|
| NBA-Offseason - Kto na mistrza?
Dzisiaj zajmiemy się najlepszą ligą świata,
przynajmniej, jeśli chodzi o sport zwany koszykówką. Chodzi oczywiście o
NBA. Jak wiadomo powszechnie, w październiku rusza nowy, zapewne równie
ciekawy jak poprzedni (lub jeszcze bardziej-czego sobie i wam życzę) sezon. W
poprzednim sezonie po najlepszym finale ostatnich lat drużyna San Antonio Spurs
ostatecznie zatriumfowała nad broniącym tytułu mistrzowskiego klubem Detroit
Pistons.
Jednak, jak co roku w przerwie międzysezonowej dochodzi do
ciekawej roszady zawodników. Gwiazdy zmieniają kluby, dochodzą talenty z
draftu, itd.- wszystko tak zorganizowane, aby dać klubom mniej więcej równe
szanse na starcie. W tym roku offseason nie był aż tak ekscytujący jak w roku
ubiegłym, kiedy to kluby zmieniły takie sławy, jak Shaquille O'Neal czy też
Tracy McGrady, ale zapewniam- słabo nie było, gdyż po raz pierwszy od dawna
drużyny koszykarskie zdają się stawiać na pewną istotną rzecz, której
zostały boleśnie nauczone przez przykład Spurs i Pistons lat ubiegłych- na
kolektyw. To jednak temat na osobny artykuł, tymczasem teraz czas zająć się
właściwym tematem tego tekstu, czyli omówieniem wszelkich zmian, i w
konwencji pewnego podsumowania wytypowania mistrzowskiej drużyny sezonu, który
ma się dopiero zacząć. W razie czego, porównacie ten numer AM Sport z tym z
roku następnego i zobaczycie, jak bardzo się myliłem, czy tez, jakim wspaniałym
jasnowidzem jestem :) Oto, więc najciekawsze informacje o pretendujących do
miana mistrza klubach i ich poczynaniach w offseason:
SAN ANTONIO SPURS
Mistrzowie offseason rozegrali po mistrzowsku. Pakę w
swojej drużynie mają wspaniałą, najsilniejszą w lidze i już w ubiegłym
sezonie grali naprawdę wspaniale i pomimo plagi kontuzji, jak prześladowała
ich w trakcie sezonu potrafili grać bardzo dobrze. Tony Parker i Manu Ginobili,
dwaj liderzy drużyny obok Tima Duncana weszli w najlepszy wiek dla sportowców
i osiągają właśnie apogeum formy. W praktyce Gregowi Popowiczowi wystarczyłoby
zostawić zespół w niezmienionym składzie, a jedynie poprawić trochę grę w
ataku i opracować parę nowych zagrywek. Popowich jednak taki nie jest.
Genialny strateg z San Antonio zwrócił uwagę na jeden
jedyny mankament jego drużyny: grę w ataku. Kiedy Tim i Manu mieli słabszy
dzień, a Tony'emu nie wchodziło żaden z pozostałych graczy nie potrafił
wziąć ciężaru gry na swoje barki. Zespół zawodził na całej linii, toteż
Greg wiedział co robi, zdobywając w trakcie offseason dwie perełki: Nicka Van
Excela i Michaela Finleya. Nie są to zawodnicy młodzi i ostatnie sezony mieli
wyjątkowo nieudane, ale łączy ich jedno: olbrzymia chęć odniesienia końcowego
zwycięstwa, zdobycia tytułu. Van Exel tuła się w wielu klubach odkąd odszedł
z LAL, szukając tego ostatecznego spełnienia. Finley podobnie, odrzucił
oferty takich klubów jak PHX, gdyż uważa, że największą szansę ma właśnie
w SAS. Jak sam powiedział: "Miejsce pośród mistrzów. To naprawdę ekscytujące".
Ci dwaj gracze mają potężny potencjał ofensywny i wypełnią luki w zespole:
Finley odciąży Bruce'a Bowena, zaś van Exel świetnie wczuje się w pozycję
zastępcy Tony'ego Parkera.
MIAMI HEAT
Kiedy w zeszłym roku do zespołu Żarów z Miami dołączał
Shaw wielu miało wątpliwości. To koszykarz, któremu bliżej niż dalej do
zakończenia kariery. Mimo to, legenda o dominacji Shaqa po ubiegłym sezonie
nie ustąpiła, a odżyła na nowo. Tym razem nie za sprawą jego kosmicznych
wyników osiąganych na parkiecie, a jego zdolnościach...mentorskich. Tak! Shaw
to jeden z niewielu graczy w lidze, którzy czynią wszystkich grających wokół
nich lepszymi. Shaw zrobił pewną rzecz, której nikt się po nim nie spodziewał:
zaakceptował rolę "tego drugiego" w zespole, nadając status supergwiazdy
Dwayne'owi Wade'owi. To prawdziwy fenomen, zwłaszcza, jeśli przypomnimy
sobie zaciekłe boje Shaqa i Brytana o supremację w Lakers, co skończyło się
ostatecznie odejściem O'Neala. Ręka Boża musiała dotknąć czułego
miejsca Shaqa, gdyż od początku pobytu w Miami opowiada dziennikarzom, że to
Dwayne jest liderem. Fascynujące. Drużyna już w zeszłym sezonie miała szansę
zdobyć mistrzostwo, lecz po zaciętym boju poległa po siedmiu spotkaniach, ustępując
drużynie Detroit.
| |
W przerwie międzysezonowej Heat postarali się i wzmocnili
swój skład niezwykle znanymi nazwiskami, jak problematyczny skrzydłowy, znany
z olbrzymiego upodobania do trójek, Antonie Walker, oraz magiczny rozgrywający,
"Biała Czekolada", Jason Williams, który kiedyś był stałym uczestnikiem
10 najlepszych akcji tygodnia w NBA Action, a obecnie jest bardzo dobrym
rozgrywającym. Załatało to dziurę podkoszową, znajdując porządnego
zmiennika dla Adonisa Haslema. Heat mają teraz czterech wybitnych graczy pod
koszem: Shaw, Mourning, Walker, Haslem. Taka roszada jest imponująca. Do tego
zmiennik dla Dwayne'a i aspiracje do tytułu mistrzowskiego wracają ze
zdwojoną siłą.
