|
Bezpośrednia kontynuacja którejkolwiek części Final Fantasy? Herezja – zakrzyknęli z miejsca jedni, drudzy ryknęli – Genialne.
Cóż, prawda leży po środku, co się dosyć często zdarza, choć nie jest wcale źle, ba – jest dobrze i to całkiem, całkiem. Od dawien dawna oczekiwano kontynuacji FFVII i choć ta się ukazała, nie jest tym, na co wszyscy czekali, bo zamiast oczekiwanej drugiej części gry, lub chociaż remake’u (na PS3 też raczej nie wyjdzie, buu), zrobiono film i poboczną przygodę Vincenta Valentine’a w konwencji TPP, zatytułowaną FFVII: Dirge of Cerberus, nie mówiąc o prequelu na komórki(!) FFVII: Before Crisis z Turkami w rolach głównych. Sequela doczekało się za to FFX, a on sam został wydany pod szyldem Square Enix, co nieco rzutuje na jego charakter, ale ja nie o tym:).
FFX-2 rozpoczyna się dwa lata po wydarzeniach z FFX, po definitywnym zniknięciu kilku osób w zakończeniu tegoż i definitywnym pokonaniu Sina i Yu Yevon’a na Spirze zapanował Eternal Calm. Niestety nie jest zbyt spokojnie, ponieważ o mieszkańców planety walczą dwie organizacje – New Yevon i Youth League. Jedna kontynuuje politykę religii Yevon i podchodzi do zmian sceptycznie, a druga chce jak najszybszych i dość radykalnych zmian w życiu i na świecie. Na dodatek na świecie pojawiły się grupy łowców sfer, którzy poszukują sfer z zapisem dawnych czasów, lub dających w jakiś sposób zarobić. Yuna przyłącza się do jednaj z takich grup – Gullwings, do której należy Rikku, trzecią osobą w składzie drużyny jest Paine. Dzięki temu Yuna ma nadzieję na znalezienie Tidus’a, którego zobaczyła na jednej ze sfer znalezionych przez Gullwings. Fabuła rozwija się dosyć powoli, watek poszukiwania Tidus’a niby pcha akcję i Yunę do działania, ale nie przejmuje nigdy szczególnie wyraźnej roli w tym co się dzieje na ekranie. Najważniejsze są poszukiwania sfer, walka z konkurencyjnymi łowcami sfer – Syndykatem Le’Blanc, rozwikływanie przeszłości Paine, rozwiązywanie konfliktu jaki powstaje na Spirze, odnalezienie tożsamości głównego Bad Boy’a – Shujin’a, zniszczenie Vegnagun’u i setki innych rzeczy. Niestety, nie ma już takiej ciągłości fabularnej jak kiedyś i daje się to we znaki, kiedy pod koniec gry wszytkie wątki zaczynają się szybko wyjaśniać a na dodatek jest tego dużo, wiec… mogłoby być lepiej, choć tylko troszkę:). Klimat zmienił się mocno, nie jest to już bardzo poważna fabuła FFX, teraz jest ZNACZNIE bardziej rozrywkowo, a i pojawiło się sporo minigierek zręcznościowych, jak i logicznych. Ogółem fabuła jest bardzo dobra, co FF to jednak FF – mimo, że już nie „czysty” Squaresoft - to knota nie puszczą w świat:).
System rozgrywki zmienił się nie do poznania – nie liniowej fabuły (a ta była czasem aż ZBYT liniowa), zamiast tego zastosowano bardzo fajny patent z możliwością dowolnego zwiedzania świata i wypełniania misji w każdej z lokacji. Misji jest sporo, czasem po kilka w jednej lokacji w jednym rozdziale (tych jest pięć), z których prawie każda daje nam po kilka procent na wskaźniku ukończenia gry. Taki wskaźnik zawsze pojawia się na mapie, przy wybieraniu lokacji i pokazuje ile udało nam się do tej pory odkryć i zrobić na Spirze. Ma też wpływ na kolejną nowość – różne zakończenia. Jest ich kilka, ok. sześciu i każde różni się dosyć znacznie od innych, jest i złe i kilka wariantów dobrego, a i idealne się znajdzie, dostępne przy uzyskaniu 100% przejścia gry, co wcale nie jest łatwe za pierwszym razem. Właśnie – kolejna nowość: New Game +. Po przejściu gry można utworzyć save’a, który pozwoli przejść grę od nowa, z zachowaniem wszystkich zdobytych zawodów i wyćwiczonych umiejętności, ekwipunku i co najważniejsze zdobytego wyniku procentowego, więc będzie bardzo prosto zdobyć brakujące do procenty, co by uzyskać ich 100.
