| #36 | |||||||||||||
| << poprzednie | spis treści | następne >> | |||||||||||||
| Przyszłość Cavaliers
Nie byłbym sobą, gdybym po rozpoczęciu współpracy z AM
Sport nie naskrobał czegokolwiek na temat mojej ulubionej drużyny
koszykarskiej, mianowicie Cleveland Cavaliers, którym kibicuję odkąd do tego
zespołu przyszedł Shaw Kemp, zostając z zespołem przez wszystkie chude lata. Pamiętam wakacje sprzed dwóch lat, kiedy to cały koszykarski świat, łącznie ze mną skoncentrował się jedynie na tym, gdzie trafi Lebron. Pierwszy numer w drafcie należał do kawalerzystów, ale niektórzy sugerowali, że mogą wybrać zawodnika bardziej doświadczonego, świeżo upieczonego mistrza NCAA, Carmelo Anthony'ego. Kawalerzyści nie popełnili błędu, choć wiele ryzykowali. Od dawien dawna zawodnicy, którzy są gwiazdami koszykówki uniwersyteckiej po starciu z poziomem gry zawodowej ligi odpadają w przedbiegach, pogrążając się w przeciętności. Niewielu jest zawodników wprost ze szkoły średniej, którzy byliby supergwiazdami. Nawet Jordan najpierw grał na uniwerku.
LeBron, więc pomimo jego kosmicznych osiągów w szkole mógł
okazać się niewypałem i zmarnować życie Cleveland. On jednak nie zawiódł
i już w pierwszym meczu zanotował statystyki, o jakich nie śniło się żadnemu
zawodnikowi w swoim pierwszym meczu. Stało się jasne, że LeBron będzie kimś
więcej, niż tylko gwiazdką uniwersytecką. Tak w Cleveland zaczęła się
wielka przebudowa. Zawodnicy, którzy nie pasowali do drużyny musieli odejść,
jak stało się z Rilkym Davisem, czy tez Dariusem Milesem. Za nich przyszli
zawodnicy zadaniowi, którzy mieli stanowić tło dla supergwiazdy Lebrona i
pozwolić mu osiągnąć wielkość.
Ostatecznie jak zakończył się sezon, każdy wie. Pechowa
końcówka i James zamiast wprowadzić swój zespół do Play Off funduje sobie
dłuższe wakacje z pilotem w ręku, co by oglądać zmagania pozostałych. Na
pocieszenie otrzymuje, trochę niesprawiedliwie debiutanta roku. Tyle tytułem
wstępu, co by nie trafiła się w AM Sport osoba, która nie wie, kim jest
LeBron James. Tytuł tego artykułu brzmi jednak inaczej, niż dotychczasowa
jego treść: "Przyszłość Cavaliers". No właśnie. Jaka jest przyszłość tego zespołu? Tego lata dokonało się wiele transferów, choć nie były one Aż tak spektakularne jak w roku ubiegłym. Mimo to, drużyna Cavaliers wykonała kawał dobrej roboty i sprowadziła dwóch zawodników, którzy mogą zaważyć o wysokim miejscu kawalerzystów w przyszłym sezonie. Pierwszym z nich jest Larry Hughes. Znawcy NBA nie potrzebują jego prezentacji, laicy na pewno nie wiedzą, o kogo chodzi, podobnie jak i niedzielni kibice ;) Larry, uczestnik zeszłorocznego All-Star Game, najlepszy przechwytujący ligi, członek drugiej piątki obrońców, a do tego zawodnik ze średnią punktów powyżej dwudziestu. Wydawałoby się: po prostu gwiazda. Jego wartość rośnie jednak, a potencjał zdaje się być jeszcze większy, kiedy popatrzymy na to, w jakim zespole przyszło mu dotychczas grać. |
Jego poprzednią drużyną była zaś ekipa Washingtonu, która
miała zawsze wysokie aspiracje i nic poza tym. W ubiegłym sezonie po raz
pierwszy od lat awansowała do Play Off i grała tam nadzwyczaj dobrze, między
innymi dzięki Hughesowi. Powiedzieć trzeba jednak, że Washington to ekipa, która
podobnie jak ekipa Suns preferuje prostą, nieskomplikowaną koszykówkę,
"run & gun", polegającą na tym, że trzeba zdobyć więcej punktów niż
przeciwnik. Wiemy więc, że ekipa Czarodziejów musiała posiadać zawodników
typowo ofensywnych, nastawionych na szybką koszykówkę i nieskomplikowaną grę.
Hughes błyszczał w tym zespole, tworząc z Arenasem, który lubił sobie
porzucać, jak i gwiazdą Jamisonem efektowne trio, w którym nie raz brylował.
Menedżer Cavs wykazał się bardzo dobrym zmysłem taktycznym, sprowadzając
tego gracza. Dowody? Proszę bardzo:
2) Hughes, preferujący szybką koszykówkę idealnie
odpowiada do taktyki Cavs, którzy również preferują szybką, dynamiczną grę. To zaważyło. Drugim zawodnikiem, którego Cavs sprowadzili
jest Donley Marshall. Były zawodnik Toronto, jak na Amerykanina był naprawdę
europejskim silnym skrzydłowym, gdyż amerykańscy PF nie mają za grosz
talentu do rzutów z dystansu, co Marshall wykonuje z lubością i co najważniejsze-
wysoką skutecznością. Jest tez niezłym defensorem, a także zbierającym, co
stanowi dobre wsparcie dla Ilagauskasa. Przede wszystkim jednak pasuje to bardzo
LeBronowi, który niejednokrotnie narzekał, że po swoich wejściach
ofensywnych w trumnę nie ma, do kogo oddać na obwód. Cavs nie mieli dobrego
strzelca z dystansu i Marshall ma to zmienić. Te dwa transfery bardzo wzmocniły Cavs i w przeciwieństwie do ekipy Miami, która sprowadza gwiazdy nie zważając zbytnio na ich przydatność. Cavs łata swoje dziury w defensywie, jak i wzmacnia siłę ognia. Niektórzy, co odważniejsi publicyści z Cleveland nieśmiało sugerują, że Hughes może stać się dla Jamesa kimś na kształt Pippena. Zobaczymy. Carlom Boozer tez miał nim być, a odszedł w tajemniczych okolicznościach ;) Kibicujcie Cavs i pozdrowienia! ![]() Autor: Jacen | ||||||||||||
| << poprzednie | spis treści | następne >> | |||||||||||||
|
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów.
Wszelkie prawa Zastrzeżone! Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl) | |||||||||||||