Egoizm walka z egoizmem czyli z deszczu pod rynnę
Już dość dawno toczyłem z kilkoma writerami Action Maga dyskusję na temat egoizmu, jego przejawów i domniemanej nieuniknioności. Jak to bywa z ekscentrycznymi myślicielami, postanowiłem, po wielu miesiącach przemyśleń, dziś coś napisać na ten temat, choć jutro upływa termin oddania planu prezentacji maturalnej z j. polskiego, a ja go jeszcze nie zrobiłem (i mi się nie chce) [Nawet nie pytajcie się, dlaczego dopiero teraz ten tekst czytacie*. Ale dostałem się na studia! :P]. Zagadnienie egoizmu jest kwestią, jak zauważyłem obserwując swych rozmówców (internetowych i tych na żywca), budzącą wielkie kontrowersje. Poniżej postaram się wyłożyć w miarę przystępnie wszystkie wymysły, jakie tylko na ten temat przyszły mi do głowy.
Przede wszystkim, na egoizm można patrzeć w paru płaszczyznach. Podstawą do takiego rozdziału jest w ogóle definicja egoizmu, a ściślej - jej nieprecyzyjność. Bo czym jest ów egoizm? Czy są to tylko zachowania obliczone na własny, fizyczny czy psychiczny zysk? Dochodząc do wniosku, iż tak naprawdę wszystkie nasze poczynania dyktowane są egoistycznymi pobudkami, daje się moralne przyzwolenie różnego rodzaju wyzyskiwaczom i "psychicznym wampirom": ostatecznie egoizm jest i tak zawsze egoizmem, więc dlaczego starać się o jego ambitniejsze formy? Z drugiej strony, warto zdawać sobie sprawę, że w pewnym sensie tak naprawdę wszystko jest naszemu egoizmowi podporządkowane.
"Ego" to po prostu łacińskie "ja". Od tego też pochodzi słowo "egoizm". Należy zauważyć, że podejmując jakąkolwiek decyzję, MY ją podejmujemy. JA postanawiam, JA robię to i tamto. Mogę zdecydować się na rozdanie wszystkiego ubogim itp., ale zawsze będzie to MOJA decyzja. We wszystkich naszych wyborach to "ja" się zawsze pojawia i ostatecznie to ono jest najważniejsze, bo bez niego nie uczynilibyśmy tego, co czynimy. "Postanowiłem zrobić to". Gdyby nie "ja" ukryte w tym wyrażeniu, nie zrobiłbym tego. Analogicznie we wszystkich możliwych sytuacjach.
Spotkałem się z zarzutami, że to nie egoizm, a indywidualizm. Owszem, wobec takiej interpretacji egoizmu oznacza on to samo co indywidualizm. A sam egoizm indywidualizmu (czy właściwie wszystkich ludzkich czynów) sprowadza się do prostej konkluzji, iż decydując się na coś, robimy to według własnych przemyśleń, własnego systemu wartości (przyjętego przez nas wcześniej) itd., słowem - główną rolę odgrywa nasza własna wola i tak naprawdę tylko ona jest ważna (zupełnie jak w klasycznej interpretacji egoizmu - tylko ja jestem ważny!). Oczywiste jest, że nie sposób zmusić się do czegoś, czego się rzeczywiście nie chce. Całe nasze "zmuszanie się" do czegokolwiek, czego nie chcemy, opiera się na tym, że chcemy się zmuszać.
W tym kontekście nie istnieje z pewnością coś takiego jak altruizm, lecz nie wszystko opiera się na egoizmie. Istnieje jeszcze drugi czynnik - zniewolenie. I znów, tak jak egoizm, ma ono przeróżne formy - od groźby odebrania życia w przypadku nie uczynienia, bądź uczynienia czegoś, do manipulacji psychicznej, hipnozy itp. Właśnie te dwa czynniki - egoizm i zniewolenie - determinują wszystkie ludzkie poczynania w ciągu całego życia.
Można jednak, dla świętego spokoju (taki mój ukłon w stronę dysputantów :P), odrzucić tę radykalną koncepcję egoizmu. I w tym wypadku jest jednak jeszcze wiele problematycznych kwestii, które wielu osobom zdają się być obce. Pojęcie egoizmu wielce się zeszmaciło i bywa używane raczej w formie subiektywnej obelgi, niż obiektywnej oceny. Ostatecznie egoizm zawężono do zyskiwania korzyści materialnych, bądź "prostych" (trudno znaleźć odpowiednie słowo - łatwo czytelnych?) form wykorzystywania człowieka (w stylu: uwiódł i rzucił) i uważa się, że wszystko, co powoduje straty kosztem bliźniego, czynione jest z pobudek altruistycznych.
