TYPY OSOBOWOŚCI NIEZALEŻNYCH

Chciałbym być czeczeńskim rebeliantem. Siedziałbym sobie, jadł z noża jakieś konserwy, łaził w jednych ciuchach, spał
pod gołym niebem i miał wszystko w dupie. Łaziłbym po górach, w góry żołdak Putina nie wejdzie bo się boi. Nosiłbym namiot
na plecach, co trzy dni zwijał obóz i zakładał gdzie indziej, w dzień palił ogniska, nocą do jaskiń... Chcieliby mnie zbombar-
dować samolotami? Proszę bardzo, niech se bombardują system jaskiń. Harmoszka, flet i góry. Reszta guzik by mnie intere-
sowała. I bij Ruska!!! Należy się skurwysynom za to, co z od lat robią z Czeczenią. Gdybym zabił jakiegoś, zajebiście. Mnie
też mogą zabić, wali mnie to... Może by w Polsce założyć jakąś grupę rebeliantów? Czemu nie, byłoby przeciwko czemu
walczyć. Ale polskie góry już znam.
Mógłbym też być wiejskim przygłupem. Taki to łazi, opowiada pierdoły, robi jakieś głupie miny, jest bosy, nosi czapkę
uszankę i niebieską kapotę. I zawsze mu coś do jedzenia dają. Coś bym tam umiał strugać albo grać na fujarce. Przypominam
wiejskiego przygłupa, bo gram na flecie i się głupio uśmiecham. I tak bym łaził po wiosce, rozbawiał ludzi, bawił się sam,
strugał głupa... Cudowne.
Pijaczkiem bym nie chciał być. Taki to śmierdzi, klei się do ludzi, jest obrośnięty i zawsze żebrze o pęziesiąt groszy na
salicyla. Nie dla mnie. Włóczęgą? Też bym nie chciał chyba. Ciągle łazić i uciekać przed tym co cię gryzie. Czasami pisać
włóczęgowskie wiersze mające urok starego maleńskiego. Włóczęga ma w sumie trochę z wioskowego przygłupa. Taki trochę
lepszy wioskowy przygłup, inteligentniejszy i wrażliwszy. Ciągnie go do ludzi, ale od nich i tak ucieka. I nie wie czemu. Wio-
skowy przygłup ma podobne dylematy w dupie. Wędrowiec z trupy to to samo co włóczęga, ale fajny tryb życia.
Może ostatni sprawiedliwy? Co by to był za problem jakby się wokół roiło od zła, syfu, fałszu, zabójców itp? Żaden problem.
Wtedy zwalczałbym to wszystko z pasją. Albo wymyśliłbym sobie wrogów jak Leppery i Giertychy.
A może idiotą? Kimś o paskudnym charakterze, kto uznaje za cel nadrzędny wszystkim innym pozłosliwić, obśmać,
uprzykrzyć, opryskliwić, i w efekcie nikt go nie lubi i też jest typem niezależnym? Nie dla mnie, chociaż bym chciał. Moja
paskudność osiągnęłaby wtedy apogeum i czułbym się świetnie. Może skurwielem? Też nie dla mnie. Niewygodnie byłoby
mieć świadomość że się kogoś oszukuje i generalnie ma ludzi w dupie. Moze Calebem? Piłbym dużo albo więcej, czasem na
umór, łaziłbym obrośnięty ze szczurem na twarzy, w wełnianym swetrze i luźnych spodniach, kładłbym się w jagodziskach i
udawał żmiję, paprykarz jadł na przemian z mielonką, niegrał na gitarze i miałbym przy tym urok taki że jak tu mnie nie
kochać? Caleb jest tylko jeden.
Podobno można być człowiekiem niezależnym, a nie typem. Ale to trudne.
Chciałbym przez całe życie robić to, co zrobiłem w zeszły piątek. W zeszły piątek złapałem w Lesznie tira, który zawiózł
mnie do Wrocławia. Była ze mną moja kumpela Kasia spod Piły. Był to ostatni stop na trasie Poznań - Wrocław, po paru
godzinach spędzonych w deszczu i zimnie. I chyba w ogóle ostatni stop w tym roku. Niedługo po wejściu do niego ogarnął
mnie cudowny spokój, siedziałem se z plecakiem na kolanach, ręce se trzymałem przed sobą, gadałem z Kachą o rzeczach
typu "śmierć jest piękna", a kierowca siedział, smiał się i mówił: "Ciężkie tematy na stopa" Przyjemność miałem z samego
cedzenia słów z ust, a wszystko inne tam, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę. Za Trzebnicą wjechaliśmy na górkę, z
której widać było w dole cały Wrocław a na horyzoncie Ślężę. Wrocław ma jeden minus. Kiedyś się do niego dojeżdża.
Całe życie wjeżdżać do Wrocławia od północy, z Kachą przy boku, gadać o pierdołach i widzieć Ślężę na horyzoncie.
A potem robić to samo, i znowu i wciąż. Resztę mam wiecie gdzie. Blues!

Donald

7-10-2005