dziwni... Chcą wprowadzać w naszym internacie jakieś eLZeteNowskie porządki, sprawdzają pokoje o pierwszej w nocy, grzebią po szafach w poszukiwaniu mężczyzn, pytają się, czy myłyśmy już nogi i tym podobne... Raz na śniadaniu słyszałam, jak kobieta rypie jednego pana z LZN za to, że nie zszedł na śniadanie od razu po tym, jak puściła mu sygnał na komórkę, by go zbudzić. Gdyby ktos z wychowawców chciał mój numer w celu stosowania takich niecnych i plugawych praktyk, chyba bym się muroześmiała w twarz...
11. LUDZIE - tu można to podsumować w ten sposób: są ludzie i krzesła (jak Jechadełko). Mamy w internacie dość mieszany skład, to znaczy ludzi z naszej "lycealnej elyty", piłkarki, rok temu mieliśmy żeglarzy, teraz przyszła lotniczówka. Ale większość jest z lyceum i trzyma poziom. Lotnicy są takimi no... podrywaczami i często z Mrówą lejemy w spodnie ze śmiechu, bo próbują zwabić nas swoimi tekstami, na przykład: "Ej... [długa przerwa] Zagracie w ping pongaaaa?" Ogólnie to jest podział na liceum i resztę, bowiem nie potrafimy się dogadać z nimi...
12. KUCIE - w większości przypadków tylko przed sprawdzianami. W pokojach rozmieszczają raczej klasowo, by ludzie razem zarywali nocki przed sporadykami i megakartkówami. Kucie odchodzi raczej w nocy, bowiem w dzień jest dość duży hałas. Jest na to sposób - komputer i słuchawki, co przywiozłam ze sobą w tym roku. Jak widać na tym przykładzie, przydaje się on też do innych celów - klepania głupot w przerwach między klepaniem jeszcze większych głupot, to znaczy mojej pracy badawczej na olimpiadę.
13. KAWA - najlepszy przyjaciel internatowca, gdyż nie powoduje skutków ubocznych, takich jak krwawa biegunka (po Russian Energy!!!) Wypijana w dość dużych ilościach wspaniale wpływa na ludzi z internatu. Wy, którzy mieszkacie w domach i możecie się wyspać... Ach, jakże wam zazdrościmy!
14. - tej liczby się boję, więc opuszczę ten punkt... (nie pytać! Aaaah! Quatrodekafobia :P x..i...v...? AAaaaAA!!!! )
15. NIE WIEM, CO DALEJ PISAĆ - więc czas zakończyć tego arta!
Klepała dla Was, kochanych Czytaczy, pani o ksywce HARDTMUTH (jak taki ołówek, który był przedmiotem kultu w moim dżymnazjum. HaeMCe RULES!!!)
Pomęczyć mnie możecie pisząc na adres hardtmuth@tlen.pl
Teraz pozdrowienia:
Mojego Drania (:*), Ludwisię, Annę eS., Dejwida, Dominisię JOT, Belfista, Lewatywę, eFę, Kakę-WahWah-Crybaby, Kajoja i Bastiana Inkuba, ŻRUDŁO, oraz moich najclosest netfriendów (alfabetycznie): Darka, Madguya, Merdiona (KEEP THE POI BURNING!!!!) i to by było na... tyle!A nie! Zapomniałabym o mej SisterSister! Dla niej też pozdro :P O, i jeszcze pozdrawiam wszystkich POIowców, wielbicieli dobrej muzy, wszystkich nawalających się na bokeny (takie pseudomiecze, hehehe) i ogólnie ludzi o psychice tak samo zrytej jak moja.
Teraz muza, której słuchałam:
DEVIL DOLL:
1) Sacrilege Of Fatal Arms
2) The Girl Who Was... Death, (nawet dwa razy!!!)
3) Dies Irae
(Eliogabalusa dopiero będę sobie załatwiać :D)
IN FLAMES:
1) Jakieś powybierane kawałki ze starszych płyt, głównie z Whorcia i TJRa :P
SAMAEL:
1) Wszystkie płyty ustawione na Winampie i włączone shuffle...