N U M E R :
1
grudzień 2005


kontakt

| poprzednie - spis treści - następne |      
Strona - 19 - Pat Metheny Group...

Pat Metheny Group - "The Way Up"

Tego albumy wyczekiwałem z niecierpliwością. Niecierpliwością podżeganą przez Trzeci Program Polskiego Radia, w którym fragmenty tej płyty można było usłyszeć jeszcze przed pojawieniem się jej na naszym rynku. Za każdym razem słuchając audycji czekałem na te 3-, 4-minutowe fragmenty z nadzieją, że po raz kolejny będę się mógł nacieszyć tą muzyką. Tak wiem, nie potrafię trzymać czytelnika w niepewności do końca recenzji. Zawsze tak jest, że już, najdalej, w trzecim zdaniu widnieje(praktycznie) moja ocena. Ale zostawmy te dywagacje na inną okazję i przyjrzyjmy się samej płycie.

"The Way Up"

Zawiera ona jeden(tak, jeden) utwór, składający się z czterech części i trwający 68 minut i 10 sekund. Co ciekawe znalazło się w nim miejsce na granie stricte jazzowe, na fragmenty będące balladami oraz na kawałki... naprawdę ciężko jest mi znaleźć dla nich jakąś odpowiednią nazwę, więc może je po prostu opiszę: w tle słychać tajemnicze, tworzące nieco mistyczny nastrój, dźwięki, natomiast w roli głównej występują bardzo krótkie "solówki" na różne instrumenty oraz... cisza. Polecam przesłuchać tę płytę już po zmroku przy zgaszonych światłach, ponieważ wtedy podchodzimy do niej całkowicie inaczej niż jakbyśmy słuchali jej w dzień.


Jeśli ktoś już wcześniej miał styczność w płytami Pat Metheny Group, to będzie wiedział czego może się spodziewać. Albo po prostu będzie mu się tak wydawało, ponieważ ten album jest trochę inny niż poprzednie. Z kolei Ci, którzy jeszcze nigdy nie słyszeli żadnych nagrań tego zespołu powinni przesłuchać tę płytę przed kupnem, ponieważ znajdują się na niej momenty, w których zespół "nie oszczędza" słuchacza, częstując go tak ogromnym muzycznym chaosem, że dla niektórych może on być naprawdę ciężki do wytrzymania. Pisząc "muzyczny chaos" mam tu oczywiście na myśli improwizacje na dwa, a czasem nawet więcej(!), instrumenty jednocześnie.

W przypadku tego albumu niesamowite jest to, że za każdym razem jak go słucham, odkrywam w nim coś nowego. Płyta ta jest owocem prawie 30 letniej współpracy pomiędzy Patem a Lylem. Już w pierwszych dźwiękach można dostrzec ten bagaż doświadczeń, który czyni tę płytę niepowtarzalną oraz dopracowaną pod każdym względem. Słucham tego albumu już od ponad roku i naprawdę ciężko jest mi dostrzec jakiekolwiek wady.

Jak już niektórzy z Was zauważyli, skład zespołu uległ pewnej zmianie od płyty "Speaking of Now", mianowicie pojawił się nowy członek tej grupy. Jest nim Gregoire Maret i na tym albumie usłyszymy go grającego na harmonijce ustnej.

Dla fanów Pat Metheny Group płyta ta będzie obowiązkową pozycją do przesłuchania. Osobom, które zamierzają dopiero rozpocząć swoją przygodę z tym zespołem mogę ją polecić z czystym sumieniem. Według mnie jest to najlepszy album wydany przez Pat Metheny Group do tej pory*.

*proszę nie mylić z indywidualnymi projektami Pata, tudzież z płytami Pat Metheny Trio

Autor:Iskendarian 

    | poprzednie - spis treści - następne |
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)