N U M E R :
1
grudzień 2005


kontakt

| poprzednie - spis treści - następne |      
Strona - 06 - U2...

U2. Irlandzki Kameleon

Ten artykuł początkowo miał być krótką recenzją, ale pomyślałem, że w oparciu o moją ulubioną płytę U2 mogę prześledzić całą historię grupy, a jest o czym pisać bo historia zespołu założonego przez czterech młodych, zbuntowanych Irlandczyków jest nader bogada i ciekawa. A więc zacznijmy typowo, od przybliżenia krążka po który sięgam najczęściej. Płyta Rattle and hum była pewnego rodzaju sprawdzianem dla grupy. Poprzedni album zatytułowany The Joshua Tree wyniósł muzyków na sam szczyt, teraz trzeba było udowodnić swoją wartość i nieprzypadkowość wielkiej popularności. Trasa promująca poprzednie dzieło przebiegała przez 15 krajów. Koncerty obejrzało w sumie ok. 3 miliony fanów. Muzycy musieli po tych przeżyciach dobrze wypocząć. Trwało to jakiś czas, ale w końcu nadszedł moment by powrócić do studia i stawić czoła nowym wyzwaniom.

Oceńmy efekty. Pewnie ci którzy czytają moje recenzje zdążyli już zauważyć, że bardzo często dokładnie opisuję płytę, nie pomijając żadnego utworu. Tak też będzie i tym razem. Po prostu chcę by czytelnik miał p ełną wizję tego co może go spotkać gdy sięgnie po ten krążek. Oczywiście należy podkreślić, że przedstawiam tu moje spostrzeżenia i możliwe jest, że będziecie mieć inne odczucia po przesłuchaniu tego albumu.

No i od samego początku muzycy zaskakują. Płytę otwiera nagr anie z repertuaru The Beatles zatytułowane Helter Skelter. Jest to jedna z moich ulubionych piosenek The Beatles - mówi The Edge. Poszukiwaliśmy utworu, który w jak najlepszy sposób mógłby oddać naszą współczesną sytuację. Tę w jakiej znajdowaliśmy się na trasie koncertowej. Kiedy wyruszasz na tournee po Ameryce, szyboko przeradza się ona w cyrk. Ta piosenka odzwierciedla ten chaos, który z czasem staje się zmorą. Drugi utwór i drugie zaskoczenie. The Edge na wokalu! Kawałek Van Diemens Land poświęcony jest poecie Johnowi Boule O'Reilowi, który za swą poezję został deportowany do Australii. Muzycy podkreślali, że ni e zainspirowała ich tu poezja lecz dylemat: Czy został wypędzony za to co mów ił, czy ze względu na nie najlepszy sposób wyrażania myśli. Jest to jeden z ciekawszy ch momentów na płycie, robi duże wrażenie gdy słucha się go po raz pierwszy.

Trzeci w kolejności jest Desire. Numer o dumie i pożądaniu. Ka wałek typowy dla U2. The Edge w jednym z wywiadów powiedział, że to hołd grupy dla Bo Diddleya. Hawkmoon 269 został nagrany z gościnnym udziałem Boba Dylana. Dylan zagrał tu na... organach Hammonda. Numer powoli się rozkręca by przy końcu wybuchnąć niczym bomba. No i skoro już jesteśmy przy Dylanie. Kolejne zaskoczenie na płycie to All along the Watchtower zagrane jakby od niechcenia na koncercie w San Francisco. Od niechcenia ale jak pięknie. Z kolei Silver and gold to już przygoda z The Rolling Stones. Pod wpływem spotkania z Richardsem i Jaggerem Bono napisał tekst, a potem wspólnie z gitarzystą Stonsów i Ronem Woodem opracowali resztę.

U2
Na płycie pojawia się też jeden z mega hitów zespołu, Pride (In the name of love). Nagrania możemy odsłuchać tu w wersji koncertowej, odśpiewanej przez Bono, którego w refrenach wspierają fani. W wersji Live kawałek ten nabiera siły i moim zdaniem brzmi lepiej niż wersja studyjna. Odnośnie następnej pozycji muszę zaznaczyć, że nigdy nie lubiłem instrumentów dętych wplecionych w numery rockowe. Zawsze w takiej sytuacji na myśl przychodzi mi orkiestra strażacka maszerująca drogą przy okazji jakiegoś święta narodowego. A więc, następny jest Angel of harlem. Kompozycja poświęcona Billie Holiday. Polecam wersję unplugged, bez trąb i innych dmuchajek :-)

Wszyscy panowie w U2 zawsze doceniali muzykę B.B. Kinga. Gdy wreszcie mieli okazję spotkać się w studio otwarcie przyznali, że przez pierwsze chwile byli bardzo onieśmieleni. Jednak wszystko świe tnie się ułożyło i tak powstał utwór When love comes to town. No i mamy chw ilę oddechu. Po kilku szybkich kompozycjach mamy piękną, niepowtarzalną balla dę. Choć zastanawiam się czy słowo "ballada" jest odpowiednie dla tego utworu. Mowa tu o Heartland. Moim zdaniem jest to jeden z najpiękniejszych kawałków jakie kiedykolwiek pow stały. Przelane na papier i odśpiewane spostrzeżenia muzyków o Ameryce, kraju wielce zróżnicow anym, wspaniałym i przerażającym zarazem. Instrukcja obsługi: Najlep iej słuchać podczas jazdy samochodem o zmierzchu :-)

