#36
<< poprzednie | spis treści | następne >> 
strona
35

| Smak awansu!

      Udało się powtórzyć sukces sprzed czterech lat! Awansowaliśmy do Mistrzostw Świata, które w przyszłym roku odbędą się na niemieckich boiskach. W porównaniu do ostatniego mundialu nie będziemy musieli wstawać rano, by obejrzeć pierwsze spotkanie dnia, nie będziemy musieli wieczorami oglądać powtórek, które nie mają już takiego smaczku. Co najlepsze - będziemy mogli, bez większych problemów pojechać do naszych zachodnich sąsiadów i obejrzeć te spotkania na żywo! Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie to wielki komfort (z którego tak pewnie nie skorzystam ;-) ). W eliminacjach nie mieliśmy silnej grupy, chociaż należy zwrócić uwagę na Anglie, względem której mamy swoisty kompleks. Poza tym Austria, Walia, Irlandia Płn. oraz Azerbejdżan. W tekście tym chciałbym nie jako dokonać podsumowania, przypomnieć Wam poszczególne spotkania - wszak dużo było miłych chwil!

 

| Rozpoczęli od zwycięstwa.. |

 

 

 

 Ta "wielka przygoda" rozpoczęła się we wrześniu 2004 roku, kiedy to Polacy grali mecz z Irlandią Płn. Nastroje nie były wielce optymistyczne, wystarczy przypomnieć, że ostatni mecz towarzyski przed eliminacjami Polacy przegrali aż 1:5 z Danią, na stadionie Lecha w Poznaniu. Przeciwnik nie należał do najwyższe europejskiej półki, ale forma polskich piłkarzy była jedną wielką niewiadomą. Jednak wszystko potoczyło się bardzo dobrze już od pierwszych minut, kiedy to Maciej Żurawski strzelił bramkę bezpośrednio z rzutu rożnego. Wystarczy powiedzieć wprost, nie był to rewelacyjny mecz, nie był nawet dobry. Ale Polacy wykorzystali kilka błędów obrony, parę razy też zaskoczyli. Jedno z długich podań trafiło do Włodarczyka, który strzelił na 0:2, zaś zwycięstwo przypieczętował Jacek Krzynówek - dedykując bramkę zmarłemu ojcu.. Prawdziwy sprawdzian miał jednak dopiero przyjść!  

Kilka dni później na stadionie narodowym w Chorzowie gościliśmy reprezentacje Anglii. Podobnie jak przy okazji innych spotkań z tą drużyną można było usłyszeć hasła "jeśli nie teraz to kiedy?" itp. Ano, jeszcze nie teraz. Potężny doping, wspaniała atmosfera na trybunach -  zabrakło tylko jednego, zwycięstwa! Anglicy grali lepiej, i pewnie, można powiedzieć, że wygrali zasłużenie. Jednak boli fakt, ze mogliśmy ten mecz chociażby zremisować. Katastrofalnie zagrał tego dnia Arek Głowacki, przynajmniej taka postawa tego piłkarza nasuwa mi się po przypomnieniu w swojej własnej pamięci tego meczu. Na osłodę Maciek Żurawski zafundował nam przepiękną bramkę, prosto w okienko (przy okazji trzeba pochwalić Kosowskiego za znakomite podanie). Cóż z tego, skoro 3 punkty poleciały na Wyspy?

Miesiąc przerwy, a po nim kolejny dwu-mecz, który tym razem rozgrywaliśmy na terenach przeciwników. Na początek Wiedeń, i potyczka Austrii z Polską. Z tego spotkania pamiętam to, że w połowie śledziłem je w pubie, patrząc raczej na piękno dziewczyn z którymi dane mi było tego dnia pić piwo, niż na wątpliwe piękno gry obu zespołów. Żeby nie było jednak, pamiętam bramkę z 5 minuty, i wiem, że strzelił ją Kałużny, który jednak za długo sobie w tej reprezentacji nie pograł. Austriacy doprowadzili do remisu, a później długo, długo nic.. Aż na boisku pojawił się Frankowski. Mały człowiek, który potrafił zmienić losy meczu! W sukurs przyszedł mu Jacek Krzynówek, który wykorzystał faul na wspomnianym już "Franku" strzelił mocno po ziemi, a piłka odbijając się po drodze od Żurawskiego wpadła do siatki! Chwile potem na 3:1 pięknym strzałem popisał się nie kto inny, jak.. Tomasz Frankowski. Wielka radość, 3:1, Wiedeń pokonany!!!

