:: Zdeprawowane buty Doktora
Bierz bilet i jedź - mawiał Doktor. On nigdy nie mógł.
Coś go zawsze zatrzymywało wbrew niemu.
To przez uda. Są jak jabłonie – mawiał
– Sokiem skraplają niebo. Które niebo?
Spytasz. To błękitne niczym oczy Sinatry. Franek
to był gość. Już takich nie robią.
Potem brał parę zdeprawowanych butów,
które klinowały się w cieśninie Magellana,
między wodą, Ziemią Ognistą z przydrożnej knajpy
a na wskroś nudną zabawą kartograficzną.
Jej kolana są jak podmuch wiatru znad oceanu
- powiadał wsłuchując się w trzepotanie jej rzęs,
przerywane jedynie obłokami dymu - A poniżej kolan
– pochłaniał swoje domysły w największym skupieniu -
skoro piosenka zmierza w tym kierunku,
są te letnie dni, które jeśli nie jesteś na nie
przygotowany, mogą na ciebie skoczyć jak ryby z lasu.
Z jakiego lasu? Jaki las?
Dokładnie to nie wiem – odpowiadał – być może ten,
nad którym jabłoń zawisła niebem.
- Ewan McTeagle
|