Dużym zmianom uległ system walki i ekwipunku. Teraz dziewczyny mogą korzystać z dużej liczby klas zawodowych, jak Gunner, White i Black Mage, Thief, Warrior i wielu innych, zawodów jest kilkanaście,
wszystkie są zróżnicowane i każda znajduje zastosowanie. Wszelkich umiejętności trzeba się wyuczyć za zdobywane w walce punkty AP, ich ilość potrzebna do nauczenia jest podana w menu, mamy pełną możliwość wyboru, czego się uczyć, choć wiele umiejętności pojawia się dopiero po wyuczeniu innych, np. wyższe poziomy magii u Black Mage itp. Każda klasa to inny stój dla naszej panny – niektóre są naprawdę ciekawe:). Poziomy zdobywa się tym razem klasycznie, za doświadczenie otrzymywane po walce i awansuje się oddzielnie od zdobywani umiejętności aktualnie używanej klasy. Jedno jest pewne – awansuje się szybko i nie ma najmniejszych trudności z uzyskaniem 99 lv. – a szkoda, choć nie jest tak źle jak w FFVIII, gdzie dało się napakować postać z poziomu ok. 30 na 100 w czasie poniżej godziny. Idealnie było w FFVII (wiem znowu o tym:)), nie było ani przesadnie trudno (jak w FFIX – szło ogłupieć), ani za łatwo (FFVIII…). Walki na powrót rozgrywane są w systemie ATB – pasek gotowości napełnia się zależnie od parametru szybkości laski, a gdy dojdzie do końca można wykonać akcję. Z tym, że teraz niektóre akcje przez chwile się „ładują” i mogą zostać anulowane atakiem wroga, choć działa to i w drugą stronę. Ataki fizyczne, jeśli szybko po sobie wykonywane można łączyć w combo’sy zwane „chain”, co sprawia, że każdy kolejny szybko wykonany atak zadaje większe obrażenia. Zabrakło niestety Limt’ów lub jak kto zwał, Overdrivów – minus.
|
Nie już ma znanej z FFX możliwości zabicia wroga przez bardzo silny atak, który zostaje uznany za Overkill i sprawia, że po walce jest więcej doświadczenia i lepsze przedmioty, lub więcej standardowych. Za to nowy motyw zwany Oversoul – wróg z nagła wchodzi na wyższy poziom istnienia i staje się znaczenie silniejszy, zyskuje nowe, silne ataki i więcej HP, zostawia więcej doświadczenia, kasy i lepsze przedmioty, a i można ukraść mu znacznie więcej kasy, lepsze przedmioty i jest ogólnie znacznie zabawniej:). Choć czasem trudno takiego draba zabić, np.: Oversoul’owany Elder Drake i Mega Tonberry to nieźli kilerzy. Nie ma Aeon’ów – szkoda. Z ekwipunku mamy możemy założyć tylko po dwa akcesoria na jedną lasencję, reszta jest wyposażeniem danego zawodu. Zawody, będące zapisane w Dresspheres należy umieszczać na czymś zwanym Garment Grid (Siatka Garderobiana – litości:)). Co pozwala na dowolną ich zmianę w czasie walki (wiążącą się z efektowną animacją), dodatkowo GG często ma dodatkowe wspomagające właściwości, co pozwala na niezłe kombinowanie z układami zawodów i wyborem GG dla danej panny. Walki same w sobie są proste, choć trudniejsze niż w FFX, niestety nie ma już tak wielu dodatkowych bossów, a jedynym miejscem gdzie można spotkać zarówno pakernych „szefów” jak i takeż same potworki to ukryty, 100 piętrowy loch Via Infinito, znajdujący się w Bevelle.
Grafika FFX była wielkim szokiem – FFX-2 ma ją jeszcze lepszą. Ponownie widać używanie kilku modeli postaci, przy czym najbardziej szczegółowe powodują prawdziwy opad kopary:). Jest bardzo ładnie, kolorowo (momentami zbyt) i stylowo – trudno to określić, ale widać, że to Spira:). Filmiki jak zawsze – najwyższa klasa, mistrzostwo samo w sobie, niestety, jest ich naprawdę mało. Z muzyką jest równie dobrze, o ile FFX miał ją średnią, a najlepsze były ponownie aranżowane kawałki z poprzednich części, tak tu jest świetnie – klimatyczne, nowe kawałki idealnie pasują do nowego klimatu. I choć na co dzień słucham metalu, nie przeszkadzał mi „zabawowy” pop w intrze, ba – nawet mi się spodobał:). Choć szkoda, że nie pozostawiono go w oryginalnej, japońskiej wersji, tam był ładniejszy – wystarczyły by standardowe napisy. Głosy są podłożone idealnie – 99% to ci sami aktorzy co w FFX, a i nowi spisali się świetnie, zwłaszcza aktorka podkładająca głos pod Paine.
Mimo, że nie tak dobra jak wielka poprzedniczka, FFX-2 jest kawałem solidnego kodu. Jak zawsze pojawiają się zapadające w pamięć sytuacje i zdarzenia (choćby niesamowita akcja w Den of Voe, lub rozmowa z Tremą i jego teksty – także te rzucane w czasie walki, a i bardzo fajne i miłe zakończenie, itp.). Szkoda, że dużo tu zagrywek pod publiczkę, jak np.: tylko żeński skład, niektóre sytuacje (ba, gra byłą cenzurowana poza Japonią z kilku scenek i dialogów – szkoda jak diabli:)), czy momentami już wyjątkowo – stroje w niektórych profesjach. Poza tym europejczycy mogą się czuć zrobieni w srogiego balona – w Japonii była druga płyta DVD a na niej filmik pokazujący w jaki sposób Yuna przyłączyła się do Gullwings, było tam mnóstwo dodatków, artworków itp. Była też dodatkowa, specjalna misja – zatytułowana Last Mission, dodająca miasto, wielką wierzę, możliwość łapania, hodowania i trenowania potworków i kilka innych rzeczy. Wciąż narzekam, ale to naprawdę warto zagrać, zwłaszcza, żeby zobaczyć zakończenie (polecam to najlepsze) świetnej i niezapomnianej historii o spirali śmierci z
FFX.
|
|
|
Fabuła
Bohaterki :)
Świetny system
Nieliniowość
|
Zagrania pod publiczkę
To nie do końca już to
Za mało filmików
|
Gatunek: jRPG
Producent: Square Enix 2004
Język: Angielski
|
PlayStation 2
|
|