No i mamy jeszcze jedno nawiązanie do Beatlesów, a konkre tnie do Johna Lennona. Utwór God Part II to jawne nawiązanie do numeru Lennona zatytułowanego God. Adam Clayton stwierdził, że to uwspółcześniona wersja tamtej piosenki roztrząsająca ten sam dy lemat. Bullet the blue sky. Podobno po tym kawałku muzycy nie są w st anie już nic więcej zagrać na koncercie. Jazgotliwa gitara przypominają ca wyczyny Jimiego Hendrixa w połączeniu z politycznym tekstem dały tu dość przygnębiający efekt. Ten numer odgrywany na koncertach to istny teatr. The Edge rzeźbiący na gitarze i Bono miotający się po scenie z ogromnym reflekt orem, który na zmianę oświetla widownię i Edge'a.


Bono
Na koncertach to już koniec, na płycie jeszcze nie. Ten kawałek jest o obsesyjnej miłości i jej destrukcyjnej sile - to komentarz The Edge'a do All I Want Is You, utwo ru kończącego ten pełen niespodzianek album. Muszę przyznać, że swego czasu często sięgałem po to wydawnictwo i czynię to nada l, jednak teraz trochę rzadziej. U2 od tamtej pory bardzo się zmienił o. Fani zespołu podzielili się na obozy chołdujące różnym okresom działal ności grupy. Na różny sposób można segregować albumy zespołu gdyż brzmienie tej irlandzkiej grupy od pewnego momentu zaczęło zmieniać się jak kameleon. T rzy pierwsze dzieła: Boy, October i War to surowe, młodzieńcze granie i chyba też po trosze okres nauki. Warto też podkreślić, że na z każdym z tych albumów l iczba przebojów zwiększała się, a ten ostatni, czyli War był już nimi naszpikow any po uszy. Po tym albumie coś się skończyło. Zespół, który szedł obraną przez sieb ie drogą doszedł do celu. Muzycy zostali zauważeni.

No i pojawiło się pytanie. Wędrować dalej w tym samym kierunku, mijać te same drzewa czy skręcić w najbliższą boczną dróżkę i zobaczyć dokąd ona prowadzi. Żaden z panów nie miał wątpliwości. Skręcili, ale najpierw rozbili sobie obozowisko by odpocząć. Okres stagnacji trwał prawie dwa lata. Po tym czasie, światło dzienne ujrzał album The Unforgetable fire, który był początkiem chyba tego największego U2. Brzmienie Zaprezentowane na tej płycie, jak i na The Joshua Tree i Rattle and Hum to przede wszystkim bogata przestrzeń, mnogość brzmień i pomysłów. U2 drugiej połowy lat osiemdziesiątych to prawdziwy fenomen na tle muzyki jaką grało się w tamtym okresie. No i mamy tu znowu trzy albumy, po których został zamknięty drugi rozdział w historii grupy.

Analogicznie, muzycy powinni teraz przejść kolejną metamorfozę. No i tak też się stało. O ile fani tego pierwszego, surowego stylu, m ogli zaakceptować drugi okres w działalności grupy, tutaj już nie byli tak tolerancyjni. Grupa, wraz z wydaniem w listopadzie 1991 roku albumu Ach tung Baby zyskała wielu nowych fanów, ale też wielu straciła.

U2 lat 90ych to coś zupełnie nowego. Jesteśmy pieprzonymi rock'n'rollowcami i możemy robić to, co nam się żywnie podoba - to wypowiedź The Edge'a po wydaniu kontrowersyjnego albumu PO P, świetnie pasująca do opisu trzeciego okresu w działalności gru py, do którego zaliczyłbym Achtung Baby, Zoorope i POP. Możnaby rzec , że to albumy nowoczesne. Achtung... to ogromny sukces komercyjny. Pios enki zawarte na tej płycie są bardzo medialne. Praktycznie każda z nich mogłaby odnieść sukces gdyby nakręcić do niej teledysk. Zooropa to album w ykorzystujący podobne techniki do tych z Achtung Baby, jednak nagrany bardzi ej dla siebie niż dla publicznośći. No i POP, najbardziej zwariowany, pokręcony i dziwaczny album w historii U2 (nagrany po prawie czteroletniej przerwie!).

Widać syntezatory, nowoczesne sample i automaty do perkusji też m ogą się znudzić. Ostatni jak dotych czas album grupy, All that you ca n't leave behind jest zdecydowanie spokojniejszy i być może otwiera czwartą trójkę płyt. Jednak nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, że ta płyta jest powrotem do korzeni. Zawartość tego krążka to w większości pop-rock, czy też rock komercyjny. Jak go zwał tak go zwał, ale na pewno nie można tego porównywać z dokonaniami zespołu w latach osiemdziesiątych. Dotychczasowa dyskografia pokazuje, że irlandczycy prezentują boga ty wachlaż możliwości i czy to się komuś podoba czy nie, nigdy n ie dadzą się zaszufladkować. Sami twierdzą, że rodzaj granej przez ni ch muzyki to rock'n'roll, a jak wiemy to bardzo szeroko rozumiane pojęci e pozwalające swobodnie poruszać się w magicznym świecie dźwięków. Teraz nie p ozostaje nam nic innego jak tylko czekać na to, co zrobią muzycy. Biorąc pod uwagę historię grupy, napewno będzie to coś nietuzinkowego.



Autor:Nawrotus 

    | poprzednie - spis treści - następne |
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)