Recenzje
» Co nieco o filmie

» Pomysł na ten film narodził się podczas kręcenia "Wujka Buck'a" w którym Macaulay Culkin "przesłuchiwał" opiekunkę przez skrzynkę na listy;

» Na dłoni jednego z włamywaczy, odgrzała się litera "M", choć wiadomo, że schwycił on klamkę w taki sposób, że było to niemożliwe;

» W 2003 roku film zajął 6 miejsce w rankingu przeprowadzonym przez brytyjski oddział sklepu Amazon na najlepszy świąteczny film wszech czasów;
» Film, który ogląda Kevin "Anioły o brudnych duszach" nie jest prawdziwym filmem. Zmontowano go na potrzeby "Home Alone";
» Film znalazł się w "księdze rekordów Guinessa" za największy Box Office dla komedii familijnej na świecie - $533,000,000;
» Pod koniec filmu, gdy Kevin podchodzi do okna i widzi starca, który godzi się z rodziną, z ujęcia z zewnątrz można zauważyć rękę, która sygnalizowała bohaterowi, kiedy ma podejść pod okno.

 

Odkąd sięgam pamięcią pewna stacja emituje widzom film wyróżniający się na tle mnóstwa innych produkcji. Przede wszystkim ów film to komedia, a nie jakieś „Szklane pułapki” czy inne badziewie :P. [Toś podpadł, żeby „Szklaną pułapkę określić badziewiem? – Dishman] Zresztą, w święta nie ma emitowanych zbyt wielu filmów świątecznych. „Kevin sam w domu”, mimo że jest stary, jest „gościem honorowym” ramówki świątecznej. Co jak co, ale ten film jest w pewnym sensie klasyką. Film Columbusa zna pewnie każdy.

Wszystko zaczęło się od tego, że rodzina McCallisterów wyjeżdża na święta na Florydę (bardzo świąteczna okolica, prawda?). W ogólnym zamieszaniu spowodowanym wyjazdem, rodzina zapomina o najmłodszym jej członku, o Kevinie. Ten zostaje sam w domu, jako jego pan i władca przeżywając różne przygody.

A my przygody Kevina możemy oglądać co roku (mamy 99,7% szans, że tegoroczne święta też będą pod znakiem „Kevina”), ale...czy warto? W końcu prawie wszyscy znamy go na pamięć. Ale co z tego, skoro film jest najzwyczajniej przeciętny. Nie ma w nim tego, co sprawia, że z niecierpliwością czekamy na jego emisję, ale film zapada w pamięć. Co prawda, trudno się dziwić po tylu latach emisji, ale...
Film jest zrealizowany poprawnie, bez żadnych wybitnych zalet/wad. Pod względem technicznym nie mogę się do niczego przyczepić, zwłaszcza, że film jest lekki i przyjemny, w sam raz na nudny świąteczny wieczór po zapoznaniu się z prezentami.

Jeśli chodzi o aktorów, to Macaulay Culkin jako Kevin spisał się raczej dobrze, przynajmniej ja tak odbieram jego grę. Oczywiście mogę się mylić, film widziałem w zeszłe święta i najpewniej obejrzę za jakiś miesiąc, gdy to czytacie. Dodatkowo w filmie pojawiają się kręcący się po okolicy złodzieje. Są to odpowiednicy Flipa i Flapa. Niezbyt zdolni złodzieje, w tym jeden niezbyt rozgarnięty, którzy widzów rozbawiają głównie swym zachowaniem. I ten humor to głównie reakcje na różne nieprzyjemne niespodzianki Kevina. I nic więcej, a szkoda. Bo przydałoby się więcej dowcipnych dialogów. O reszcie aktorów tylko wspominam, bo stanowią zwykłe tło. Czasem humorystyczne, czasem nie, choć głównie spisują się świetnie. Ot, taki miły przerywnik między głównym wątkiem, pozwalający się trochę rozluźnić.

„Kevin sam w domu” to zwykły film, jakich wiele. Wyróżnia się jednak tym, że opowiada o świętach i jest regularnie emitowany w pewnej stacji. [Tak jest regularnie emitowany, ale zadaj sobie pytanie dlaczego. – Dishman] Nie mogę się zbytnio do niego przyczepić, ale też nie mogę zbyt psioczyć. Zatem film jest ciut lepszy od mnóstwa innych, gdyż porusza tematykę w zgrabny sposób. Ale... ma niewiele ponad to do zaoferowania. Zresztą, część czytelników (ze mną na czele) wychowała się na tym filmie. I co tu kryć, żywię do niego sentyment. 

Możemy narzekać, że co roku „Kevin” jest w telewizji. Przynajmniej jest to film o świętach. I dopóki stacje telewizyjne nie wykupią licencji na emisję czegoś innego, to nie narzekajmy. Obejrzyjmy ten film, powspominajmy swoje dzieciństwo i dopiero potem zacznijmy narzekać. Bo, co tu kryć, film jest czymś więcej niż przeciętniakiem. 

 

»Ocena: 6+/10 

»Autor: Raven