:: Byłem podobno somnambulikiem
Prognozy sprzyjały. Wiem – tym razem
musiało się stać. Przy tej wysokości
silny wiatr miał pozwolić delikatnie
ułożyć się obok wróbli, na wierzbie. W domu
naprzeciw ktoś krzyczał – w ramę okna
wczepiony mocno, aż palce bielały. Mógł
zbudzić pisklęta, pomyślałem, one śpią
o tej porze. Zimno. Kto przypuszczał,
że będzie tak zimno? Mżawka
spłukiwała resztki snu. Coraz szybciej,
coraz wyraźniej mijały balkony, odjeżdżały:
i doniczka w paski, i poszewka w słonie,
i sąsiad z twarzą
jak od Muncha. Zielone kolce olbrzymiały
nie wiem kiedy. Chyba coś jeszcze wyczułem;
paczka goldenów w kieszeni. Cała.
- Alter Net
|