Varia

 

Święta Bożego Narodzenia to kilka charakterystycznych rzeczy. Karp, kapusta z grzybami, pasterka, św. Mikołaj, renifery, choinka... no i oczywiście bałwany. Te ostatnie swoje istnienie zawdzięczają niskiej temperaturze i śniegowi. Te charakterystyczne skrzypienie pod butami zna każdy. Nie jeden wypychał samochód z zaspy, ale jak to się ma do śnieżnych wizji reżyserów filmowych? Toć to zwykła bułka z masłem. Filmowy mają zdecydowanie bardziej wybujałą wyobraźnię. Zaczynamy od zjadania zamarzniętych ciał, a kończymy na zamienieniu Nowego Jorku w Antarktydę. Jednym słowem, przed Wami 5 śnieżnych filmów.

Ty mi się bardzo podobać. Ja Cię schrupać

5. "Alive - Dramat w Andach"
Kto powiedział, że śnieg musi wiązać się ze Świętami? Pomyślmy gdzie jest zawsze dużo śniegu? Hmm... w górach, tak to przecież oczywiste. Toteż akcja tego filmu toczy się w górach Ameryki Południowej. Grupa rugbistów lecących samolotem z Urugwaju, rozbija się w górach. Jak to przy katastrofach, nie wszyscy mają to szczęście aby przeżyć. Ci, którzy ocaleli postanawiają walczyć o życie, tworzą prymitywne schronienia i starają się przeżyć, bo przecież głupio byłoby przeżyć katastrofę lotniczą, a później umrzeć. Problem polega na tym, iż oni sami dowiadują się z odbiorników radiowych, że poszukiwania zostały wstrzymane. Co więc robić? Zapasów jedzenia nie starczy na długo, a jeść coś trzeba. A może by tak spróbować tych, co to mieli mniej szczęścia? Przecież już nie żyją, umarli, wszystko im jedno, a mogą pomóc w przeżyciu swoim kumplom z drużyny? Tak też się dzieje, zmarli zamieniają się w delicje o smaku pieczonego kurczaka ;).

Uwaga! Film na faktach autentycznych!

4. "Coś"
Recenzję "Czegoś" mogliście przeczytać dzięki uprzejmości Ravena w numerze 57 (grudniowym) Biuletynu Filmowego. Zatem po szczegóły właśnie tam odsyłam. Ze swojej strony powiem zatem tylko tyle, że w "Cosiu" ( ;) ) śnieg nie odgrywa aż takiej roli, jak w filmie na miejscu 5. Aczkolwiek trudno nie zauważyć, że nikomu nie przeszkadzał tam brak Świąt. Aby nie małpować cudzych pomysłów, twórcy "Cosia" (ale fajne określenie :) Swoją drogą ciekawe, czy ktoś się domyśli jaki film recenzowałem przed napisaniem tego tekstu ;)), stwierdzili, że góry to nie to co chcieliby osiągnąć. Zatem gdzie jeszcze mógłby być śnieg? No tak na Antarktydzie! Mnóstwo białego śniegu, żadnej cywilizacji, przenikający mróz i szaleni Norwedzy, którzy uganiają się po tej lodowatej wyspie za jakimś kundlem (i oni niby dopłynęli do Ameryki pierwsi? aha, już to widzę ;)). Amerykanie, jak to Amerykanie, miłośnicy zwierząt postanowili pieska przygarnąć, żeby biedactwo nie zamarzło na zewnątrz. Wyśmiawszy trochę nieudolnych Norwegów, którzy sami wysadzili się w powietrze, poszli spać... Jak się okazało, sami też za sprytni nie byli ;).

Bo to wszystko przez wiewióra...

