Vader - The Beast

Było to 24 sierpnia (jak się później okazało, tego dnia właśnie ostatni raz spotkałem się z pewną osóbką...), pojechaliśmy całą rodzinką na zakupy. Ja oczywiście wparowałem do działu z muzyką i zacząłem szukać czegoś interesującego i taniego. Po przewertowaniu pokaźnej liczby krążków dotarłem do polskiej legendy - Vadera. Jako że znałem ten zespół jedynie z tekstów, miałem nieodpartą ochotę zakupić coś autorstwa Olsztynian. No i dorwałem ich najnowszy krążek, The Beast. Cena atrakcyjna, bo 30 zł, a jakby tego było mało, to jeszcze dorzucono krążek z ponad 20-minutowym materiałem filmowym opowiadającym o powstaniu The Beast oraz pięcioma "klipami", dwa nagrane w studio (Dark Transmission i Choices) oraz trzy z Metalmanii 2003 (Epitaph, Wings, The Nomad). Miodzio! Po jakimś czasie trafiłem do domciu i po raz pierwszy przesłuchałem krążek. Następnie obejrzałem materiały filmowe i... poczułem się naprawdę zadowolony z zakupu. Gdzie nie spojrzę, tam o The Beast same nieprzychylne opinię. "Olsztyńska bestia zżera własny ogon" itd. Dookoła zarzuty, że Vader od kilku lat nagrywa tą samą płytę, że tworzą swoje kompozycje według mocno wyświechtanego schematu, który sami jakiś czas temu stworzyli... Ogólnie rzecz biorąc, mówi się o niesamowitej wtórności. Czemu nie podzielam tych opinii? Bo to przecie mój pierwszy kontakt z Vaderem. :) I spodobało mi się! Nie ma mowy o jakichś większych zachwytach, ale ogólnie oceniam krążek pozytywnie. Lubię go sobie od czasu do czasu posłuchać, mam go już dwa miechy, a nie znudził mi się jeszcze. Teraz może szybciutko omówię kilka utworów. Na krążek składa się 10 kompozycji, w tym jedna czysto instrumentalna. Mowa tu o trwającym minutkę przyjemnym intrze. Po nim następuje utwór Out of the Deep, a następnie Dark Transmission. Całkiem przyjemne kawałki. Czwarty na liście jest Firebringer, który kończy się trzaskami palącego się ogniska, które zaraz zagłusza szum morza zaczynający kawałek The Sea Came In At Last. Ciekawie to zrealizowano, jeden utwór przechodzi płynnie w drugi. Przyjemny szum morza po chwili zaczynają zagłuszać "jęki" gitarki, aż wreszcie następuje "jeb!" i chłopaki zamiatają, każdy ostro tnie na swoim instrumencie. Później przychodzi pora na zaczynające się krótką perkusyjną solówką I Shall Prevail. Następnie mamy okupujące jakiś czas pierwsze miejsce rzeźnickiej listy Radia94 The Zone. Daje radę, nie powiem. Potem kawałki Insomnia, Apopheniac i... Choices zaczynające się trwającym ponad minutę łagodnym, bardzo relaksującym wstępem. Oczywiście, co by nie było zbyt miło ta sielanka nie trwa przez cały utwór. Po raz kolejny nagle następuje "jeb!" i chłopaki sieczą na wiosełkach. The Beast to przyjemny w odsłuchu materiał. Peter zdziera rurę zawodowo (no i tnie na elektrycznej), Novy ostro szarpie na basie (dawniej grał parę lat w Behemocie), Mauser daję radę na wiosełku równie dobrze co Peter, a Daray łupie w kołty aż miło. Panowie z Vadera (a konkretnie Peter i Mauser), co by nie było zbyt rzeźnicko, co jakiś czas raczą nas krótkimi, szybkimi solówkami i bardzo dobrze, bo "zwykła" sieka po jakimś czasie potrafi się znudzić, a takie solóweczki to fajna sprawda. Wsparłem polski rynek muzyczny kupując tę płytę, jestem z tego zadowolony, bo dostałem 38 minut przyjemnej muzyki (choć można się spierać, czy określenie "przyjemna" pasuje do tego gatunku :) i poznałem kolejny polski zespół. Lubisz ostrą muzę? Chciałbyś cosik sobie sprawić za 30 zł? Jeżeli tak, to polecam rozpatrzyć możliwość zakupu The Beast. No, chyba że jeszcze nie masz żadnej płytki Enter Chaos... Cena ta sama, a recenztom twory Enter Chaos podobają się jednak bardziej. Choć ruszyłem do działu muzycznego w poszukiwaniu jakiegoś krążka Enter Chaos (i nie znalazłem), zamiast tego kupiłem The Beast Vadera i tyz piknie.

Okładkę zaje**łem z oficjalnej stronki. :) Mam nadzięję, że się chłopaki nie obrażą. :)