|
Oj, ciężkie jest życie recenzenta, ciężkie... Do tej pory oceniałem kilka bardzo dobrych filmów, więc myślałem, że jest fajnie, lekko, przyjemnie. Niestety, to jest życie i nic nie trwa wiecznie. W końcu musiałem trafić na jakiś gniot. I trafiłem... Na "Dom na nawiedzonym wzgórzu".
Ostatnimi laty namnożyło się nam wszelkiej maści horrorów, najczęściej pochodzących z rzekomo pięknej krainy Hollywood. Większość była ułożona według schematu: ; kilku bohaterów najczęściej uwięzionych w wielkim, starym domu; obowiązkowo przynajmniej jedna atrakcyjna dziewczyna, żeby widz miał na czym zawiesić oko; trochę krwi; i ewentualnie jakaś zagadka. Filmów takich spłodzono wiele, przytoczę chociażby takie tytuły jak "Trzynaście duchów", "Gothika", "Freddy vs Jason", "Boogeyman", "The Ring", "The Grudge - Klątwa", czy chociażby "Teksańska masakra piłą mechaniczną". Uff, trochę się tego nazbierało, jednak to i tak nie wszystko. Większość wyżej wymienionych filmów została wręcz 'zjechana' przez recenzentów od góry do dołu, jednak mimo wszystko odnoszą one wielki sukces. Czemu? Tego nie wiem. Wiem jednak, że "Dom na nawiedzonym wzgórzu" jest kolejną z serii tych produkcji...
Fabuła... No cóż, nic specjalnego. Niejaka Evelyn, żona Stephena Price'a postanawia zorganizować przyjęcie urodzinowe w starym, opuszczonym domu. Aby było ciekawiej kilkadziesiąt lat temu był to szpital, zaś żeby było jeszcze ciekawiej w owym szpitalu miały miejsce przerażające wydarzenia. A dokładniej - masakra całego personelu... Evelyn tworzy listę gości, jakich oczekuje, jednak Stephen niszczy ją i w tajemnicy spisuje własną. Koniec końców w domu pojawiają się goście, którzy nie znaleźli się na żadnej z list, wybrani są zaś przez... Zaraz, zaraz, to jeszcze nie to. W domu znajduje się końcowo sześć osób: Evelyn, Price, czarnoskóry Eddie, Blackburn, dwie ładne blondyneczki, oraz facet podający się za właściciela. Po dojściu do porozumienia goście oznajmiają, że dostali zaproszenia na których napisane jest, że jeśli przeżyją w domu do rana zostaną wynagrodzeni sporą ilością pieniędzy. Niestety, dom jest nawiedzony, więc nie będzie tak łatwo. To właśnie dom wysłał zaproszenia, a teraz pragnie zabić wszystkich, którzy są w środku...
Bardzo ciekawe, nieprawdaż? Fabuła to nic innego, jak jeden wielki kicz. Nic nie jest w stanie nas tutaj zaskoczyć. Myślałem, że chociaż zakończenie uratuje ten film. Gdzie tam, twórcy musieli zrobić mi na złość i wykonać je sztampowo. Może chociaż zaskakujące zwroty akcji? Zapomnijcie... Może jakieś smaczki chociaż? Nic, nic, zupełnie nic.
[mnie się podobał początek ze scenami doktora, który pastwi się nad pacjentami :) - Dishman]
Może aktorzy uratują ten film? Niestety, wszyscy grają na tym samym poziomie. Słabym poziomie... Famke Janssen nawet nie próbuje grać dobrze, zaś rola Geoffrey'a Rush'a jest wręcz przerażająca. Niestety, nie w znaczeniu horrorowym... Standardowo spotkamy w filmie urocze blondynki, które grać nie potrafią, jednak chwytem reklamowym są świetnym. No nic, przynajmniej jest na co popatrzeć...
Scenariusz? Nic, na co warto byłoby zwrócić uwagę. Chyba że na błędy i nielogiczne rozwiązania. Bo co powiecie na następującą scenę: kobieta (w dodatku blondynka
[redakcja, a przynajmniej jej naczelny nie ma nic do blondynek - jesteście fajne :) -
Dishman]) naprawia elektryczność w budynku, zaś mężczyzna stoi obok niej z założonymi rękoma. Pomaga jej jedynie przyświecając latarką w miejsce, gdzie ona kombinuje z kablami. Trochę mnie to zdziwiło.
[a ten facet, to pewnie blondyn był ;) - Dishman]
Wszystko o czym chciałbym wspomnieć stoi na tak słabym poziomie, że od razu odechciewa mi się wszystkiego. Może napiszę o muzyce? W filmie wykorzystany został utwór Marylina Mansona pt. "Sweet Dreams". Jest to cover utworu "Eurythmics", w miarę udany. Poza tym nie spotkamy zbyt dużo muzyki prócz obowiązkowych horrorowych motywów. Taki standardzik.
Uwaga! Teraz będzie najlepsze, bo opiszę coś, co mi się w filmie spodobało. Tak, nie mylicie się - spodobało. Jest to jeden patent, z pewnością już oklepany, na mnie jednak zrobił niezłe wrażenie. Jest to scena podczas której blondynka wchodzi z kamerą do jednego ze szpitalnych pokoi. Na środku stoi stół operacyjny. Nic się nie dzieje, jednak gdy dziewczyna spogląda na obraz kamery... Widzi lekarzy rozcinających pacjenta. Spogląda sponad kamery na stół - nic. Spogląda na kamerę - lekarze przerywają pracę i patrzą na nią... Jedyna dobra scena w filmie jaką znalazłem.
Staram się doszukać jakichś pozytywnych części filmu. Naprawdę się staram... I wszystko na nic. Oprócz tej jednej sceny film to po prostu bardzo słaby horror. Przepraszam, błąd. Film to żałosny horror. Dość powiedzieć, że wiele niskobudżetowych filmów klasy B go przerasta. Idę o zakład, że wiele amatorskich filmów go przerasta. Polecam jedynie najbardziej zatwardziałym miłośnikom horrorów.
»Ocena:
1+/10
»Zalety:
+ Scena z kamerą
»Wady:
- Nudny
- Schematyczny
- Ze słabym aktorstwem
- Z cienką fabułą
- Nie będę wymieniał wszystkiego, bo brakłoby miejsca
»Autor:
|