Nie dane nam było długo czekać na kolejny pojedynek z dreszczykiem emocji, horrorem i happy endem! Już cztery dni później graliśmy w Cardiff z Walią. Z pewnością pamiętacie jak to reprezentacja Engela pokonała Walijczyków na ich terenie 2:1, a zdobywcami bramek byli Olisadebe i Kryszałowicz. Tym razem było inaczej, powiedziałbym nawet, że dla kibica o wiele lepiej, bo chociaż mecz był ostry, to szczególnie w końcówce bardzo ciekawy. Pierwsza połowa nie przyniosła żadnych rozstrzygnięć, za to druga nie zaczęła się zbyt dobrze dla reprezentantów Polski. Błąd Rząsy w 56 minucie wykorzystał Earnshaw, i gospodarze prowadzili 1:0. Nie zapowiadało się na to, by Polacy potrafili odmienić losy spotkania, ale Janas mógł się pochwalić asem z rękawa - Tomkiem Frankowskim rzecz jasna! Chwile po wejściu na boisko miał okazje, ale nie trafił w bramkę (zresztą próbował strzelać przewrotką). Chwile później było już jednak tak, jak być powinno. Franek opanował mocne podanie od Baszczyńskiego, i silnym strzałem w okienko wyrównał wynik meczu. Niespełna 10 minut później rajdem lewą stroną boiska popisał się Żurawski i strzelił pięknego gola lewą nogą!! Nagła zmiana wyniku, Walijczycy nie wiedzieli co jest grane, a na dokładkę dobił ich Jacek Krzynówek. W ostatniej, doliczonej minucie spotkania bramkę na 3:2 (zresztą ręką) strzelił Hartson. Bilans jesiennych spotkań w roku 2004 był bardzo dobry. Na cztery spotkania trzy wygrane, bilans bramkowy 10-5! Życzyliśmy sobie tylko jednego - na wiosnę utrzymać tą dobrą passę

Rok zaczął się nie najlepiej, od przegranej w meczu towarzyskim z Białorusią, ale podobnie było na początku eliminacji (także przegrany mecz towarzyski przed), więc w sumie nie było się czym martwić, pamiętając dodatkowo, ze gramy z Azerami. Chociaż nie da się ukryć, ze Torres (trener Azerbejdżanu) robił niezłą atmosferę przed meczem, strasząc nieco Polaków. Na dobre mu to jednak nie wyszło. Osobiście nie widziałem jeszcze nigdy tak wysokiego zwycięstwa reprezentacji Polski, więc tym milej mi się to spotkanie, w wielkanocną sobotę oglądało! 8:0 - to wynik.. Bardzo fajny, miły i przyjemny :). Mi tylko żal Maćka Żurawskiego, bo akurat on bramki nie strzelił, chociaż miał ku temu kilka okazji. Nastrzelał się za to Frankowski, i dobrze. Ogólnie spotkanie należało do "lajtowych". Wywołał tylko taki chory odruch wśród kibiców..

..bowiem Ci zaczęli się zastanawiać iloma bramkami wygramy z Irlandią Płn! Piłkarze podchodzili do tego wszystkiego raczej z rezerwą, ale chyba trochę się spalili (psychicznie ;P). Więcej mógłbym pisać o tym jaki to piękny dzień był, ten 30 marca, jak ciepło, jak fajnie się siedziało nad Wartą, a później jak nudno przed telewizorem. Honor nam wszystkim uratował.. Maciek Żurawski, strzelając bodajże w 86 minucie bramkę (głową) na 1:0. Można się było cieszyć z kompletu punktów, gorzej było z grą w drugim spotkaniu. Ale takie mecze też mają swój klimacik - i dobrze, nie wszystko wszak trzeba wygrywać różnicą kilku bramek.


