|
Kino science fiction od lat zasypuje nas opowieściami o kręgach
w zbożu, latających spodkach i innych cywilizacjach. Jak
nietrudno się domyśleć jest to temat strasznie oklepany,
niemniej jednak nie jest powiedziane, że nie można wnieść doń
lekkiego powiewu świeżości. Koneserzy tego typu filmów zapewne
już zacierali ręce wiedząc, że za wyżej opisany temat weźmie się
M. Night Shyamalan.
Graham Hess, który niegdyś był pastorem utracił wiarę, na rzecz
śmierci żony. Od tego czasu mieszka na farmie
wraz z bratem, Merillem i dziećmi. Pewnego razu razu w polu
kukurydzy odkrywa tajemnicze znaki. Wkrótce po tym wydarzeniu w
mediach aż kipi od podobnych informacji. Jak myślicie? Kto jest
za nie odpowiedzialny?
Typowe, prawda? Zwróćmy jednak uwagę na nazwisko reżysera.
Shyamalan należy do twórców, od których z pewnością można bardzo
wiele oczekiwać, bowiem "Szósty zmysł" pokazał, że mamy do
czynienia z twórcą bardzo uzdolnionym, który jest wręcz nadzieją
kinematografii. Tworzy filmy odmienne i jedyne w swoim rodzaju,
a pytania rodzą się jeszcze po seansie. Zaryzykowałbym wręcz
twierdzenia, że toczy z widzem pewną grę.
Od razu powiem, że największą
zaletą "Znaków" jest specyficzny nastrój. Oczywiście
jest inny, niż w dwóch poprzednich dziełach
Shyamalana. Przyznam, że o podobnym filmie
kiedyś marzyłem. Chciałem zobaczyć na ekranie takie oczekiwanie,
odliczanie. Ile jeszcze zostało do końca? Owszem kino nie raz już
serwowało nam taki motyw, ale zwykle wyglądało to strasznie
sztuczne, wręcz śmieszne. Może dla tego, że brało się za to
niewielu twórców pokroju
Shyamalana.
Pod kopułą filmu science-fiction kryje się coś więcej, życiowa
prawda, przesłanie, głębia. Nie liczmy tu na kino z beznadziejną fabułą
przyprawioną znakomitymi efektami specjalnymi. Nie, nie. Ten
film jest wręcz piękny, poruszający widza. Nie ma tu niczego dla
ludzi zajadających się popcornem. Prawdziwą walkę bohaterowie
będą musieli stoczyć nie z przybyszami z kosmosu, lecz własnym
wnętrzem, własną wiarą. Sprzyjającym temu zabiegiem jest z
pewnością umiarkowane pokazywanie obcych. Tajemniczej istoty nie
zobaczymy tak od razu, a napięcie budowane jest stopniowo, by w
końcu sięgnąć zenitu.
|
 |
Strona techniczna filmu na szczęście jest skromna, brakuje
takiej niepożądanej przesady. Nie
uświadczymy wielu efektów specjalnych, wybuchów, czy innych
elementów typowych dla dzisiejszego kina science-fiction. Poza
tym co do samych obcych. Wszak wyglądają nieco tendencyjnie, ale
nie widać tu mocnej ingerencji komputera. Na szczególną uwagę zasługują
przede wszystkim
zdjęcia, których autorem jest Taka Fujimoto. Współpracował on
również z
Shyamalanem przy "Szóstym zmyśle". Widać reżyser niejednokrotnie
korzysta z utalentowanych, sprawdzonych specjalistów i wychodzi
to na dobre jego tworom.
Spodobać może się także muzyka Jamesa Newtona Howarda. Sam
kompozytor miał inspirować się ścieżką z "Psychozy" i "Bliskiego
spotkania trzeciego stopnia". Chyba nie muszę mówić o jej
kolosalnym wpływie na cały wyjątkowo odczuwalny nastrój tego filmu.
Zwróciłbym jeszcze uwagę na aktorstwo.
Trzeba przyznać, że Gibson miewał lepsze role. W końcu nie przez
przypadek zalicza się go do tzw. "wyższej półki". W "Znakach" jak
zwykle wypadł bardzo przekonująco, aczkolwiek bez żadnych
rewelacji. Zaskakuje nas natomiast Joaquin Phoenix, który świetnie dostosowuje się do każdej
sytuacji i budzi w widzu skrajnie różne odczucia. Trzeba również
przyznać, że postać, którą gra nie jest ta z gatunku
pospolitych i naprawdę trudno jest ją odegrać. W nieco epizodycznego
bohatera wcielił się sam reżyser. Muszę przyznać, że reżyseria
nie jest jego jedyną dobrą strona. Świetnie zagrane zostały
również przez Rory'ego Culkina i Abigail Breslin postacie
dziecięce. Aż można być pełnym podziwu dla małych odtwórców.
|
 |
Zatem czy "Znaki" są filmem
bez wad, dziełem idealnym? Oj nie, niestety nie. Razi
szczególnie zakończenie. Mniemam, iż chyba
zabrakło pomysłu. Otrzymujemy bowiem finał wręcz typowo
amerykański. Nie mam tu ochoty analizować, gdyż nie od dziś
wiadomo, że w recenzji trzeba uważać na wszelakie, choćby
sprytnie ukryte spoilery. Powiem tylko tyle, że jest to poważnym
błędem filmu, a wspominany już wielokrotnie reżyser nie do tego
nas przyzwyczaił. Jakby jednak nie patrzeć zalety przeważają
szale.
Gwoli podsumowania - "Znaki" to
film na naprawdę niezłym poziomie. Smakowity klimat, bardzo
dobre aktorstwo, kapitalne zdjęcia, budująca nastrój muzyka,
wątki psychologiczne. Jednym słowem bardzo obiecująca hybryda.
Szkoda tylko, że film nie ustrzegł się od wad, które sprawiają,
że nie mogę mówić o nim, jako tworze wielce nieprzeciętnym, a
szkoda. Mimo wszystko jest to pozycja, którą powinniście znać.
Jest w niej coś takiego intrygującego, co sprawia, że dzieło
Shyamalana pozostaje w pamięci.
»Ocena:
8/10
»Autor:
|