Dla mnie sprawa nie wydaje się tak prosta. Na tapetę wziąłem jednego z owych "utajonych" egoistów, w dodatku nie lada bydlaka - św. Franciszka :). A tak właściwie chodzi mi tylko o pewne aspekty jego postępowania, które powinny budzić kontrowersje (i nie mówię wcale o chodzeniu na golasa po mieście, bo i taką atrakcję święty miał zafundować społeczeństwu). Otóż Franciszek był synem bogatego włoskiego kupca. Pewnego dnia, w buntowniczym uniesieniu, powyrzucał jego ubrania przez okno ubogim i żebrakom w akcie chrześcijańskiej miłości. Niestety, widocznie miłość ta nie odnosiła się do ojca, ani nie oznaczała poszanowania cudzej własności. Co więcej, czyn ten był raczej nieprzemyślany - dedukuję tak mając na uwadze ludzi bijących się w hipermarketach o DVD za 99zł. Pariasi pod oknem, z którego wyfruwały szkarłaty, mieli jeszcze większą motywację, gdyż nie zabiegali o żadne zbytki, a chcieli zdobyć fundusze na utrzymanie siebie i bliskich. Do tego należy doliczyć mniejsze poszanowanie ludzkiego istnienia w średniowieczu. Ile więc Franciszek spowodował zgonów ówczesnego dnia? Czy tak bezmyślne szafowanie życiem jest godne altruistycznego świętego? I czy altruizmem jest wciskanie innym śmiertelnikom "narzędzi szatana" (w postaci zbytków), co jest bezpośrednią przyczyną ich grzechów? A wszystko dla zbawienia WŁASNEJ duszy...?
W ogóle sprawy świętych są bardzo kontrowersyjne. Oto jeden z drugim robią wszystko, aby być na wieki szczęśliwymi w niebie. Czysty egoizm dyktuje, że skoro po kilkudziesięciu latach życia można na wieki cierpieć lub być szczęśliwym, to postępuje się teraz tak, by potem się byczyć na łąkach Edenu, nawet jeśli oznacza to mordęgę na tym padole. A większość ludzi nie postępuje tak pseudoaltruistycznie raczej z tego powodu, że są zbyt mocno przywiązani do "doczesności" i tak naprawdę mają w głębi duszy więcej z niedowiarka, a nie dlatego, że obcy jest im ów "egoizm świętych" [który nazwałbym inwestycyjnym :)]. W ogóle jakakolwiek idea zakładająca, iż w przyszłości udamy się do doliny Jozafata, by otrzymać nagrodę bądź karę adekwatnie do uczynków, bardzo utrudnia bycie altruistą pełną gębą.
Pewnie, że nie wyklucza takiej możliwości. Jakaś-tam wiara i ewentualne zbawienie to jednak dla większości ludzi, jak już przecież zauważyłem wcześniej, rzeczy zbyt abstrakcyjne, by według nich planować sobie życie. A w historii Kościoła (bo co tu kryć - głównie na tym poletku operuję, ze względu na słabą znajomość gleby innych) są dwa rodzaje świętych: ci, którzy byli święci dla zyskania wiecznej szczęśliwości i ci, którzy zostali uznani za świętych, bo egoizmu wyzbyli się na tyle, że zachowywali się jak święci-egoiści nie będąc nimi i nie myśląc w pierwszym rzędzie o swoim zbawieniu.
Z innej beczki, należałoby koniecznie dodać, że mimo iż wszystko czynić mamy niby z pobudek egoistycznych (w myśl pierwszej wyłożonej przeze mnie tu teorii), to jednak wartościowanie poszczególnych rodzajów egoizmu jest bardzo pożądane i może dać wiele dobrego. Przecież wszystkie wartości świata nie stoją tylko na egoizmie i altruizmie. Przeciwnie, ja bym raczej u fundamentów moralności doszukiwał się wolności bytów ;).
Dla ciekawskich powiem też, że swego czasu w Polityce (nr 16/2004) ukazał się artykuł Marcina Rotkiewicza "Na początku było ego", z podtytułem "Dlaczego opłaca się kochać bliźniego", w którym autor koncentruje się na badaniach prowadzonych przez biologów i socjologów nad egoizmem. Koncepcja wyrosła dość niedawno na tym gruncie, a poparta właściwie niezbijalnymi na dzisiejszy dzień badaniami, zwie się neodarwinizmem i głosi, że celem każdego organizmu jest ochrona swych genów, a my tak naprawdę działamy jak zaprogramowane maszyny służące do tego celu. Jeden z bardziej wtajemniczonych w sprawę ludzi już popełnił samobójstwo ;). Polecam też książkę Richarda Dawkinsa "Samolubny gen", będącą owocem i próbą spopularyzowania tych właśnie badań.
A wszystkich nie na żarty już wystraszonych pragnę pocieszyć. Może i dowiadujemy się teraz dopiero wielu strasznych rzeczy o nas samych, ale i strach i niezgoda na taki stan rzeczy dobrze o nas świadczą. I, co ważniejsze, jako ludzie obserwujemy się nawzajem od tysiącleci i wiemy dobrze, że, bez względu na to, jakie ostatecznie są prawdziwe motywacje, zawsze jakąś garstkę ludzi stać na wiele poświęceń i wyrzeczeń, by wielka banda egoistów mogła popasać w zdrowiu i szczęściu. Śpijcie więc spokojnie :P.
Wooward
wooward@op.pl
* - Ten poślizg dotyczy również tekstu "Wybryk matematyczno-metafizyczny", w którym napisałem pod koniec, że, według moich obliczeń, czytacie go w sierpniu :D.
|
|