Kolejny mecz rozgrywaliśmy na trudnym terenie w Azerbejdżanie. Dlaczego trudnym? Niech świadczy o tym fakt, ze Anglicy męczyli się tam wygrywając 1:0. W naszym przypadku było lepiej, co nie zmienia faktu, że nie za fajnie się tam gra ;-). Najwięcej emocji było po wejściu na murawę Torresa. Nie wiem czy on był nietrzeźwy, czy też tak bardzo zdenerwowany, ale zrobił potwornie złe wrażenie, chociaż z drugiej strony można się było pośmiać ;-). Frankowski był kluczem do sukcesu tego dnia. Wygraliśmy pewnie 3:0, i można powiedzieć, że spotkanie nie miało historii. Takie "komunistyczne" było - patrząc na poziom relacji TV ;P Dobra, bez zgryźliwości. Orły Janasa kroczyły pewnie po awans do Mistrzostw Świata

Przy odrobinie szczęścia już na początku września tego roku mogliśmy dowiedzieć się, czy jedziemy na Mundial do Niemiec. Wystarczyło wygrać obydwa spotkania (z Austrią i Walią) i.. czekać. 3 września na stadionie w Chorzowie podejmowaliśmy Austriaków. Gości przywitały gwizdy w trakcie odgrywania hymnu, związane z pewnością wypowiedzią jednego z piłkarzy austriackich (obraźliwą trzeba dodać) w kierunku Adama Ledwonia, jakby nie było, byłego reprezentanta Polski. Do oglądanie spotkania przystąpiłem wyczerpany po koncercie zespołu Strachy na Lachy, ale to się wytnie ;P Pierwsza połowa to prawdziwy majstersztyk w wykonaniu Polaków! Szkoda tylko, że udokumentowany dwoma bramkami. Polacy grali piękny futbol, w dodatku widowiskowy! Potwierdziły to bramki Smolarka i Kosowskiego! Szkoda tylko, że w drugiej połowie nie było już tak różowo. Austriacy cisnęli, strzelili kontaktową bramkę - później na raty z karnego strzelał Żurawski. Nerwowo było, ale trzy punkty zdobyliśmy. To było takie spotkanie, które charakteryzuje się podwójnym obliczem.

Przed ostatni mecz, to spotkanie z Walijczykami. Nie rozumiem trochę PZPN-u, który decyduje się na rozgrywanie meczu w Warszawie na stadionie, gdzie średnio mieści się 13 000 widzów. Jakoś nie docierają do mnie również tłumaczenie, że Janas lubi grać na Łazienkowskiej. Jeżeli popyt na spotkanie reprezentacji jest duży, to powinno się wykorzystywać zaistniałą sytuację. Rozumiem też, że wynajęcie stadionu w Chorzowie jest drogie - ale czy w Polsce jest tylko jeden duży stadion. Więcej kibiców może wejść na stadion Lecha (26 000), czy też (żeby nie być posądzonym o stronniczość) na obiekt Pogoni. Wracając do meczu - skromna wygrana 1:0 po bramce strzelonej z rzutu karnego, to może nie szczyt marzeń, ale liczą się zdecydowanie 3 punkty. Ciekaw jestem ilu kibiców ze wstrzymanym oddechem oglądało rzut karny w wykonaniu Maćka Żurawskiego. Jakoś na razie bardzo rzadko zdarza mu się trafić "karniaka" ;). Szkoda tylko, że Szwedzi wygrali z Węgrami - mogliśmy już wtedy świętować awans do MŚ ;P  

 

| ... skończyli na przegranej |

 

 

 

