« poprzednia | spis treści | następna »  
Na wojenkę by się szło…
Iggy

Siedząc przed konsolą i radując się z każdego zabitego przeciwnika nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, co może knuć przeciw nam rząd U.S.A. Czy nie zastanawialiście się, dlaczego naród grubasów serwuje gry z ogromną dawką przemocy, gdzie zabijanie to coś normalnego. Zauważyliście, że bez wahania naciskacie na wirtualny spust. Myślicie pewnie, że mi- graczowi- odbija już totalnie, ale niech to będzie mój glos na temat spisku, który kroi się w Ameryce. Felieton traktujcie z przymrużeniem oka, takie „gdybanie”.

Każdego dnia na całym świecie ludzie bez skrupułów mordują się nawzajem, powodem są wojny, polityka, poglądy a nawet religia. Całość jest spowodowana jakimś impulsem determinującym do takiego działania, bo przecież, czy każdy człowiek zabija z ochotą i uśmiechem na twarzy, raczej nie. Owe determinanty są bardzo różne, zależy to od ww. powodów. Jeśli mamy religię to determinantem są tradycje i święta wojna. Jeżeli weźmiemy politykę, to mamy chore wizję np. takiego wuja Adolfa z Dojczlandu. Ale przyjrzyjmy się Stanom Zjednoczonym, gigantowi elektronicznej i filmowej rozrywki. To oni w większości karmią nas filmami i grami. Zatem nasuwa się pytanie, czy gry i filmy mogą być determinantem do zabijania? Krzywdzenie drugiego człowieka musi mieć swoje źródło, przecież nie zabijamy bliźniego dla zabawy, wszystko ma swoja przyczynę. 
Od ponad dziewięćdziesięciu lat mózg rasy ludzkiej jest poddawany praniu przez wszelkiego rodzaju rozrywki, niekoniecznie w pełni etyczne. Pokazując, z jaką łatwością można zabić drugiego człowieka w naszym mózgu dochodzi do lekkich zmian, które z czasem przeobrażają człowieka w maszynę do zabijania. Czy zatem U.S.A wykorzystuje ten fakt i próbuje manipulować ludźmi niczym lalkami, czy EA żyje z pieniędzy rządu? Przyjrzyjmy się, więc młodemu Amerykaninowi, 17 lat. Całe dnie spędza w swoim śmierdzącym pokoju, grając w coraz to lepsze gry i oglądając filmy z czerwonym kwadracikiem (nie chodzi mi o pornolne Caleb), podniecając się każdą kropla krwi, każdym wystrzelonym nabojem. Pragnie być jak oni, bohaterzy z 28 calowego kineskopu. Nadchodzi rok 2003, 20 marca, młody „pan Amerykanin”, już osiemnastolatek idzie do woja, aby walczyć za swoją ojczyznę. Dzięki grom i filmom bogatszy jest o nowe doświadczenia, niestety. Wyobraża siebie jako Solid Snake’a, samotnie eksterminującego setki irakijskich bojówkarzy, jest gotowy zabijać, ba, z niecierpliwością czeka, aby odstrzelić „irackie dupsko”. Karmiony przez wytwórnie filmowe i zespoły developerskie, chłopak nie cofnie się przed oddaniem strzału, a można pomyśleć ilu takich „amerykańskich dzieciaków” jest!

Bush ze swoim sztabem przemyślał plan doskonały, trening na „terminatora” poprzez „Medal of Honor”, „Call of Duty”, „Brothers In Arms” oraz wiele innych? Być może spisek nie zamyka się na U.S.A, możliwe, że to ogólnoświatowa zmowa, tajny projekt! Pomyślmy trochę, gramy po to aby nauczyć się przetrwać, wyzbywając się uczuć. Doskonałym przykładem jest film Pana Moore’a, „9/11”, gdzie młody żołnierz opowiada, że tu, na wojnie jest jak w grach komputerowych: „chodzisz, celujesz, zabijasz, boom!”. Nie chcę zniechęcać do grania w tytuły 18+, lecz tylko przestrzec przed czychającymi niebezpieczeństwami, jakie niosą za sobą produkty masowej rozrywki ze znaczkiem „Violence and Gore”. Mogę śmiało stwierdzić, że stajemy się obiektem wszędobylskiej manipulacji, uderzającej ze wszystkich stron. Reklamy mówią co jest dobre, filmy tworzą w naszych umysłach ideał człowieka a gry dają namiastkę wojny i pozwalają się odstresować po ciężkim dniu w szkole, pracy. A co by było, gdyby przeciętny zjadacz chleba nasycił się grami? Wyszedłby na ulicę bawić się w GTA, skoczyłby na miotle z 5 piętra by poczuć się jak Harry P. a może by tak wpadł do tamtejszego parku i przez kilka dni by polował na ludzi niczym predator, możliwości jest wiele, przyczyna jedna- gry, chore i płytkie jak kałuża moczu wysikanego przez Łatka. Do czynienia mamy z idealnym planem, opracowanym przez najtęższe mózgi Ameryki, których zadaniem jest ogłupianie ludzi i determinowanie do czynności, które są wbrew ludzkiego postępowania. Na zakończenie warto dodać, że w U.S.A większość żołnierzy to chłopaczki w wieku 18-20 lat, a jak wiemy ten przedział wiekowy kocha gry. Ucząc się zabijać w grach, wyzbywamy się człowieczeństwa, ludzkich odruchów. Wiem, ze brzmi to jak wycinek z gazetki, którą dosiejecie od świadków Jehowy, ale pomyślcie czasem, czy U.S.A chce nas wycyckać? Czy gry są robione z myślą o przyszłych działaniach wojennych? Czy akcja w Iraku to była tylko próba tego, co nas czeka? Odpowiedź brzmi… raczej nie, ale fajnie sobie tak czasem poprzestawiać groteskowe wizje i postraszyć czytelników, hehehe. Żegna się z wami Dr hab.

Psych(ol<?>)iatra Igor alias wujek dobra rada Iggy. Pamiętajcie, Bush czeka na nasze biedne duszyczki…. O! teraz to się nasuwa kolejne pytanie. Skoro Bush jest żniwiarzem dusz, to może został zesłany przez samego Belzebuba, olaboga… 

« poprzednia | spis treści | następna »