DETROIT PISTONS
Także Pistons poczynili kilka kroków, które mają zapewnić
im powrót na tron. W ich przypadku zmiany w składzie są jednak czysto
kosmetyczne, gdyż pozostaje kwestia najważniejsza: zmiana trenera. Ojciec
sukcesów Pistons, Larry Brown odszedł ustępując miejsca Flipowi Saundersowi,
który w zeszłym roku sprowadził Timbervolves z samego szczytu konferencji w
okolice dna. Co daje ta zmiana? Lepsze perspektywy na przyszłość. Coach
Brown, nic nie ujmując jego zdolnościom taktycznym był bardzo konserwatywny.
Młodzi zawodnicy mieli u niego odgórnie przerąbane, zaś jeśli ktoś raz zasłużył
sobie na złą etykietkę nie mógł liczyć na następną szansę. Brown najdłużej
ze wszystkich coachów trzymał na parkiecie pierwszą piątkę. Męczył ich do
skraju wytrzymałości. Flip jest kimś innym: stawia także na młodzież,
zamierza, co potwierdził już w wywiadach dać więcej szans niedocenianemu
Darko Milicicowi, który za kadencji Browna ograniczał swą działalność w
klubie do podawania ręczników (dosłownie!) oraz Carlosowi Arroyo,
perspektywicznemu rozgrywającemu z fantazją. A to tylko wierzchołek góry
lodowej. Tłoki ryzykują jednak sporo. Jak wiadomo, ostatni i kto wie czy nie
najważniejszy element mistrzowskiej układanki Pistons, Rasheed Wallace słynie
ze swojej nieciekawej przeszłości. To zawodnik niezwykle problematyczny, który
otrzymywał mnóstwo przewinień technicznych i był bardzo agresywny. Brown
potrafiło niego trafić: czy uda się to Saundersowi? Jeśli nie, to
mistrzowskie marzenia mogą prysnąć niczym sen, jaki złoty, zaś "Dwie wieże
XXI wieku", odpowiednik Duncana i Robinsona z lat '99 mogą się rozpaść.
Pistons to największa niewiadoma z głównych kandydatów do mistrzostwa.
PHOENIX SUNS
Najbardziej szalona i najbardziej ofensywna drużyna NBA.
Mistrz ubiegłorocznej rundy zasadniczej na silnym zachodzie, grający koszykówkę
przypominającą lata sześćdziesiąte, gdzie obrona jest całkowicie sprawą
niszową, zaś najważniejszy jest atak. Prowadzona przez Mike'a D'Antoniego,
trenera równie postrzelonego i wesołego jak jego zawodnicy drużyna jest
zdolna do wszystkiego.
Steve Nash, najlepszy zawodnik ubiegłego sezonu, ciągle
rozwijający się "nowy Shaw", Amare Stoudamire świetny, wręcz wzorcowy
skrzydłowy Shawn Marion, to trio, które może wszystko. PHX stracili jednak
kilkoro swoich asów. Przede wszystkim na własne życzenie stracili Quentina
Richardsona, zaś później do Atlanty odszedł Joe Johnsonn, który zdecydował
się grać w rodzinnych stronach nawet za mniejsze pieniądze. Bardzo
altruistyczne, ale w ten sposób atakująca drużyna ma dziurę na pozycji
rzucającego obrońcy i to może pokutować. W chwili, gdy pisze te słowa nie
ma nikogo, kto zastąpiłby tych zawodników.
Oto czterej najpotężniejsi i najwięksi kandydaci do tytułu
mistrzowskiego. Wszystkie drużyny umotywowane, wszystkie pełne głodnych
sukcesu graczy, wszystkie stanowią rozumiejący się kolektyw, w którym każdy
zna swoje miejsce. Kto zwycięży? Przyjazna atmosfera i autentyczna radość
gry drużyny Miami HEAT, wiedzionej przez mistrza wywiadów i guru mediów,
Shaqa? A może będzie to nowa-stara drużyna Pistons, w której w końcu obudzi
się coś nowego, jakaś iskra nowości? Czy też triumfować będzie nie kto
inny, jak ofensywna koszykówka, prezentowana przez Phoenix Suns? Triumf może
stać się też udziałem idealnie zbilansowanego składu wiedzionego przez
genialnego stratega, czyli drużyna rodem z Texasu, San Antonio Spurs? Moim
zdaniem, największe szanse na papierze mają SAS. Nie dość, że mają wspaniały
skład, to mają jeszcze skład, który wie co, i w jaki sposób chce osiągnąć.
Ma zawodników, którzy albo SĄ już utemperowani przez trenera i wiedzą, co
mają zrobić, albo nowych, pokornych, którzy tez szkoły dopiero potrzebują.
Wierzę, że za rok znów puchar mistrzów trafi w ręce Tima Duncana, a on znów
zostanie MVP Finałów. Zobaczymy, czy moje prognozy się spełnią.

Autor: Jacen
| |