Losy naszej reprezentacji decydowały się 8 października. Tego dnia Holendrzy pokonali w Pradze Czechy, i dzięki "pomarańczowym" podopieczni Janasa awansowali do Mistrzostw Świata. Podobnie jak Anglicy - wiadome więc było, ze obydwie jedenastki awansują do finałów. Wielu uważało, że będzie to spotkanie o pietruszkę, ja sądziłem inaczej. Anglicy chcieli pokazać swoim kibicom, ze umieją grać, natomiast Polacy chcieli wygrać swoją grupę. Jak wyglądał przebieg meczu z pewnością doskonale pamiętacie. Praktycznie nie istnieliśmy na boisku, chociaż z drugiej strony pokazaliśmy, ze umiemy grać w destrukcji (wiele osób się ze mną nie zgadza, trudno - uważam, ze obrona była tego dnia dobrze dysponowana. Wyjątkiem może być drugi gol dla Anglików, kiedy to nasi piłkarze pogubili się w tym kotle). Najbardziej w całym spotkaniu podobała mi się odpowiedź Tomka Frankowskiego na straconego gola. Dla takich chwil się żyje :). Niestety spotkanie przegraliśmy, chociaż były realne szanse na remis. Co by jednak za dużo nie mówić - Anglicy zasłużyli na 3 punkty. Moim zdaniem na naganę zasługuje dwóch piłkarzy: Rasiak i Lewandowski. Zagrali fatalnie.. Reszta miała różne okresy gry, ale suma summarum zaprezentowali się na plus, tyle że Anglicy zagrali o wiele lepiej ;P

Najważniejsze, że jedziemy za rok do Niemiec!!! Wielu jest pesymistów, którzy uważają, że powtórzy się Korea. Dobił mnie trochę komentarz Kowalczyka, który zupełnie poważnie nawołuje do wycofania się z mistrzostw, aby nie przegrać z kretesem. Pan Wojtek zazdrości chyba swoim młodszym kolegom, że Ci na mundial pojadą w przeciwieństwie do niego (szans miał wiele, ale mu się nie udało). Zaletami tego zespołu są piłkarze grający na ostatnich MŚ. Wiedzą co to znaczy upokorzenie, i z pewnością nie chcą tego powtórzyć. Teraz warto, aby Ci młodsi podeszli do tej imprezy profesjonalnie, bez wybujałej fantazji. Podobała mi się wypowiedź Jacka Bąka, który wyraźnie tonował nastroje po awansie. "Nie pompujmy się, wyjdźmy z grupy, a już będzie to sukcesem". I zgadzam się w 100%. A nawet jeśli nie wyjdziemy z grupy to po prostu ogrywajmy się z najlepszymi - to przynosi wymierne efekty, bo po MŚ trzon reprezentacji z pewnością będą tworzyć Ci piłkarze, którzy właśnie na mistrzostwa pojechali, a takie doświadczenie jest bardzo potrzebne. Engel ruszył coś, co powoli lecz systematycznie się rozkręca. Przypadkowym może być pojedynczy awans, ale jeżeli jakiś zespół po raz drugi kwalifikuje się do MŚ to o czymś to świadczy. Eliminacje te pokazały, że z całą pewnością mamy potencjał w ofensywie: Żurawski, Frankowski, Krzynówek, Smolarek, Kosowski (mimo, ze czasami gra zbyt nonszalancko), Szymkowiak (wspaniale rozgrywa). Trochę gorzej jest z defensywą, ale nie wybrzydzajmy i nie przesadzajmy, aż nadto. Mamy Sobolewskiego, prawdziwego (jak to mówi Jacek Gmoch) "walczaka", Baszczyńskiego, Jacka Bąka czy też Mariusza Jopa, który z pewnością jest objawieniem końcówki tych eliminacji. Wydaje się, że Michał Żewłakow powrócił do swojej wysokiej formy, usuwając nieco w cień Tomka Rząse. Na koniec posiadamy dwóch bardzo dobrych bramkarzy: Jurka Dudka i Artura Boruca!

Janasowi pozostało blisko 8 miesięcy zgrywania kadry. Pierwsze mecze towarzyskie już w listopadzie, i z tego co mi wiadomo zagramy z jednym zespołem światowej czołówki, i jednym trochę gorszym. W AM Sport będziemy przedstawiać drogę do MŚ polskiej reprezentacji (krok po kroku, każdy mecz towarzyski - analizy, oceny etc.).


Autor: Publo

<< poprzednie | spis treści | następne >> 
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)