:: Szejkanat Orlenu
Młody, spasiony król nafty wygodnie rozsiadł się w siodle,
Bo właśnie przeliczył kasę, którą przysyła mu Orlen.
„Od dzisiaj w nosie mam prawo, a sprawiedliwość mi zwisa;
byleby żyło się klawo, nic mi nie zrobi komisja.”
Pognał wielbłąda do przodu, odeszły precz troski wszelkie:
„Wreszcie mam forsy jak lodu. Ach jak to dobrze być szejkiem!”
Mocno pod boki się ujął, bo w głębi czarnego lądu,
Ciężko na niego harują stada strudzonych wielbłądów.
Na gospodarczej pustyni szejk wciąż obcina im płace,
A liczni beduini tłuką im zadki korbaczem.
Jaskrawe pali ich słońce, podwójne garby się garbią,
Nie piją po dwa miesiące – przecież pracują na czarno!
Tylko im śpiew muezina na licznych radiowych fallach,
O modłach wciąż przypomina swoim przeciągłym: „O Allach!”
A kiedy kosmate czoło w trudzie zalewał im pot,
Wspomnieli przodka, co w ZOO przeskoczył kiedyś przez płot.
Chyba by tego nie zrobił gdyby mu przyszło do głowy,
Że ogród zoologiczny zmieni na namiot cyrkowy.
Do dziś pomiędzy baktriany krąży ta myśl nad Afryką:
Wielbłąd, co był hodowlany, nie będzie umiał żyć dziko!
Gorzów Wlkp. 19.10.2005 r.
- Ferdynand Głodzik
|