Braterstwo międzykulturowe
Roli jaką odegrał Kościół Katolicki w celu zjednoczenia Europy trudno nie
zauważyć. Jednak sam Kościół ma problemy w utrzymaniu siebie jako monolitu,
a także w nadążaniu za tą Europą, jak i za światem.
Kościół jest rozdarty podobnie jak nasza Europa. I nasza Europa i Kościół
dzielą się na podobnych zasadach oraz mają podobne potrzeby do dalszego
rozwijania się. I, co najważniejsze, nasza zjednoczona Europa i Kościół za
najważniejszy cel mają człowieka. Należy sobie więc zadać pytanie czemu
obydwie te instytucje nie współpracują ze sobą, nie współgrają w najważniejszych
sprawach oraz czemu dialog między nimi, jak i pomiędzy państwami
europejskimi, jest tak słaby?
Europa przeżywa kryzys jakich wiele przeżywała, a Kościół po zmianach, które
przybliżyły go do zwykłych ludzi nagle zareagował jak Polacy na swoje 16 lat
wolności - zahamowaniem oraz popatrzeniem w tył jak na stracony czas. Te dwa
kryzysy mają jedną wspólną zasadę, bo i w Kościele i w Europie trwa podział
na konserwatystów oraz liberałów, a do tego dochodzą skrajności, które cały
dialog podkopują. Najgorsze jednak jest to, że obydwie instytucje zamiast myśleć
o człowieku, co jest ich obowiązkowym zadaniem, kłócą się o swoje racje
utrzymując status quo.
Możne państwa europejskie ani myślą zrzec się swoich praw, te biedniejsze
traktują Unię jako worek z pieniędzmi licząc ile mogą zyskać, a ile stracić.
Zaś Kościół jakby zapomniał, że zapoczątkował pewne zmiany, których
przerwanie, przy ciągłej sile Kościoła, jest wysoce nieodpowiedzialne. Tutaj
za przykład, który poddać trzeba dyskusji, jest możliwość i zezwolenie na
używanie środków antykoncepcyjnych przez ludzi z Afryki, którzy umierają na
szalenie szybko rozprzestrzeniający się wirus HIV, co w skutku prowadzi do
AIDS. Można by uważać, że problemu nie ma, gdyby nie to, że ilość
zachorowań dochodzi w niektórych miejscach Afryki do 50% populacji.
Europa powinna się bardziej otworzyć na kultury wschodu, a sam Kościół
Katolicki powinien ją w tym wspomagać poprzez dialog z innymi religiami. Nasza
część świata musi w końcu zrozumieć, że przez rozmowę oraz mocniejszą
integrację możemy naprawdę zmienić nasze podwórko na o wiele lepsze, gdzie
nie będzie historycznych czy kulturowych granic. Sama kultura będzie dla nas
wyróżnikiem otwarcia i zrozumienia, a historia dobrą nauczką o czym nie można
zapominać, a jak należy działać.
Chciałbym zobaczyć większą otwartość światopoglądową Kościoła jeśli
chodzi o człowieka i bardziej liberalną Europę, bo póki co zauważyć można
jedynie lęk przed zmianami. Lęki oraz podziały na liberalizm oraz solidarność,
otwartość i konserwatyzm. A przecież solidarność nie wyklucza liberalizmu,
a poszanowanie podstawowych wartości nie neguje otwartości na inność.
Przecież solidarność to jeden człowiek i drugi, więc również rozmowa i chęć
braterstwa. Dlatego nie dajmy się sztucznym podziałom na Europę A i B, na
Europę solidarną czy liberalną. Po prostu starajmy się mocniej łączyć i
rozumieć.
Nie dajmy się naganiaczom, którzy będą szerzyć swoje kłamstwa i siać
niepokoje oraz strach. Uwierzmy w europejską integrację oraz dokonujmy jej
pamiętając o tradycji, ale również myśląc o przyszłości. Pamiętajmy, że
w tym miejscu świata, w pępku cywilizacyjnym, kiedyś jeszcze będą żyli
ludzi, którzy albo mogą być skłóceni albo żyć w społeczeństwie
solidarnym. Dlatego ważną rolę musi dopełnić Kościół, który musi
wspomagać z całych sił to łączenie i wyzwalanie społecznej chęci dialogu.
W innym wypadku sam Kościół zhermetyzuje się jeszcze bardziej, zaś w
Europie wyrosną nowe mury, które właśnie siła wspólnej wiary i solidarności
zburzyła.
Caleb