#36
<< poprzednie | spis treści | następne >> 
strona
13

| NBA-Offseason - Kto na mistrza?

     Dzisiaj zajmiemy się najlepszą ligą świata, przynajmniej, jeśli chodzi o sport zwany koszykówką. Chodzi oczywiście o NBA. Jak wiadomo powszechnie, w październiku rusza nowy, zapewne równie ciekawy jak poprzedni (lub jeszcze bardziej-czego sobie i wam życzę) sezon. W poprzednim sezonie po najlepszym finale ostatnich lat drużyna San Antonio Spurs ostatecznie zatriumfowała nad broniącym tytułu mistrzowskiego klubem Detroit Pistons.

Jednak, jak co roku w przerwie międzysezonowej dochodzi do ciekawej roszady zawodników. Gwiazdy zmieniają kluby, dochodzą talenty z draftu, itd.- wszystko tak zorganizowane, aby dać klubom mniej więcej równe szanse na starcie. W tym roku offseason nie był aż tak ekscytujący jak w roku ubiegłym, kiedy to kluby zmieniły takie sławy, jak Shaquille O'Neal czy też Tracy McGrady, ale zapewniam- słabo nie było, gdyż po raz pierwszy od dawna drużyny koszykarskie zdają się stawiać na pewną istotną rzecz, której zostały boleśnie nauczone przez przykład Spurs i Pistons lat ubiegłych- na kolektyw. To jednak temat na osobny artykuł, tymczasem teraz czas zająć się właściwym tematem tego tekstu, czyli omówieniem wszelkich zmian, i w konwencji pewnego podsumowania wytypowania mistrzowskiej drużyny sezonu, który ma się dopiero zacząć. W razie czego, porównacie ten numer AM Sport z tym z roku następnego i zobaczycie, jak bardzo się myliłem, czy tez, jakim wspaniałym jasnowidzem jestem :) Oto, więc najciekawsze informacje o pretendujących do miana mistrza klubach i ich poczynaniach w offseason:

SAN ANTONIO SPURS
Mistrzowie offseason rozegrali po mistrzowsku. Pakę w swojej drużynie mają wspaniałą, najsilniejszą w lidze i już w ubiegłym sezonie grali naprawdę wspaniale i pomimo plagi kontuzji, jak prześladowała ich w trakcie sezonu potrafili grać bardzo dobrze. Tony Parker i Manu Ginobili, dwaj liderzy drużyny obok Tima Duncana weszli w najlepszy wiek dla sportowców i osiągają właśnie apogeum formy. W praktyce Gregowi Popowiczowi wystarczyłoby zostawić zespół w niezmienionym składzie, a jedynie poprawić trochę grę w ataku i opracować parę nowych zagrywek. Popowich jednak taki nie jest.

Genialny strateg z San Antonio zwrócił uwagę na jeden jedyny mankament jego drużyny: grę w ataku. Kiedy Tim i Manu mieli słabszy dzień, a Tony'emu nie wchodziło żaden z pozostałych graczy nie potrafił wziąć ciężaru gry na swoje barki. Zespół zawodził na całej linii, toteż Greg wiedział co robi, zdobywając w trakcie offseason dwie perełki: Nicka Van Excela i Michaela Finleya. Nie są to zawodnicy młodzi i ostatnie sezony mieli wyjątkowo nieudane, ale łączy ich jedno: olbrzymia chęć odniesienia końcowego zwycięstwa, zdobycia tytułu. Van Exel tuła się w wielu klubach odkąd odszedł z LAL, szukając tego ostatecznego spełnienia. Finley podobnie, odrzucił oferty takich klubów jak PHX, gdyż uważa, że największą szansę ma właśnie w SAS. Jak sam powiedział: "Miejsce pośród mistrzów. To naprawdę ekscytujące". Ci dwaj gracze mają potężny potencjał ofensywny i wypełnią luki w zespole: Finley odciąży Bruce'a Bowena, zaś van Exel świetnie wczuje się w pozycję zastępcy Tony'ego Parkera.

MIAMI HEAT
Kiedy w zeszłym roku do zespołu Żarów z Miami dołączał Shaw wielu miało wątpliwości. To koszykarz, któremu bliżej niż dalej do zakończenia kariery. Mimo to, legenda o dominacji Shaqa po ubiegłym sezonie nie ustąpiła, a odżyła na nowo. Tym razem nie za sprawą jego kosmicznych wyników osiąganych na parkiecie, a jego zdolnościach...mentorskich. Tak! Shaw to jeden z niewielu graczy w lidze, którzy czynią wszystkich grających wokół nich lepszymi. Shaw zrobił pewną rzecz, której nikt się po nim nie spodziewał: zaakceptował rolę "tego drugiego" w zespole, nadając status supergwiazdy Dwayne'owi Wade'owi. To prawdziwy fenomen, zwłaszcza, jeśli przypomnimy sobie zaciekłe boje Shaqa i Brytana o supremację w Lakers, co skończyło się ostatecznie odejściem O'Neala. Ręka Boża musiała dotknąć czułego miejsca Shaqa, gdyż od początku pobytu w Miami opowiada dziennikarzom, że to Dwayne jest liderem. Fascynujące. Drużyna już w zeszłym sezonie miała szansę zdobyć mistrzostwo, lecz po zaciętym boju poległa po siedmiu spotkaniach, ustępując drużynie Detroit.


