|
»
Smacznego!
Popatrzmy na współczesne kino grozy. Czyż
w dzisiejszych czasach horror nie stacza się z każdym dniem? Na pewno lata jego świetności przeminęły,
już jakiś czas temu. Co możemy uświadczyć w dzisiejszych
czasach? Ano brak dobrych pomysłów i przerost akcji nad
strachem oraz horrory tworzone tylko i wyłącznie z myślą o
nastolatkach. Przyznam oczywiście, ze zdarzają się odstępstwa od tej
reguły, ale naprawdę bardzo rzadko. Jeśli jednak któraś z tych
godnych uwagi pozycji trafi w nasze ręce to już twarz zaczyna
rozpromieniać diabelski uśmiech.
Darry i Trish Jenner jadą
do domu na ferie. Droga jest pusta, niemniej jednak w jednej chwili
wkracza na nią stary, zardzewiały truck osiągający wręcz
zawrotne prędkości. Jego kierowca stara się za wszelką cenę
zepchnąć z drogi dwójkę rodzeństwa. Wszystko wskazuje, ze Darry
i Trish mają do czynienia z jakimś indywidualnym człowiekiem.
Nagle stara ciężarówka ich wymija. Uszli z życiem. Jadąc dalej
widzą jednak ponownie zardzewiałego trucka i tajemniczą postać
wysiadającą z niego. Wrzuca ona worki do jakiejś rury, wsiada i
odjeżdża. Zaciekawiony Darry namawia siostrę do tego, aby zbadać
tą sprawę. Nie wie jednak, że ciekawość to pierwszy stopień do
piekła...
|
 |
Początek filmu był niesamowicie obiecujący.
Pierwsze pół godziny naprawdę sprawiło, że byłem bardzo
zadowolony. Nacięcie było budowane w bardzo dobry sposób, czuło
się grozę i tajemnicę. Niestety nieco później cały czar ot tak pryska, a ja
tym samym staję się świadkiem tego, jak dobry i oryginalny pomysł zostaje wręcz
uśmiercony.
Sam scenariusz Victora Salvy pomimo tego, że jest
dość solidną pracą nie ustrzegł się dość poważnego błędu.
Wręcz widać, że osoba scenarzysty, a zarazem reżysera nie
zna się wybitnie na kinie grozy. Dlaczego? - spytacie. Na
początku mieliśmy tajemnicę. Nie wiedzieliśmy wiele o tytułowym
smakoszu. Był postacią zagadkową, przerażającą, ale co
najważniejsze niezgłębioną.
Niestety zagadkowy bohater szybko odkrywa przed nami niemalże
wszystkie swoje sekrety, a tym samym przestaje już raczej budzić
strach, a zaczyna zażenowanie. Tak oto film o ogromnym
potencjale, okazuje się przeciętnym i pozostawia solidną porcję
niedosytu. Aż chce się zanucić pod nosem "a miało być tak
pięknie..."
"Smakosz", mimo że okazał się marnotrawstwem
dobrego pomysłu posiada również pewne zalety. Wśród nich jest
chociażby rewelacyjne zakończenie. Te kilka minut wydaje się być
swoistym ukłonem w stronę starego, dobrego kina grozy. Poza tym
gwarantuję, że prędko nie zapomnicie o piosence "Jeepers
Creepers". Z jakich powodów? Myślę, że sami w swoim czasie
znajdziecie odpowiedź na to jakże nurtujące pytanie. Jest też
szczypta dobrych scen, z których na pewno kilka utkwi nam choć
przez chwilę w pamięci. Szkoda tylko, że giną one w morzu tych
raczej marnych.
Oczywiście w tego typu horrorach najważniejsze jest to, aby aktorzy
wcielający się w tzw. "ofiary" grali dobrze i przekonywająco.
Mniemam, iż jeśli z tym jest źle, to nie ma sensu tracić ani
minuty czasu na dalsze oglądanie jakiejkolwiek podobnej
produkcji. Na szczęście ten problem "Smakosza" nie dotyczy,
bowiem Gina
Philips i Justin Long nie zawiedli. Twórcy na swój sposób
również starali się, aby tytułowy bohater wzbudzał u młodych
aktorów
strach. Przed rozpoczęciem zdjęć nie wolno było im
widzieć aktora grającego smakosza, ani tajemniczej ciężarówki.
Gina Philips zrobiła na mnie mimo wszystko najlepsze wrażenie.
Naprawdę solidnie przygotowała się do swojej roli. Przede
wszystkim zbierała liczne informacje o Trish, co zaowocowało
tym, że grając czuła się bardzo pewnie. Odnoszę wrażenie, że i
Wam, dane będzie to zauważyć podczas seansu. Jak wspomina
reżyser największym wyzwaniem było znalezienie odtwórcy
tytułowego monstrum. Na przesłuchaniu każdy z aktorów musiał po
wejściu zrobić potworne wrażenie. Bezapelacyjnie zwyciężył
teatralny aktor, Jonathan Breck. Trzeba przyznać, że pomysł, aby
w obsadzie zabrakło znanych nazwisk i twarzy nie okazał się ani
trochę chybiony, tym bardziej, że mało popularni aktorzy radzą
sobie dobrze. I może nie są to jakieś wielkie, nieprzeciętne
kreacje, ale na pewno są mocnym punktem filmu Salvy.
Na uwagę
zasługuje fakt, że producentem "Smakosza" jest znany nam dobrze
Francis Ford Coppola, który zajął się tym filmem wraz ze swoją
wytwórnią American Zoetrope. Tenże znany reżyser dał Salvie
całkowitą swobodę twórczą i wiele razy w swoich wypowiedziach
mówił o swoim uznaniu dla owego twórcy. Zatem reżyser mógł z
filmem zrobić praktycznie wszystko, miał pełne pole do popisu.
Czy była to dobra decyzja? Raczej nie. Sądzę, że ręka Coppoli
bardzo by się przydała recenzowanemu filmowi.
|
 |
Trudno będzie mi ocenić film. Popatrzmy na
szkolne realia. Co dać zdolnemu uczniowi, który nauczył się na
trójkę. No właśnie... Tak przedstawia się sytuacja ze "Smakoszem". Aż żal serce ściska, kiedy
stopniowo ogląda się jak nieźle zapowiadający się film ulega
przemianie w
obraz momentami żenujący i wręcz śmieszny. Czy więc oglądnąć
"Smakosza"? Mimo wszystko powiem, że tak. Nie jest to oczywiście
film dla wyjątkowo wybrednych miłośników kina grozy, ale wart
jest obejrzenia chociażby dla tej pierwszej połowy. Poza tym
film utwierdza w przekonaniu, że jednak możemy mieć w
dzisiejszych czasach do czynienia chociaż z zalążkami dobrych
pomysłów.
»Ocena:
6/10
»Autor:
|