3. "Epoka lodowcowa"
Ponoć film na faktach autentycznych ;). No co? A kto mi udowodni, że taka historia nie miała miejsca? Tak czy inaczej, zanim odeślę Was do recenzji (akurat tak się 
składa, że mojej) z numeru 56 (listopadowego) BFu, powiem co nieco o tym filmie. Jako, że były i góry i Antarktyda, to zaczyna nam się pole coraz bardziej zawężać. Co by tu nowego wprowadzić? Skoro wszyscy sobie już miejscówki pozaklepywali, to może można cofnąć się w czasie gdy, cały obecnie cywilizowany świat był pokryty śniegiem. 20 tys. lat przed naszą erą miały na Ziemi miejsce wydarzenia, które się "fizjologom" nie śniły. Oto bowiem zwierzaki mniejsze, czy większe, z dużymi, lub małymi zębami postanowiły opuścić swoje ciepłe kwatery na czas zimowy. Nieliczne tylko wyjątki były tak uparte, lub miały na tyle grube sadło, ewentualnie były na tyle tępe, że postanowiły zostać. Takim wyjątkiem był mamut Maniek, do którego przyczepił się nie należący do bystrzaków leniwiec Sid, oraz na doczepkę i trochę z przymusu tygrys Diego. Misja? Oddać małego, głupiutkiego Neandertalczyka, jego jeszcze głupszemu neandertalskiemu ojcu, gdyż matce zachciało się kąpieli w wodospadzie ;). Pomijając fakt, że w filmie jest dużo śniegu, lodowych jaskiń, dziwnych jezior w których pływa lawa, zwierzaki są mądrzejsze od ludzi, to jest to całkiem zwyczajny film animowany. O właśnie, animowany. Twórcy, żeby nie ściągać od innych postanowili sobie wygenerować biały puch za pomocą komputera. A to cwaniaki :).

Macie chłopaki, ochotę na lody waniliowe?

2. "Stalingrad"
Joseph Vilsmaier w 1993 roku wpadł na kolejny pomysł, jak tu wpleść śnieg do filmu, tak aby uniknąć nawiązań do Świąt. Biorąc pod uwagę, to, iż jest Niemcem i w dodatku urodził się nieszczęśnik w roku 1939, jakże doniosłym dla zwolenników Hitlera, to postanowił to wykorzystać. Każde małe dziecko wie, że Niemcy zbratali się z 
Rosją tylko na "chwilę", tak naprawdę uważali oni Rosjan za brudasów, których należy podbić. Dlatego też Ribbentrop mimo podpisania paktu z Mołotowem nie pałał do niego miłością, a jego szef Hitler postanowił wyruszyć na Moskwę. Udawało mu się to całkiem nieźle, gdyby nie Stalingrad. Pech chciał, że akurat w Rosji nastała zima, a tam zima to taka, że ho ho. Bez porządnej gorzałki, to ani rusz. A Niemcy gorzałki nie mieli, co najwyżej trochę smakującego jak siki browarku. Nie dziwota zatem, że nie potrafili się przebić i odeszli bez niczego. Właściwie to słowo "odeszli" jest nieco nie na miejscu, bo większość została, albo z dziurą w głowie, albo z głową przypominającą sopel lodu.

Zima, zima, zima, pada, pada śnieg...

1. "Pojutrze"
Typowo hAmerykańskie dzieło, tworzone ma się rozumieć, że Amerykanów. Ci to dopiero mają bujną wyobraźnię. O ile wcześniej wszyscy czerpali, albo z historii, albo z odkryć geograficznych, to twórcy "Pojutrza" myślą kategoriami, że jak czegoś nie ma, a jest nam potrzebne, to to stwórzmy. No i stworzyli, dopowiedzieli sobie pseudonaukową bajeczkę i nasypali sobie chłopaki kilkaset ton śniegu na ulice. Czasami lenistwo Amerykanów mnie przeraża, zamiast pojechać na Antarktydę, to Ci sobie ją zrobili na własnym podwórku. Trochę ruchu, koledzy zza oceanu to Wam nieco sadełko spadnie. Ciekawe jak Amerykanie odebrali wiadomość, że w filmie muszą prosić o azyl władze Meksyku. Co się stało, że tak się ośmieszyli przed biedniejszym od nich krajem? Nie nam wnikać. Aczkolwiek bałwan w kształcie Statuły Wolności udał im się bardzo fajnie.
 

»Autor: Dishman