|
Jestem sfrustrowany. Powodem mojego o burzenia nie jest, wbrew temu co pewnie przypuszczacie kampania wyborcza, lecz sposób dystrybucji w Polsce filmów telewizyjnych. Nie będę tu pisał o jakości filmów pokazywanych w naszym kraju w telewizji (mimo iż nie mamy się czym zbytnio chwalić). Artykuł ten dotyczy wydawania filmów, które w cywilizowanym świecie pokazywane są w telewizji, a u nas w kinach, bądź wydawane na DVD. W sumie nie jest to takie złe. Przecież wiele seriali jest wydawanych na video, ale dopiero po ich premierze telewizyjnej i w ekskluzywnych edycjach. W Polsce naturalnie też mamy do czynienia z takimi inicjatywami, ale niestety są one rzadkie i z tych, które ukazały się ostatnio pamiętam jedynie "Rodzinę Soprano" i "Przyjaciół". Brakuje wielu innych klasyków ("Cień Anioła"!). Wróćmy jednak do tematu przewodniego tego felietonu. Najlepszym przykładem filmu telewizyjnego w kinach jest naturalnie "Karol, człowiek który został papieżem", film, który dzięki tematyce stał się największym przebojem kinowym tego roku. Tia, szkoda jedynie, że za granicą film był hitem telewizyjnym... U nas wpierw mogliśmy obejrzeć go na dużym ekranie, a następnie na DVD. Dopiero po kilku miesiącach, w październiku, TVN wyemitował go w formie serialu. Wstyd, że ludzie chcą zarobić nawet na śmierci Jana Pawła II. Niestety kolejny film o zmarłym Papieżu, w którym główną rolę zagra John Voight, również w Polsce ukaże się najpierw w kinach. Nie miałbym nic przeciw temu, gdyby dystrybutorzy dawali widzom wybór - kino czy telewizja, ale tak nie jest i najpewniej nie będzie. Nie wątpię w to, iż serial "Gwiezdne wojny" również trafi wpierw do kin, ale mam jednocześnie nadzieję, że się mylę.
Na DVD również trafiają filmy przeznaczone pierwotnie do telewizji. Przykładem mogą być seriale na motywach powieści Stephena Kinga. Miałem do czynienia już z kilkoma takimi produkcjami, a najnowsze to "Z dziennika Ellen Rimbauer: Czerwona Róża" i "Miasteczko Salem". Jeśli chcemy je obejrzeć musimy wyposażyć się w płytkę, chyba że lubimy czekać na polską premierę telewizyjną 3 lata (po tylu właśnie latach od premiery DVD serial "Czerwona Róża" trafił do telewizji).
Muszę tu wspomnieć również o pewnym paradoksie. Mianowicie, filmy, które za granicą trafiają na duże ekrany u nas możemy obejrzeć tylko na DVD, bądź w telewizji cyfrowej. Przykładem tego pierwszego może być "Elektra" z Jennifer Garner, którą byłem zmuszony oglądać na ekranie telewizora, mimo iż film aż prosi się o kinowy ekran. Filmem, który trafił do telewizji zamiast do kin byli m.in. "Żołnierze kosmosu 2" wyemitowani w październiku na HBO. Ci co telewizji tej nie mają póki co muszą obejść się ze smakiem. Te dwa przykłady, które tu wymieniłem nie są wyjątkami, często filmy zamiast do kin trafiają na DVD, bądź do telewizji.
Co jest przyczyną opisanego powyżej stanu rzeczy? Czynników na to się składających jest wiele. W wypadku filmów telewizyjnych w kinie chodzi o chciwość dystrybutorów, którzy chcą na filmie zarobić jak najwięcej. Z tym samym mamy do czynienia w wypadku wydawania seriali na video. Zysk ze sprzedaży płyt jest znacznie większy niż ze sprzedaży licencji telewizji, a poza tym nasze rodzime stacje nie bardzo lubią inwestować w nowe zagraniczne seriale, bo to sporo kosztuje (ciągle się jednak zastanawiam, na co wydawany jest zysk z abonamentu...
[Abonament tyczy się tylko Telewizji Polskiej i ją należy wziąć pod lupę. TVP wydaje najwięcej pieniędzy na produkcje filmów kinowych, do tego dochodzą różnego rodzaju transmisje (np. koncert Szopenowski), które nie sądzę, by się zwracały. Filmowo TVP prezentuje się dobrze, jej archiwum jest naprawdę duże. Kłopot polega na tym, że filmy emitowane są o koszmarnych porach i nie należą do najmłodszych. Próżno bowiem szukać w TVP premier telewizyjnych znanych filmów kinowych (np. "Władca Pierścieni" na TVNie) -
Dishman]). Z kolei jeśli chodzi o sprzedaż filmów kinowych tylko na DVD, bądź do telewizji winę ponoszą przede wszystkim widzowie, którzy nie chodzą na mało znane filmy i (dość słusznie zresztą) wolą inwestować w sprawdzonych specjalistów branży filmowej.
Czy obecny stan rzeczy ulegnie zmianie? Pewnie nie. Układ ten może nawet się pogorszyć, bo pogoń za pieniądzem nabiera coraz większego tempa. Pozostaje tylko mieć nadzieję w ludzi...
»Autor:
|