W przerwie międzysezonowej Heat postarali się i wzmocnili swój skład niezwykle znanymi nazwiskami, jak problematyczny skrzydłowy, znany z olbrzymiego upodobania do trójek, Antonie Walker, oraz magiczny rozgrywający, "Biała Czekolada", Jason Williams, który kiedyś był stałym uczestnikiem 10 najlepszych akcji tygodnia w NBA Action, a obecnie jest bardzo dobrym rozgrywającym. Załatało to dziurę podkoszową, znajdując porządnego zmiennika dla Adonisa Haslema. Heat mają teraz czterech wybitnych graczy pod koszem: Shaw, Mourning, Walker, Haslem. Taka roszada jest imponująca. Do tego zmiennik dla Dwayne'a i aspiracje do tytułu mistrzowskiego wracają ze zdwojoną siłą.

DETROIT PISTONS
Także Pistons poczynili kilka kroków, które mają zapewnić im powrót na tron. W ich przypadku zmiany w składzie są jednak czysto kosmetyczne, gdyż pozostaje kwestia najważniejsza: zmiana trenera. Ojciec sukcesów Pistons, Larry Brown odszedł ustępując miejsca Flipowi Saundersowi, który w zeszłym roku sprowadził Timbervolves z samego szczytu konferencji w okolice dna. Co daje ta zmiana? Lepsze perspektywy na przyszłość. Coach Brown, nic nie ujmując jego zdolnościom taktycznym był bardzo konserwatywny. Młodzi zawodnicy mieli u niego odgórnie przerąbane, zaś jeśli ktoś raz zasłużył sobie na złą etykietkę nie mógł liczyć na następną szansę. Brown najdłużej ze wszystkich coachów trzymał na parkiecie pierwszą piątkę. Męczył ich do skraju wytrzymałości. Flip jest kimś innym: stawia także na młodzież, zamierza, co potwierdził już w wywiadach dać więcej szans niedocenianemu Darko Milicicowi, który za kadencji Browna ograniczał swą działalność w klubie do podawania ręczników (dosłownie!) oraz Carlosowi Arroyo, perspektywicznemu rozgrywającemu z fantazją. A to tylko wierzchołek góry lodowej. Tłoki ryzykują jednak sporo. Jak wiadomo, ostatni i kto wie czy nie najważniejszy element mistrzowskiej układanki Pistons, Rasheed Wallace słynie ze swojej nieciekawej przeszłości. To zawodnik niezwykle problematyczny, który otrzymywał mnóstwo przewinień technicznych i był bardzo agresywny. Brown potrafiło niego trafić: czy uda się to Saundersowi? Jeśli nie, to mistrzowskie marzenia mogą prysnąć niczym sen, jaki złoty, zaś "Dwie wieże XXI wieku", odpowiednik Duncana i Robinsona z lat '99 mogą się rozpaść. Pistons to największa niewiadoma z głównych kandydatów do mistrzostwa.

PHOENIX SUNS
Najbardziej szalona i najbardziej ofensywna drużyna NBA. Mistrz ubiegłorocznej rundy zasadniczej na silnym zachodzie, grający koszykówkę przypominającą lata sześćdziesiąte, gdzie obrona jest całkowicie sprawą niszową, zaś najważniejszy jest atak. Prowadzona przez Mike'a D'Antoniego, trenera równie postrzelonego i wesołego jak jego zawodnicy drużyna jest zdolna do wszystkiego. Steve Nash, najlepszy zawodnik ubiegłego sezonu, ciągle rozwijający się "nowy Shaw", Amare Stoudamire świetny, wręcz wzorcowy skrzydłowy Shawn Marion, to trio, które może wszystko. PHX stracili jednak kilkoro swoich asów. Przede wszystkim na własne życzenie stracili Quentina Richardsona, zaś później do Atlanty odszedł Joe Johnsonn, który zdecydował się grać w rodzinnych stronach nawet za mniejsze pieniądze. Bardzo altruistyczne, ale w ten sposób atakująca drużyna ma dziurę na pozycji rzucającego obrońcy i to może pokutować. W chwili, gdy pisze te słowa nie ma nikogo, kto zastąpiłby tych zawodników.

Oto czterej najpotężniejsi i najwięksi kandydaci do tytułu mistrzowskiego. Wszystkie drużyny umotywowane, wszystkie pełne głodnych sukcesu graczy, wszystkie stanowią rozumiejący się kolektyw, w którym każdy zna swoje miejsce. Kto zwycięży? Przyjazna atmosfera i autentyczna radość gry drużyny Miami HEAT, wiedzionej przez mistrza wywiadów i guru mediów, Shaqa? A może będzie to nowa-stara drużyna Pistons, w której w końcu obudzi się coś nowego, jakaś iskra nowości? Czy też triumfować będzie nie kto inny, jak ofensywna koszykówka, prezentowana przez Phoenix Suns? Triumf może stać się też udziałem idealnie zbilansowanego składu wiedzionego przez genialnego stratega, czyli drużyna rodem z Texasu, San Antonio Spurs? Moim zdaniem, największe szanse na papierze mają SAS. Nie dość, że mają wspaniały skład, to mają jeszcze skład, który wie co, i w jaki sposób chce osiągnąć. Ma zawodników, którzy albo SĄ już utemperowani przez trenera i wiedzą, co mają zrobić, albo nowych, pokornych, którzy tez szkoły dopiero potrzebują. Wierzę, że za rok znów puchar mistrzów trafi w ręce Tima Duncana, a on znów zostanie MVP Finałów. Zobaczymy, czy moje prognozy się spełnią.



Autor: Jacen

<< poprzednie | spis treści | następne >> 
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)