|
Filmy takich reżyserów jak Steven Spielberg powinno oglądać się z przyjemnością. Tacy panowie, bowiem mają wyrobioną markę, z łatwością produkują filmy takie jakie chcą, a nie takie jakie mają być. Niestety reżyser "Szczęk" i "Parku jurajskiego" popadł w nostalgię, jego obrazy nie zapierają tchu w piersiach. Są poprawne, da się je oglądać, a jeżeli włożymy w nie znana obsadę, świetnych specjalistów od muzyki, czy zdjęć to będziemy mieli całkiem apetyczne danie... o którym niestety szybko zapomnimy.
Steven Spielberg po "Raporcie mniejszości" zdecydował się przenieść na ekran historię najmłodszego i jednego z najbardziej poszukiwanych oszustów w Stanach Zjednoczonych. Mowa o Franku Abegnale, który jako 16 letni chłopak zaczął robić przekręty na czekach, zarabiając na tym miliony dolarów.
USA, lata '60 XX wieku młody Frank Jr. dowiaduje się, że jego na pozór zgodni rodzice postanawiają się rozwieść. Jest to dla niego szok, ucieka więc z domu i próbuje się utrzymać. Dzięki założonemu, przez ojca, koncie bankowemu, zainteresowanie Franka przenosi się na czeki i banki, a co za tym idzie na oszustwa z nimi związane. Zaczyna się niewinnie, od jednego czeku, potem spirala się nakręca. Dzięki czekom bez pokrycia Frank płaci za najróżniejsze rzeczy, np. za mundur pilota. Jednak ma on w zanadrzu coś jeszcze. Odziedziczoną po ojcu łatwość oszukiwania ludzi i podawania się za kogoś innego. Jeżeli był zdolny do tego, aby w nowej szkole, mając 16 lat, podać się za nauczyciela i prowadzić lekcje wśród rówieśników, to fraszką było podanie się za drugiego pilota i latanie po całym kraju. Jednak pilot to nie jedyny "zawód" Franka... .
Trzeba powiedzieć w tym miejscu o aktorach. Na plan główny wysuwają
się dwaj. Leonardo Di Caprio, grający oszusta i Tom Hanks - filmowy agent FBI do spraw fałszerstw finansowych. Choć obaj są znani
szerszej publiczności, to różnica między nimi jest kolosalna. Zaskakujące dla mnie jest to, że właśnie niedoceniany Di Caprio wypadł świetnie. Pierwsze co zwraca naszą uwagę to charakteryzacja. Na początku filmu Leo wydaje się mieć 16 lat, by kilkadziesiąt minut później być o 10 lat starszym mężczyzną. Być może właśnie ze względu na urodę, Spielberg zainwestował w tego aktora. Jednak uroda to nie wszystko. Di Caprio zagrał bardzo dobrze. Jest sprytnym oszustem, dla którego kłamanie jest zwykłym sposobem na życie. Nie ma
wyrzutów sumienia, słabości. Widz jest pod wrażeniem umiejętności kłamstw Franka, jego opanowania w patowych sytuacjach. To imponuje i sprawia, że sami dalibyśmy wiele aby być takim jak on.
Tom Hanks natomiast zupełnie się nie popisał. Równie dobrze tą rolę mógł zagrać ktoś mniej znany i bardzo prawdopodobne, że zrobiłby to lepiej. Carl Hanatrry to bowiem agent od zadań niezbyt popularnych w tamtym czasie. W połowie XX wieku oszustwa finansowe nie były jeszcze tak popularne. Policjanci nie mieli o tym zielonego pojęcia, dla nich praca stróża prawa kojarzyła się z uganianiem się za bandziorami, a nie żmudnym przyglądaniu się książeczkom czekowym. Hanks jest niewyraźny, rozlazły, zupełnie niepewny tego co robi. O dziwo współpraca panów Spielberga i Hanksa nie ogranicza się tylko do tego filmu. Z ostatnich lat mamy przecież jeszcze średni "Terminal" i lepszy "Cast Away". Hanks miał swoją życiową rolę Forrestwa Gumpa, ale nie umie popisać się niczym więcej (choć może wyjątkiem jest np. "Zielona Mila").
"Złap mnie, jeśli potrafisz" nie jest jednak filmem z najwyższej półki. To prawda opowiada ciekawą historię i liczy się bardzo fakt, iż Spielberg potrafił ją wyłowić i w miarę sprawnie opowiedzieć, ale szczerze mówiąc jestem zawiedziony. Film, który opowiada o oszustwach musi zdradzać nam pewne tajemnice. Jak Frank dokonywał przekrętów, jak to się działo, że banki dawały się wywieść w pole? To jest tylko opowiedziane pobieżnie, ale nie znamy szczegółów, a szkoda. Widz ma wrażenie, że Abegnale w jednej chwili z zupełnie zielonego chłopaka zmienia się w profesjonalnego, uwodzicielskiego oszusta.
Film ma jednak pewien urok i klimat. Stany Zjednoczone w połowie wieku są bowiem specyficzne i bardzo charakterystyczne. Zostało to odwzorowane bardzo dobrze. Intrygująca jest sama opowieść. W pewien sposób wciąga widza, ale mimo wszystko niektóre błędy nie pozwalają zapomnieć o całym otaczającym nas świecie. Cieszę się, że nie wybrałem się na tą produkcję do kina, bo byłoby to zmarnowanie pieniędzy. Można naturalnie obejrzeć go gdy będzie w telewizji, lub ewentualnie dla fanów albo reżysera, albo obydwu aktorów wypożyczyć. Nic się jednak nie stanie, jeżeli filmu nie zobaczycie.
»Ocena:
6/10
»Autor:
|