N U M E R :
1
grudzień 2005


kontakt

| poprzednie - spis treści - następne |      
Strona - 12 - Coma...

Coma - pierwsze wyjście z mroku

Rzadko z taką niecierpliwością w Polsce czeka się na debiutancką płytę jakiegoś zespołu. Jeszcze rzadziej grupa, która nie wydała do tej pory albumu, potrafi sprawić, aby ponad tysiąc osób przychodziło na jej koncerty. Udało się tego dokonać niepozornej piątce chłopaków z Łodzi. Można śmiało powiedzieć, że wreszcie pojawił się krążek zespołu, za który to miasto nie musi przepraszać.

Na samym początku postanowiłem wytknąć drażniący szczegół. Płyta zaczyna się wokalizą, która przywodzi na myśl tę, znaną z "Ten" Perl Jam. Nie byłby to specjalnie rażący fakt, gdyby nie to, że dalej pojawia się więcej tego typu analogii. Nawet wokal bywa podobny do głosu Eddiego Veddera. Da się zauważyć, że Comie bliżej do nieco starszego gitarowego grania niż obecnej w tej chwili wszędzie nowej rockowej rewolucji (to akurat nie jest zarzut). Mimo tego, osoby, które znały twórczość zespołu wcześniej (np. z demówki), powinny zauważyć postępy. Zdecydowanie więcej tu Comy niż skojarzeń. Zagrywki, które przywodzą na myśl dobrą rockową tradycję, zostały gdzieniegdzie uzupełnione elektroniką. Zdecydowałem się wypchnąć ten fakt przed szereg, żeby potem z czystym sumieniem móc zespół chwalić - o tym uprzedzam lojalnie. Ci, którzy Comy nie lubią, mogą skończyć czytanie recenzji w tym właśnie momencie.

"Pierwsze wyjście z mroku"

Podobnie jak Unia Europejska, Coma ma trzy filary (pełno wszędzie ostatnimi czasy tematyki europejskiej, więc trudno jej uniknąć ;)). Właśnie z tego powodu nie można nie traktować jej poważnie. Pierwsza podpora to wokalista Piotr Rogucki. Jego głos jest silny, momentami wręcz agresywny, a jednocześnie ekspresyjny. Potrafi przy tym zachować linię melodyczną, z czym wielu naszych wokalistów miewa kłopoty. To bardzo ważne cechy w epoce zespołów, w których trudno rozpoznać płeć śpiewającego. Paradoksalnie, Rogucki może się w przyszłości okazać ogniwem, które doprowadzi do rozpadu zespołu. Na razie nic na to nie wskazuje, ale warto zauważyć, że jest on również (a może przede wszystkim) aktorem i zapowiada, że ta właśnie droga życiowa może okazać się dla niego ważniejsza.


Wracam jednak do "Pierwszego wyjścia z mroku", a konkretnie drugiego znaku szczególnego, którym są teksty. Ich autorem jest wspomniany wyżej Piotr Rogucki, więc właściwie można by to załatwić "za jednym zamachem", jednak słowa do utworów Comy zasługują na wyróżnienie. Da się w nich odczuć zapędy poetyckie autora, które bynajmniej nie są nadaremne. Wystarczy wsłuchać się w wyśpiewane hipnotyzującym głosem wersy pierwszego utworu: "Ogromny zgrzyt znieczula nas na szept/ Tak trudno znaleźć drogę w ciepły sen/ Słowa zlewają się w fałszywy ton/ Gdy nadwrażliwość jest jak bilet w jedną stronę stąd" ("Leszek Żukowski") i już nie mamy co do tego wątpliwości. Wielokrotnie pojawia się w tekstach imię Boga ("Chroni mnie wiara/ Niech będzie chwała Bogu" - "Spadam", "Tylko błagam nie załamuj rąk/ Chroni nas Bóg" - "Sto tysięcy jednakowych miast"), ale nie oznacza to, że mamy do czynienia z zespołem ugrzecznionym. Gdy wymaga tego sytuacja, potrafią wykrzyczeć słowa, które mogłyby podrażnić niejedno konserwatywne ucho ("Nie wierzę skurwysynom"), a jednocześnie są komentarzem do sytuacji w naszym kraju.

Pojawił się też utwór, który świadczy o tym, że nie zawsze trzeba podchodzić do ich tekstów na poważnie. Mam tu na myśli kawałek, który nie jest opisany w książeczce, ani na okładce, "Skaczemy". Stanowi wyraźną zachętę dla słuchacza do aktywnego przeżywania muzyki Comy, co może idealnie przydać się na koncercie (skaczemy do góry ludzie/ bo każdy może być na luzie/ skaczemy do góry razem/ kto nie skacze daje plamę).

Czas przejść do trzeciego filaru, jakim niewątpliwie są ballady. Może się to wydać zaskakujące, jeśli wziąć pod uwagę, że Coma to rasowy rockowy zespół. Nie można powiedzieć, że ich płycie brakuje tego rodzaju energii, ale znajduje ona swoje ujście między innymi w balladach. Utworów, które można określić tym mianem jest na "Pierwszym wyjściu z mroku" kilka i praktycznie każdy z nich stanowi bardzo mocny punkt. Od singlowych "Leszka Żukowskiego" i "Spadam", poprzez uzupełnione elektroniką "Sto tysięcy jednakowych miast", do "Pasażera". Jeśli ktoś jednak myśli, że są to typowe przytulańce zbudowane na schemacie: "zwrotka - refren - zwrotka, zapalniczki w górę i płaczemy", to grubo się myli.

Każdy z tych utworów zaskakuje. Przynoszą one momenty transowe, hipnotyzujące, niepokojące, a jeszcze w innych miejscach po prostu melancholijne. Wyrastają na utwory najbardziej charakterystyczne dla Comy, określające ich styl. T o w nich dopatrywałabym się kierunku, w którym zespół może podążyć w przyszłości. Prawdopodobnie sprawiły one również, że debiutancka płyta zespołu grającego muzykę niekoniecznie docierającą do najszerszej publiczności znalazła się w pierwszej dziesiątce na Oficjalnej Liście Sprzedaży (OLIS) w jednym z czerwcowych tygodni. Czy słusznie, oceńcie sami.

Autor:Nawrotus 

    | poprzednie - spis treści - następne |
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)