|
» Suma wszystkich slasherów
Życie miłośnika horrorów w XXI wieku nie jest piękne. Cóż,
trzeba przyznać, że współcześni widzowie zaczynają powoli zapominać o
tym, co
to strach. Czasem jednak z wielkim zaciekawieniem bierzemy się za
jakiś "świeży produkt". Trzeba jednak przyznać, że prawie w
każdym z takowych przypadków kończy się seans z uczuciem zawodu
i trudno nie odnieść wrażenia typu "gdzieś już to widziałem". Za
"Dom woskowych ciał" wziąłem się bardzo szybko. Cóż jakby nie
było zawsze ma się ten mały promień nadziei...
Fabuła filmu przedstawia się następująco. Grupa nastolatków
wybiera się na długo oczekiwany mecz. Należą do niej Carly,
Nick, Paige, Wade, Blake i Dalton. Podczas tejże wycieczki
postanawiają się zatrzymać na nocleg gdzieś na jakimś odludziu.
Wiadomo, że czeka ich niezła impreza. Piękne panie stanowią
chyba wystarczającą rekomendację. Zatem będzie się działo. Oczywiście wszyscy czekają
z niecierpliwością na wyczekiwany mecz futbolowy. Rankiem jednak
zrzednie im mina, bowiem dziwnym trafem będą mieli problemy z
jednym, z samochodów. Pojawia się więc poważny problem... Skąd
wziąć części? Gdzie jest najbliższe miasto? Z pomocą przybywa
jednak pewien osobnik, który wydaje się być tutejszy. Wraz z nim udają się do Ambrose. Z pozoru nudnego,
szarego, opuszczonego miasteczka, które ma jednak wielką
atrakcję - muzeum figur woskowych...
"Dom
woskowych ciał" jest nową wersją "Gabinetu figur
woskowych", filmu z 1953 roku. Reżyser podszedł jednak do tematu
bardzo luźno i bynajmniej nie czerpie z klasyka garściami. Nie zamierzam tu tworzyć
jakichkolwiek porównań, ani niczego podobnego. Jako ciekawostkę
przytoczę jedynie fakt, że morderca z "Domu woskowych ciał" swoje imię zawdzięcza Vincentowi Price, aktorowi
występującemu w poprzedniej wersji. Takich nawiązań będziecie
jeszcze mieli okazję odnaleźć kilka, niemniej jednak tylko
nieliczni mają podstawy ku temu, aby ich szukać...
|
 |
W mediach na temat "House of Wax" krążyły praktycznie
wyłącznie nieprzychylne opinie. Ja jednak uważam, że na filmie można
pozostawić suchą nitkę, a nawet kilka. Przede wszystkim trudno
mówić o aktorstwie w jakimś podsumowaniu. Aktorzy podzielili się
powiem na dwie grupy. W pierwszej znajduje się Elisha Cuthbert i Chad Michael Murray,
zaś w drugiej cała reszta z Paris Hilton na czele. Owa pani nie
ma nawet zadatków na aktorkę, no chyba, że będziemy mówić o
nieco innym gatunku. Zresztą panna Hilton powiedzmy sobie
szczerze nawet w swojej kuszącej, czerwonej bieliźnie wypada
blado na tle znanej nam głównie z "24 godzin" i "Dziewczyny z
sąsiedztwa" Elishy Cuthbert.
Padnie pewnie pytanie, czy podczas trwania filmu będą momenty
wciskające w fotel. Ja odpowiadam nań jak najbardziej twierdząco. Będą z pewnością
osoby trwające w przekonaniu, że zamiast strachu pełno tu momentów po prostu
niesmacznych. Ja jednak uważam, że cała ta napięta sytuacja,
nieustanne oczekiwanie na wydawać by się mogło nieuchronną
śmierć budzi uczucie uwielbiane przez tych, którzy lubią
historie z dreszczykiem. Tych scen wywołujących niesmak też
będzie się kilka, jednak nie ma się czego obawiać. Do gore
jeszcze daleka droga, a może ja po prostu jestem przyzwyczajony
do takich elementów?
Od strony technicznej również trudno mieć zastrzeżenia. Efekty
specjalne i zdjęcia Stephena Windona stoją na naprawdę wysokim
poziomie. Po tym, jak bohaterowie będą kończyć przygodę w
tytułowym domu możecie być wręcz oszołomieni. Mocnym
punktem jest również muzyka Johna Ottmana, która pomaga w
budowaniu tak niezmiernie ważnego dla filmu nastroju. Imponująca
jest również scenografia, a konkretniej mówiąc gabinet figur
woskowych. Zresztą nie ma się czemu dziwić. W końcu na jego
potrzeby, zużyto około 20 ton wosku, a 35 artystów pracowało nad
nim przez 7 miesięcy, po dwanaście godzin dziennie.
W tej chwili zapewne wiele czytelników odniesie wrażenie, że
moje zdanie jest raczej pochlebne. Niestety nie omówiłem jeszcze
kilku niezmiernie ważnych spraw. Przede wszystkim film jest
wręcz naiwny, bowiem młodzi bohaterowie robią praktycznie
wszystko, aby wpakować się w kłopoty. Właściwie już na początku
zbaczają na drogę, której nie ma na GPS, a później robią kolejną
serię głupstw, przez co wręcz proszą się o spotkanie z
"sympatycznym" zabójcą. Krótko mówiąc chwilami możemy czuć się,
jak scenarzyści, bowiem film jest do bólu przewidywalny. Słowem
głupota bohaterów aż boli.
|
 |
Podsumowując muszę przyznać, że "Dom woskowych ciał" nie jest
wcale filmem na wskroś tragicznie złym. Owszem widziałem całe
multum lepszych dreszczowców, ale jeśli wieczorem chcemy po
prostu odreagować, to okaże się on bardzo ciekawą propozycją.
Porównując do innych amerykańskich filmów grozy z ostatnich kilku lat można
być choć trochę zadowolonym. Całość ma bowiem trochę swoistej
magii lat '80. Oczywiście wielkim minusem jest pisany na kolanie
scenariusz. To on sprawia, że miłośnicy slasherów będą po prostu
pokładać się ze śmiechu. Patrząc jednak z innej strony muszę
przyznać, że sam omawiany gatunek mocno trąci schematem. Jak się
będziemy bawić? To zależy od tego czy przymkniemy oko na takie
właśnie fabularne szczegóły. Zresztą nie od dziś wiadomo, że
podstawą porządnego filmu jest dobry scenariusz. Nie ma dobrego
scenariusza, nie ma dobrego filmu. Niby prosta sprawa, ale minie
wiele lat zanim hollywoodzcy producenci pojmą w czym rzecz...
»Ocena:
6/10
»Autor:
|