N U M E R :
1
grudzień 2005


kontakt

| poprzednie - spis treści - następne |      
Strona - 15 - Thelonious Monk...

Thelonious Monk - "Monk's Music"

1917-10-11 w Rocky Mount urodził się człowiek, który na zawsze odmienił muzykę zwaną jazzem. W wieku sześciu lat zaczął grać na fortepianie, a jako jedenastolatek zaczął pobierać lekcje nauki gry na tym instrumencie. Na początku grywał na organach w kościele. Później zaczęły się występy klubowe, następnie grał na pianinie w orkiestrze Kenny'ego Clarke'a, a od 1947r. zaczął prowadzić własne zespoły. W tym momencie rozpoczęła się kariera Theloniousa Monka, j ednak w roku 1951 został oskarżony o posiadanie narkotyków i st racił kartę upoważniającą go do występów w Nowym Jorku. Zezwoleni e na pracę Monk odzyskał dopiero w roku 1957 i zaraz po tym zgromad ził kwintet, z którym koncertował w nowojorskim klubie Five Spot. W t ym właśnie okresie powstał album, o którym ma być ta recenzja, a który król uje ostatnimi czasy w moim dziennym repertuarze.

"Monk's Music"

Znalazło się na nim osiem utworów(lista poniżej). Obok wspomnianego już Monka możemy usłyszeć tu takich słynnych muzyków jak: Art Blakey, John Coltrane czy Coleman Hawkins. Wszystkie utwory na tej płycie zostały skomponowane przez Thelo niousa Monka, a całość nagrana została w roku 1957.

Jednakże dość już o faktach. Nadszedł czas na najbardziej subiektywną część tej recenzji, mianowicie s krobnę kilka słów o poziomie, jaki te kompozycje sobą prezentu ją. Jako osoba lubująca się w utworach instrumentalnych bez jaki chkolwiek przejawów śpiewu, stwierdzam, że płyta ta jest po prostu geni alna(teraz nastąpi seria "achów" i "ochów", którą, jeśli Cię takowe nudzą, D rogi Czytelniku, możesz pominąć). Utwory są zbudowane na zasadzie improwizacj i wokół jakiegoś motywu przewodniego, czyli tak jak tygrysy lubią najbardziej. W utworach panuje bałagan i wszechobecny chaos. Jednocześnie towarzyszy słucha czowi uczucie, że wszystko, każdy dźwięk znajduje się na swoim miejscu. Oczywiście u czucie to rodzi się dopiero po drugim, a nawet trzecim przesłuchaniu tego albumu, w któ rym za każdym razem jak go słucham odkrywam coraz to inne smaczki ukryte pod postacią sz alonych improwizacji.


Pierwszym utworem jaki przypadł mi do gustu jest drugi z kolei: "Well, You Needn't"(to pewnie dlatego, że słuchanie płyty zacząłem właśnie od tego kawałka). Utwór uznawany przez wielu za standard jazzowy, podobnie zresztą jak i utwór "Rubby, My Dear", który również znalazł się na tej płycie. Urzekł mnie on swoją lekkością, a zarazem przeogromną wprost dawką improwizacj i na instrumenty rodzaju wszelakiego, począwszy od pianina, a skończywsz y na trąbce(gwoli ścisłości były to już wspomniane: pianino i trąbka oraz b ębny, saksofon tenorowy i altowy oraz kontrabas). Trochę żałuję, że nie przył ączył się do tego genialnego septetu jakiś gitarzysta, ale to w cale nie wpływ a na jakość tej, jakże pięknej, muzyki. Szczerze mówiąc wydaje mi się, że pojaw ienie się jakiegoś dodatkowego muzyka wpłynęłoby na tę płytę w niekoniecznie pozytywny sposób.

Jednak na każdej płycie możemy doszukać się elementów, które nam nie przypadną do gustu i nie inaczej jest w tym przypadku. Otóż, jak już co niektórzy z Was zauważyli(Ci, co zaczynają czytanie recenzji od koń ca ;)), dwa spośród ośmiu utworów się powtarzają. Za pierwszym razem to nie pr zeszkadza, jednak słuchając tej płyty po raz kolejny możemy zauważyć tutaj pewn ą monotonię. Wprawdzie nie jest to wina poziomu, jaki utwory te sobą reprezentują , ale ponieważ taki, a nie inny układ kompozycji znalazł się na tym albumie, więc wspomnieć o tym fakcie również należy.

Przyznam się, że najbardziej odpowiadają mi nagrania koncertowe, ponieważ wtedy tak naprawdę poznajemy możliwości wykonawcy, z którym mamy do czynienia. Właśnie na koncertach okazuje się czy jest on "arty stą" czy może zwykłym "rzemieślnikiem", który po prostu odgrywa to, co ma z apisane na kartce papieru. Dlatego też podchodziłem ostrożnie do tej płyty, nie licząc na nic szczególnie wyśmienitego. Ot, kolejna dobra produkcja. Dopie ro po jej przesłuchaniu zauważyłem, jaki błąd popełniłem niedoceniając tej legend y jazzu, czego wstydzę się do dziś.

Podsumowując: większych "zastrzeżeń" nie stwierdzono. Stopień improwizacji oraz niesamowite poczucie rytmu Monka spr awia, że muzyki tej słucha się z przeogromną przyjemnością. Cał ość prezentuje się wprost idealnie i polecam tę płytę wszystkim fano m jazzu, zarówno tym, którzy mieli już styczność z twórczością Monka, j ak i tym, którzy słyszą o nim po raz pierwszy.

Lista utworów:

1. Abide With Me 0.51

2. Well, You Needn't 11.24

3. Ruby, My Dear 5.26

4. Off Minor (take 5) 5.07

5. Off Minor (take 4) 5.13

6. Epistrophy 10.45

7. Crepuscule with Nellie (take 6) 4.37

8. Crepuscule with Nellie (take 4 and 5) 4.46



Autor:Iskendarian 

    | poprzednie - spis treści - następne |
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)