Dla Ciebie mogę nie istnieć
Najpierw małe wyjaśnienie. To oczywiście była całkowicie moja i tylko moja wina. To ja niepotrzebnie brałem dosłownie wszystko, co mówiłaś. To ja byłem, kiedy mnie potrzebowałaś. To ja próbowałem naprawiać co popsuli inni. To ja się angażowałem w coś, co tak naprawdę było… niczym.
Moja wina, moja wina, moja bardzo… Starczy.
Wierzycie w przyjaźń od pierwszego wejrzenia? Tak, właśnie, przyjaźń, nie miłość. Ja nie. Po co pytam? Cóż, trudno mi zaczynać każdy następny akapit. Takie pytanie doskonale wprowadza w klimat. A że nie pasuje, nie kolokuje – inna rzecz. Wiecie, na wszystko, co związane z emocjami, trzeba sobie w jakiś sposób zapracować. Czasami to bardzo prosta „praca”, wystarczy się urodzić elokwentnym, przystojnym chłopcem, najlepiej jeszcze w tzw. „dobrym domu”. Wtedy całą resztę macie już z górki i jedziecie po prostu na swoim normalnym zachowaniu, wyglądzie, etc.
Nie, nie zjechałem z tematu. Nie zjechałem, bo go tak naprawdę jeszcze nie narzuciłem. Myślicie, że wiecie, o czym jest ten tekst? Heh, szkoda, że ja nie bardzo.
W zasadzie to sam nie wiem, czy na coś liczyłem, liczę, będę liczył. Za każdym razem kiedy podnosiłem tę pieprzoną słuchawkę serce biło mi dwa razy mocniej. Za każdym razem czułem to wredne uczucie, że zaraz po nawiązaniu połączenia nie będę mógł wydusić z siebie żadnego słowa. A przecież ja potrafię rozmawiać. Tyle razy już to udowadniałem. Chociaż nie, te parę zdań na szkolnym korytarzu czy w sklepie spożywczym to jednak nie jest to samo.
Bo tak naprawdę to ja czasami nie chcę uważać siebie za mniej rozgarniętego, mniej interesującego, mniej… Wmawiam, że sobie wmawiam, że sobie wmawiam, że… nie, to nie tak miało wyglądać. Chyba.
Racja, nie było mnie wiele razy. Ale dokładnie tyle samo razy żałowałem. Tego, że nie urodziłem się parędziesiąt kilometrów dalej (bliżej?) Że nie jestem twoim sąsiadem, z którym mogłabyś posiedzieć na ławce letnią, wieczorową porą. Tylko co z tego mojego żalu, co on zmieni? Przestałem sobie wyrzucać wiele rzeczy i nawet pomogło.
Ostatnio pisałem, że nie chcę, nie mogę, nie potrafię pogodzić się z faktem, że nie mam Cię na wyłączność. Zawsze, gdy zaczynam odnajdować się w tej sytuacji, spada kolejny cios. Pojęcia, nie mam, czy robisz to świadomie, czy nie. A może po prostu chcę wierzyć?
Idealizowanie. Tak, to był mój wielki problem. Zwyczajnie nie zauważałem wielu ciekawych rzeczy. Gdyby nie to, pewnie do dnia dzisiejszego żyłbym sobie spokojnie, nie napisał ani słowa i ani słowa byście teraz nie czytali. Zaskakujące. Niby zwykły wyraz – idealizowanie, idealizować, ideał… Zwyczajny, ale to on jest początkiem wszystkiego. Żeby nie było niedomówień: jest też końcem, gdy przestaje obowiązywać. A kiedy przestaje? Nie wiem, jeszcze nie wpadłem na to, kto rozdaje karty w tej grze.
Chciałbym Ci teraz powiedzieć, że już mi nie zależy. Że mi się „odwidziało” i z powrotem jestem tym samym człowiekiem, co wcześniej. Chciałbym, ale nie mogę. To nie będzie cała prawda. Tylko prawda i g*** prawda. Bo to z zasady będzie kłamliwe stwierdzenie, tylko po co ja to wszystko wypisuję? Swoisty katharsis chcę przeżyć czy jak? Przecież Ty wiesz, że potem będzie już tylko pustka…
„Piszę słowa których nigdy nie wypowiem
Ty je czytasz bo nie patrzysz w moje oczy
Tak naprawdę nigdy się nie dowiesz
Czy po drugiej stronie siedzi anioł a nie człowiek”
Tuxedo